Przejdź do zawartości

Człowiek niedobry

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gabriela Zapolska
Tytuł Człowiek niedobry
Pochodzenie Przez moje okno
Wydawca „Lektor“ Instytut Literacki Sp. z o.o.
Data wyd. 1922
Druk Drukarnia Udziałowa
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


CZŁOWIEK NIEDOBRY.



 W sobotnich swych uwagach, mój kolega po piórze „Pesymista“ — zwracał uwagę na ową melancholię, na ów smutek, tłoczący ku ziemi całe nasze społeczeństwo. Smutek ten czarny, rozlany na twarzach, na gestach, na słowach, jest cechą dominującą zwłaszcza u młodzieży dzisiejszej i nikt zaprzeczyć nie może, iż Szanowny „Pesymista“ ma rację, starając się nawoływaniem swojem przyczynić do otrząśnięcia z tej zarazy neurastenicznej. Podwójnie ciężką jednak będzie taka walka, bo warunki naszej egzystencji niełatwo sprowadzają na nas błyski wesołości. Od wieku zapadliśmy w mgłę smutku, wznoszącą się z mogił i z żałobnych całunów. Więc jakże śmiać się, kiedy to już w nas nie istnieje, kiedy prostota nie dla nas, a to, co ma być weselem, bywa raczej szałem chorych nerwów. Nie o to jednak chodzi. Szanowny Pesymista patrząc, dostrzega na twarzach naszych smutek i melancholję — ja zaś dostrzegam jeszcze coś więcej:
 My nie umiemy być dobrymi.

∗
∗                    ∗

 Porozumiejmy się.
 Człowiek „zły“ — a człowiek „niedobry“, to jest istota zupełnie różna. Zły człowiek może być zbrodniarzem, istotą szkodliwą, mogącą przyprawić o ruinę kogoś innego, — zły człowiek rozmyślnie, z całą samowiedzą popełnia występek, prowadzi gospodarstwo rabunkowe, wszczepia jad w serce młode, katuje czy to fizycznie czy moralnie, wywołuje sensacje bolesne — słowem popełnia rzeczy złe, występki, zbrodnie. To jest — człowiek zły.
 Lecz człowiek „niedobry“ może być bardzo uczciwym, prawym, wypełniającym swe obowiązki obywatela, męża, ojca, lub żony — matki. Człowiek „niedobry“ może być ogólnie szanowanym i być filarem jakiejś instytucji. Człowiek, „niedobry“ — może być wzorowym urzędnikiem, lekarzem, prawnikiem. Człowiek „niedobry“ może być akademickim artystą i wzbudzić swojemi dziełami podziw i zachwyt zimny, lecz zachwyt. On nie wykroczy przeciw prawom ludzkim i boskim. Złoży swą daninę, on da nawet jałmużnę, pójdzie za trumną, na kolei stać będzie do ostatniej chwili wyruszenia pociągu. To wszystko zrobi człowiek „niedobry“ — nawet więcej — on wysłucha czyjejś skargi, tylko na nią nic nie odpowie. Patrzyć będzie wtedy w ścianę i cicho szepnie: „tak! tak!... proszę! O!...“ I to będzie — wszystko. Gdy sypać będę grudy ziemi na trumnę lśniącą i nową, on rzuci także garstkę ziemi, a potem spokojnie wycierać rę kawiczkęrękawiczkę zacznie. Lecz garstkę ziemi rzuci. Tak zrobi człowiek „niedobry“.
 Biada temu, kto otoczony jest takimi „correct“ ludźmi. Zimno i chłód mrożą mu duszę. Jeżeli mgła łez zaciągnie oczy, lepiej wbić je w ziemię niż spojrzeć w twarz człowieka „niedobrego.“ — Z takiej twarzy coś niedobrego wieje. Nie trupi chłód, bo często ileż ciepła nam w duszę wstępuje, gdy wpatrzymy się w twarz, śpiącą śmiertelnym snem!
 Lecz „niedobrego“ człowieka odczuwa się na odległość duchową. I taka często zbiedzona, zmęczona dusza, nagle szarpie się w nas z trwogą najwyższą, jakby uciec chciała w przestworze, ukryć się choćby na chwilę...
 To człowiek „niedobry“ ku nam się przybliża.
 I dusza się boi i dusza drży.

∗
∗                    ∗

 W prześlicznym swym wierszu Paweł Verlaine dał nam określenie takiej „dobroci“ ludzkiej, która jest przeciwstawieniem braku zupełnego miękkości uczuć, otaczających istotę ludzką „dobrą“, jak atmosferą świetlaną, do której dążą zwarzone szronem motyle. Verlaine powiedział:
 „Niema dla duszy ludzkiej większego szczęścia, jak uczynić drugą duszę mniej smutną“... Człowiek „niedobry“ nie troszczy się o to, że obok niego druga dusza kona i omdlewa ze smutku, z bólu, z jakiegoś pragnienia. Łzy czyjeś nie mają dla niego wagi. On tylko swoje odczuwa bóle. — „Tak“, mówi, „o!...“ i patrzy w ścianę.
 Porównać go można do wyniosłej kolumny, pięknej, prostej, czystej w liniach lecz skąpej w cieniach. Człowiek zaś „dobry“ jest zwykle rozwichrzony i niepewny w młodości, z latami jakiś dziwny spokój roztacza się dokoła niego i gest jego miły, którym ujmuje jakąś drżącą, spłoszoną rękę, oddziaływa już kojąco. Powoli owłada zbolałą duszą i ta w dźwięku głosu człowieka „dobrego“ zaczyna kryć się w zacisze szumiącego lekko gaju. Szczególniej dobremi potrafią być staruszki o białych, siwych włosach. W pokojach ich pachnie róża i lawenda, na stoliczku od robót stoi szkatułka z wyblakłemi fotografiami. — Taka kobieta nie może dać pomocy materjalnej, bo często nic nie ma, protekcji trudno u niej szukać, bo dla starych kobiet już nikt nic nie zrobi, ale ukojenia, równowagi, tego spokoju, pełnego jakiegoś nieokreślonego a słodkiego czaru, przy kobiecie „dobrej“ nabieramy tyle, ile się nabiera pęków róż i lilij w kwiecistym ogrodzie. Może to blizkość majestatu śmierci ma ten wpływ kojący, lecz spłowiałe źrenice „dobrej“ staruszki działają jak rosa na rany serdeczne.
 „Dobry“ człowiek nie mówi „O!...“ — nie patrzy na ścianę, lecz przeżywa z tobą twój ból, stara się nieść ulgę i pomoc i z całą słodyczą czyniąc zadość potrzebie swego serca „czyni drugą duszę mniej smutną.“

∗
∗                    ∗

 Jakże często spotyka się ludzi, „niedobrych“, jak rzadko ludzi „dobrych“ w Verlainowskiem słowa tego znaczeniu! Jak się to dzieje? Czy człowiek przynosi na świat piętno dobroci lub braku tejże?
 Nie zdaje mi się!
 Więc — jak?
 Serce człowieka wychować trzeba, tak, jak wychowuje się jego umysł i jego ciało. Można wybielić cerę dziecka, kąpiąc je w migdałach, można wychować dziecko na „dobrego“ człowieka, rozwijając w niem tkliwość i dobroć serdeczną. Zdziczenie dziwne, niewytłumaczone panuje wśród dzieci u nas. Często widzę gromady dzieci, dręczące, pastwiące się nad kociakiem w agonji lub zanoszące się od śmiechu na widok pokrytego ranami szczura. Gdy zwrócę się do rodziców lub opiekunów tych dzieci, odpowiadają mi, wzruszając ramionami: „Och! dzieci!... to jeszcze głupie!...“
 Nieprawda! — okrutne serce wieku nie ma. Człowiek „niedobry“ jest nim od dziecka, a winni są temu bezwarunkowo rodzice. Łagodne słowa matki potrafią najwięcej dzikie instynkty ukoić. Kto wybucha bezmyślnym śmiechem w tragicznych momentach w teatralnych salach? To te „dzikie“ niedobre istoty, które dziećmi będąc, śmiały się z przywalonego stertą kamieni szczura. Kto ze szklanym wzrokiem słucha gorącej prośby lub bolesnych zwierzeń „smutnej duszy“? — Człowiek.Człowiek, który, dzieckiem będąc, urządzał sobie cmentarzyki motyle i patrzył z lubością, jak tęczowe pazie królowej drgały na szpilkach w pięknych, podarowanych na ten cel przez matkę pudełkach. Kto wyciąga do zgorączkowanego i zbolałego bliźniego — grzeczną, suchą, drewnianą rękę „niedobrego“ człowieka? — ten, kto o rannej srebrnej rosie biegł dzieckiem ku rzece i tam godzinami całemi czatował, aby zadrgał haczyk z nabitą nań rozszarpaną ofiarą. A te wszystkie bohaterskie jatki, które czytają dzieci, te tysiące trupów bliźnich, zarzynane, spławione krwią, te zbrodnie masowe, tolerowane, ba nawet uświęcane aureolą bohaterstwa, jakiemi są opisy bitew i wojen! W wieczornym pacierzu każemy mówić dzieciom: „Nie zabijaj!“ — a tu rozgorączkowana głowa aż płonie od opisu bohaterskich przygód rycerza, który zarznął całe stosy ludzi i krwią ociekł ludzką, tak, jak rzeźnik, gdy woły na sztuki ćwiartuje...

∗
∗                    ∗

 Więc oprócz melancholji i smutku, na twarzach naszego społeczeństwa jest brak „dobroci“ — brak najpiękniejszego czaru, na jaki dusza ludzka zdobyć się zdolna. — Jedni drugim nie niosą pomocy, nie ułatwiają wspólnie życia, lecz idą sami obraną drogą nie chcąc się zatrzymać, gdy jakiś głos obok pomocy wzywa.
 Co najwyżej jeszcze rodzina, najbliżsi — ale ci dalsi — z tymi ludzie „niedobrzy“ nie chcą mieć nic wspólnego. A przecież inaczej może niejedno układałoby się w naszym społecznym rozwoju, — gdybyśmy wspólnie, jedni drugim usuwali belki z pod nóg i ręce ofiarne wyciągali z całą ochotą i poświęceniem. Lecz na to trzeba, aby rozpoczęto reformę małych serc, ażeby rozwinięto czar dobroci małych dusz, a nikt tego nie dokona, jak tylko wpływ kobiet na dzieci. Do słowa: „Nie zabijaj“ — dołączyć należy: „ciosem broni i obojętnością na smutek drugich dusz“... bo pamiętać trzeba, iż: „Niema nic milszego dla duszy, jak uczynić drugą duszę mniej smutną.“






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska.