Człowiek z blizną (Buffalo Bill)/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor nieznany
Tytuł Człowiek z blizną
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wydania 24.8.1939
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz nieznany
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Niezwykły strzał

— Mówiłem od samego początku — rozwodził się Ike Bowder, — że ta sprawa z porwaniem nie ma najmniejszego sensu. I ty wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja. Czy nie znasz starego Thorna? Przecież był on niegdyś wywiadowcą i to wcale niezłym. Gdyby nawet udało się nam i jego porwać, to czy przypuszczasz, że położyłby nam grzecznie na stół dwadzieścia tysięcy dolarów?... On zna cię doskonale, Frayne i wiedziałby, że nie zobaczy nigdy w życiu ani córki ani pieniędzy. Zresztą, jestem pewny, że zabiłbyś go potem...
— Milcz! — wrzasnął „Człowiek z blizną“.
— Będę gadał tyle, ile mi się spodoba. Ta historia z okupem, to było zwykłe oszustwo. Pokłóciłem się z moimi ludźmi o to i wiem, że oni mieli słuszność. Jesteś naszym kapitanem, Frayne, ale nie mogę mieć do ciebie zaufania. Przecież to nie ulega najmniejszej wątpliwości, że gdybyś dostał pieniądze, zabrałbyś całe dwadzieścia tysięcy i dziewczynę i zwiałbyś, gdzie pieprz rośnie.
W tej okolicy nie masz już co do roboty. Obrabowałeś już wszystkie banki, wszyscy woźnice dyliżansów znają cię jak zły grosz, nic więc dziwnego, że chciałeś się wycofać z interesów, oczywiście w towarzystwie pięknej córki twego wroga.
— Kłamiesz! — zawył Frayne.
— To łatwo powiedzieć. Nie obraziłeś mnie wcale...
— Tak, kłamiesz, Ike Browder! Odwołaj to co powiedziałeś, bo zastrzelę cię jak psa! Boisz się tego wywiadowcy, tego głupca i błazna Buffalo Billa i dlatego...
— Nie boję się nikogo! — odparł Ike z wściekłością.
— Ha, ha, ha!... — zaśmiał się „Człowiek z blizną“.
— Nie masz się czego śmiać! Nie boję się nikogo i gdybyś traktował nas wszystkich jak wspólników, potrafilibyśmy odeprzeć tu atak dwudziesta Buffalo Billów, ale...
— Jeden zupełnie wystarczy! — rozległ się od wejścia do jaskini dźwięczny głos.
Ike Browder, który był zwrócony twarzą do wejścia, zerwał się na równe nogi z okrzykiem przerażenia, a Frayne, odwrócony tyłem do wejścia, odwrócił się gwałtownie, chwytając za rewolwer.
— Odrzuć broń, Frayne! — rozległ się ten sam głos. — Jesteś w zasięgu strzałów nietylko moich dwóch rewolwerów, ale i dwunastu karabinów ludzi, którzy znajdują się z tamtej strony przepaści. Jeśli wydasz okrzyk, albo uczynisz jakiś podejrzany ruch, zostaniesz podziurawiony kulami.
W głosie Buffalo Billa brzmiała taka moc przekonania, że „Człowiek z blizną“ struchlał. Z jego bezwładnej ręki wypadła broń. W tej samej chwili w wejściu do jaskini pojawiła się potężna sylwetka Buffalo Billa. Wywiadowca zbliżył się do dwóch bandytów, teroryzując ich rewolwerami.
— Buffalo Bill... — wyjąkali obaj bandyci.
— We własnej osobie, gentlemen! — rzekł Cody prawie wesoło. — Z kim mam przyjemność?... Aha! Oto Frank Frayne, znany ostatnio lepiej jako „Człowiek z blizną“, a obok niego mój stary znajomy Ike Browder! Jak to, stary łotrze? Więc jeszcze cię nie zlinczowano?
— Masz dobrą pamięć, Buffalo — rzekł Ike z mimowolnym podziwem.
— Pamiętam, że oddałem ci małą przysługę w jednym z miast górniczych — rzekł Buffalo Bill. — To było wiele lat temu. Wiesz, Ike, że miałem wyrzuty sumienia, że uratowałem twoje nędzne życie. Nie wart byłeś tego. Co o tym sądzisz?
Bandyta wzruszył ramionami i przybrał ponury wyraz twarzy.
— Nie szkodzi — mówił dalej Buffalo Bill — Spotkaliśmy się teraz na nowo w nieco innych okolicznościach.
Cody zbliżył się do bandytów i stanął przed nimi, nie spuszczając z nich badawczego spojrzenia.
— Wydaje mi się, że ten sznur, który masz owinięty dokoła pasa, to lasso? — rzekł do Ike Browdera. — Tak, to bezwątpienia lasso. Wobec tego bądź taki dobry i zwiąż nim naszego przyjaciela Franka Frayne.
Browder nie ośmielił się sprzeciwić. W ciągu kilku chwil Frayne został dokumentnie skrępowany przez własnego podwładnego. Łotr pienił się z wściekłości.
— Doskonale, Ike! — rzeki Buffalo Bill tonem pochwały. — Nie muszę chyba powtarzać wam, panowie, że wszelka próba stawiania oporu i wszelka myśl o zdradzie są niedopuszczalne. Jeśli któryś z was będzie chciał wszcząć alarm, przypłaci to życiem. Mimo to nie zaszkodzi, gdyż moi ludzie czekają na mnie i w razie niebezpieczeństwa, rzucą się natychmiast w moje ślady. Bardzo się dziwię — mówił dalej Cody, zwracając się do Fraynea — że człowiek tak zdolny, jak ty, dał się tak łatwo podejść. Postępujesz, jak małe dziecko, Frayne i musisz ponieść teraz konsekwencje. Jak mogłeś wybrać taką kryjówkę? Przecież to zwykła pułapka, z której nie ma wyjścia.
W oczach nędznika zabłysło jakieś światło. A więc Buffalo Bill myślał, że jaskinia ma jedno tylko wyjście! Frayne uspokoił się nieco. Patrzył teraz na Buffalo Billa z mieszaniną obawy i pogardy. Nie odpowiadał na jego przycinki i mrużył złośliwie oczy.
Buffalo Bill znów zwrócił się do Ike Browdera.
— A teraz, Ike — rzekł — muszę cię poprosić o jeszcze jedną przysługę. Mam nadzieję, że mi nie odmówisz.
— O co chodzi?... — warknął Ike.
— Proszę cię, abyś był łaskaw przyprowadzić mi tu miss Thorn. Może będzie ci nieprzyjemnie, ale mimo to musisz spełnić moją prośbę. Jesteś grzecznym człowiekiem, Ike... Oczywiście bez zbytecznego hałasu. Nie powinieneś alarmować twoich przyjaciół, gdy znajdziesz się w wewnętrznej grocie, w której zamknięta została miss Thorn.
Buffalo Bill nie wiedział dokładnie, gdzie więziona jest Sadie, ale ponieważ nie widział jej w jaskini, w której znajdowali się dwaj bandyci, doszedł do wniosku, że w pobliżu znajduje się druga grota, wewnętrzna, a może nawet kilka grot.
Przypuszczenie to okazało się słuszne, gdyż obaj bandyci nie okazali najmniejszego poruszenia. Widocznie byli pewni, że Buffalo Bill doskonale znał ich całą kryjówkę.
Ike Browder nie był jednak skłonny wypełnić polecenia Buffalo Billa. Stał nieruchomo ze wzrokiem utkwionym w ziemię.
— Czy słyszałeś, co ci powiedziałem? — rzeki łagodnie Cody.
Milczenie.
— Nie będę powtarzał — rzekł tym samym tonem Buffalo Bill. — Jeśli w ciągli trzech minut nie zjawisz się tu z dziewczyną, będę zmuszony zastrzelić naszego wspólnego przyjaciela „Człowieka z blizną“.
— Idź, Ike! — zawołał Frayne, mrugając porozumiewawczo na Browdera.
Buffalo Bill doskonale zdawał sobie sprawę, że bandyci dają sobie znaki, ale udawał, że niczego nie spostrzega. Ike nie wahał się teraz ani chwili i zagłębił się w ciemny korytarz. Po kilku minutach wrócił wraz z Sadie Thorn.
— Witam panią — rzekł grzecznie Buffalo Bill. — Jestem szczęśliwy że oglądam panią całą i zdrową. Zechce pani łaskawie przyjąć ten rewolwer i wymierzyć go w naszego przyjaciela Ike Browdera.
Sadie Thorn była blada, ale zupełnie spokojna. Wzięła podany jej przez Buffalo Billa rewolwer i steroryzowała bandytę. Cody wziął swoje lasso i szybko skrępował Browdera. Następnie odwrócił się w stronę dziewczyny i rzekł grzecznie:
— A teraz pójdziemy sobie stąd. Nie mamy ani chwili czasu do stracenia.
Oboje zbliżyli się do wiszącego mostu. Buffalo Bili wziął dziewczynę na ręce i podniósł ją jak piórko, a potem pewnym krokiem wszedł na chyboczący się most. Zaledwie znalazł się jednak na połowie drogi, gdy dobiegł go przeraźliwy okrzyk „Człowieka z blizną“, który wołał swych łotrów na pomoc.
— Oho! Zrozumiał, że został oszukany... — uśmiechnął się Buffalo Bill.
W kilka sekund później inny okrzyk rozległ się nad brzegiem przepaści za Buffalo Billem.
— Prędzej! — zawołała Sadie. — Ten łotr przecina sznury...
Bandyta, który przybiegł na wezwanie Fraynea, rzucił się natychmiast do mostu i począł ostrym nożem przecinać sznury, na których wisiał most. Buffalo Bili zatrzymał się. Trzymał wciąż dziewczynę na ręku. W ciągu ułamka sekundy przechylił przełożony przez plecy karabin w ten sposób, że lufa była skierowana w stronę bandyty. O strzale nie mogło być jednak mowy, gdyż most był tak wąski, że nie można się było na nim odwrócić.
Na brzegu przepaści znajdowało się zagłębienie, w którym zebrało się nieco wody deszczowej. Buffalo Bill ujrzał w tej kałuży jak w lusterku postać bandyty, który zapamiętale pracował nożem. nie patrząc nawet w stronę wywiadowcy.
Jeszcze chwila — i padł strzał. Buffalo Bill wymierzył, patrząc w wodę, jak w lustro. Bandyta wydał przeraźliwy okrzyk i zwalił się na dno przepaści, trafiony kulą wywiadowcy.
Buffalo Bill począł biec naprzód, a most chybotał się coraz bardziej, gdyż bandyta poważnie uszkodził liny. Nagle z brzegu rozległ się jeszcze jeden strzał i drugi bandyta zwalił się przepaść. W tej samej chwili Buffalo Bill i Sadie Thorn znaleźli się na brzegiem przepaści. Oczekiwał ich tam Ned, którego karabin — dymił jeszcze.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.