Przejdź do zawartości

Częstochowa w obrazach historycznych/Włościanie galicyjscy po rzezi tarnowskiej przybywają do Częstochowy r. 1846

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Nowakowski
Tytuł Częstochowa w obrazach historycznych
Wydawca S. Szczepanowski i A. Potocki
Data wyd. 1898
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
XIII. Włościanie z Galicyi po rzezi Tarnowskiej przybywają do Częstochowy r. 1846.

Podajemy opis następny ze współczesnego rękopismu, spisanego przez naocznego świadka.
Kiedy po rzezi Tarnowskiej X. Antoniewicz odbywał misyę i obudził sumienie w sprawcach tej rzezi, a biskup tarnowski Wojtarowicz przez okólnik wezwał duchowieństwo, aby starało się wpłynąć w duchu religijnym na winowajców tych okrucieństw, i skłaniać ich do pokuty, wielka ich bardzo liczba udała się w pielgrzymce na Jasną Górę. Jest tam we zwyczaju, gdy przybędzie jaka w pielgrzymce tak zwana kompania — daje o swojem przybyciu znać do klasztoru, i Paulini wychodzą na ich spotkanie. Mają do przybyłych powitalne przemowy, po których przy odgłosie muzyki ze śpiewami idą do kaplicy przed cudowny obraz Matki Bożej. Otóż, kiedy przybyli ci z Galicyi włościanie, dali znać o sobie, czekając na wyjście na przeciw nich z muzyką Paulinów. Tymczasem Paulini — odpowiedzieli im, że skalanych krwią bratobójczą nie wpuszczą do Jasnej Góry. Nie spodziewali się tego przybyli; gdy nadto postawieni w bramie na straży, wszystkich innych wpuszczali, a galicyjskim zbrodniarzom bronili wstępu — strach i przerażenie ogarnęło ich. Zaczęli płakać rzewnie; płacz ten wzmagał się, i wszystkich ogarnął. Jakoś płacz ten był tak okropny, rozpaczny i przeraźliwy — i trwał ciągle, nieustannie, połączony z wołaniem miłosierdzia, litości — przez trzy dni i nocy bez przerwy, że zdawało się sądny dzień nastąpił. Dopiero po trzech dniach wyszli Paulini — po za murami słuchali spowiedzi — poczem wpuścili ich do kościoła, ale bez żadnej muzyki i śpiewów, i niezwłocznie kazali im wracać nazad do domów. Opisujący to, powiada — że niepodobna było nawet słuchać ich rozpaczliwych jęków, niepodobna było także słuchając tego płaczu i samemu nie płakać. Serce się krajało, i zdawało się, że pęknie pod wrażeniem tego strasznego obrazu.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Nowakowski.