Dészcz letni (Hugo, 1849)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Victor Hugo
Tytuł Dészcz letni
Pochodzenie Wybór poezyj pomniejszych Wiktora Hugo cykl Dumania
Wydawca Hipolit Skimborowicz
Data wydania 1849
Druk Drukarnia Gazety Porannej
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bruno Kiciński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały cykl
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl jako ePub Pobierz Cały cykl jako PDF Pobierz Cały cykl jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
VIII.
DÉSZCZ LETNI.

Polna róża i głóg dziki
I goździki
Rozwinęły listki swoje,
I w téj pięknej porze roku,
Wdzięcznie oku,
Przybrały się w świéże stroje,

Do kochanki swéj, najmiléj
Słowik kwili
W umajonym skryty drzewie;
I odmienne coraz tony
Wyuczony
Wywodzi nam w cudnym śpiéwie.

Rano z nieba cebrem lało,
Ale w wieczór wyjść tak mile,
Stawiaj śmiało nóżkę małą,
Nie zamoczysz się na chwilę;
Zmokłe piórka otrząsł ptaszek,
I do zwykłych swych igraszek
W gęstwę liści wesół leci,
Nucąc na cześć swéj swobody,
A tylko mu kropla wody,
Jakby perła w gniazdku świéci.

Słońce znowu świat ozłaca,
I na niebo błękit wraca;

Lśnią, się skiby użyźnione,
Jakby srébrem powleczone,
Wzdęty tylko na godzinę,
Pędzi strumyk przez dolinę,
I rozszérza rowek stary;
A z kamyka, hucząc skorzéj,
Uniesionéj mrówce, tworzy
Kataraktę Nijagary.

Pochwycone w wir powodzi,
Płyną robaczki bez żagla;
Bojaźń śmierci je przynagla
Skoczyć w listek zamiast łodzi;
Gdy nie jeden na kępinie
Z słomki, trwożniéj jeszcze płynie.
Jak szczęśliwe w swéj niedoli,
Jeśli jaki im patyczek,
Zakręciwszy się w strumyczek,
Z flottą na brzég wyjść dozwoli.

Kraj zajaśniał w całym wdzięku,
Będziem z sobą teraz sami,
Oprzyj ramię na mym ręku,
Przejdziem pod témi lipami.
Słońce już się w staw zanurza;
Zaczem zstąpiémy ze wzgórza,
Na chwilę spojrzyj za siebie, —
Jak na zamglonym obłoku,
Jaśnieje naszemu oku,
Gród złoty, na ciemném niebie.


Patrz na niebo! Tęcza! tęcza!
Zajaśniała jednym tryskiem;
Bóg groził gromem i błyskiem,
I znów nam tęczą zawdzięcza.
Dzieckiem ja będąc, z zapałem
Nieraz aniołów błagałem,
Bym mógł dociéc, w jakie światy
Wiedzie ten łuk niezmierzony,
Żywémi farby bogaty,
Pod most niebios podciągniony.


Wybór poezyj pomniejszych Wiktora Hugo ornament 2.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Victor Hugo i tłumacza: Bruno Kiciński.