Częstochowa w obrazach historycznych/O pochodzeniu cudownego obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Częstochowa w obrazach historycznych |
| Wydawca | S. Szczepanowski i A. Potocki |
| Data wyd. | 1898 |
| Druk | Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego |
| Miejsce wyd. | Kraków |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB Cały tekst |
| Indeks stron | |
Wszyscy, co tylko pisali o tym cudownym obrazie, jednogłośnie utrzymują, że to jest dzieło św. Łukasza. I wszyscy, nietylko Polacy, lecz i obcy, co wyliczają obrazy malowane przez św. Łukasza, w liczbie tych wymieniają i obraz na Jasnej Górze Częstochowski.
Czy jednak rzeczywiście św. Łukasz malował obrazy?
Dominik Marya Manni był pierwszym, co utrzymywał, że św. Łukasz wcale nie malował obrazów, i że te obrazy, które uważane są za jego dzieło, malowane były przez niejakiego mnicha, Łukasza, żyjącego w XI wieku, a którego z powodu wielkiej jego pobożności zwano świętym, i o tem ogłosił dzieła: 1. Del vero pittore Luca s. e del tempo del suo fiorire. Firenze 1764, i 2. Dell’ erore che persiste di atribuirsi te pitture al sancto evangelista. Firenze 1766.
Tegoż zdania był i Lanzi, utrzymując, że obraz Matki Bożej, będący we Florencyi, Madonna Imprunetana, uważany za dzieło św. Łukasza Ewangelisty, jest malowany przez tegoż mnicha Łukasza, żyjącego we Florencyi i przezwanego świętym. Lecz jeszcze przed nim Gumppenberg w dziele swojem Atlas Marianus (1672 r.) opisując ten obraz (N. 293), zaprzeczał także, aby św. Łukasz Ewang. miał malować obrazy, podając za główną przyczynę, że św. Łukasz Ew. nie mógł malować obrazów, bo wyłącznie oddany był apostolstwu. Zdanie to jego jednak nie mogło służyć za dowód, ponieważ apostolstwo nie przeszkadzało mu do pisania Ewangelii, a obraz, będący jakby otwartą dla wszystkich księgą, owszem ułatwiać mu mógł tylko apostolstwo. Niezaprzeczenie św. Łukasz był lekarzem (ob. św. Hieronima) i leczył, czemuż będąc malarzem nie mógł malować?
W obronie św. Łukasza jako malarza wystąpił L. Crespi (Malvasia), gruntownie zbijając zdanie Manni’ego w dziele: Disertatio anticristica sopra due Lezioni dell Manni (1768), a także i P. dell Aquila w Dizionario portatile delle Biblia.
Co większa, o tem, że św. Łukasz Ew. malował obrazy, mamy bardzo dawne i niezaprzeczone świadectwa: 1. z roku 518 Teodora Lektora, 2. z roku 724 Germana, 3. Św. Jana Damascena z roku 730, 4. z r. 806 Teodora Opata, 5. z r. 814 Nicefora i t. d.
I chociaż niepodobna, żeby wszystkie obrazy, które przypisują św. Łukaszowi, miały być jego dziełem, ze względu atoli na stałą od najdawniejszych czasów tradycyę przypuszczać można, że mógł rzeczywiście malować. I wszyscy, co i później zaprzeczali temu, pozytywnych jednak dowodów podać nie mogli[1].
A jeśli św. Łukasz malował obrazy, czy i obraz Częstochowski, który jemu powszechnie przypisują, był także jego dziełem? Dowodów stanowczych na to wprawdzie niema — jest tylko tradycya stała. Wszakże nie dlatego obraz Częstochowski jest w tak wielkiej czci, że mógł go malować św. Łukasz Ewangelista (chociaż wielką byłoby to jego zaletą), lecz dlatego nadewszystko i przedewszystkiem, co jest rzeczą większej wagi, że jest cudowny, i jako taki uznany przez Kościół, i wskutek tego został ukoronowany.
Lecz jakąż koleją dostał się ten obraz do Częstochowy?
Legendarne podanie o tym obrazie i o jego przejściach z rąk do rąk jest takie:
Św. Łukasz Ewangelista, będący zarazem lekarzem i malarzem, przybywszy do Jerozolimy, uproszony przez będące przy Matce Bożej pobożne osoby, namalował wizerunek Matki Bożej na desce cyprysowej stołu, zrobionego w Nazarecie przez św. Józefa przy pomocy samego Pana Jezusa. Przed oblężeniem, zdobyciem i zburzeniem przez Tytusa Jerozolimy (72 r.), obraz ten chrześcijanie wedle zalecenia jeszcze Chrystusa Pana, jak wiadomo, uszedłszy do miasteczka Pelli, ocalili, a później za przybyciem do Jerozolimy św. Heleny (r. 326), ofiarowali jej. Św. Helena oddała go synowi swemu, cesarzowi Konstantemu W., w Konstantynopolu, gdzie w kaplicy pałacowej umieszczony, równie jak poprzednio w Jerozolimie słynął cudami. Podczas obrazoburstwa przechowany był przez cesarzową Irenę i św. Germana biskupa.
Dalsze dzieje jego na trzy rozchodzą się wersye. Jedna mówi, że Nicefor I wraz z innemi relikwiami, dotąd przechowywanemi w Akwizgranie w kościele katedralnym, miał darować Karolowi Wielkiemu (i jakoby to nastąpiło, kiedy Karol W. z krzyżowej wojny wracał przez Konstantynopol), od którego dostał się Leonowi, księciu ruskiemu, który go złożył w zamku Bełzkim (Karol W.
814, a ks. Leon
1301 — a więc nie mógł ks. Leon mieć obrazu od Karola W.). Druga wersya podaje, że obraz ten z Konstantynopola do Kijowa przywiozła Anna, siostra cesarzów Bazylego i Konstantyna, poślubiona Włodzimierzowi, ks. kijowskiemu (988 r.), że w Kijowie zostawać miał przez 300 lat w skarbcu książęcym, zkąd go ks. Leon wydobył[2] i w kaplicy na zamku Bełzkim umieścił. Trzecia wersya, że z Konstantynopola śś. Cyryl i Metody wynieśli i umieścili w Kijowie (rzecz niezawodna, że nigdy ci święci nie byli w Kijowie). Inna znowu wersya, że obraz ten ks. Leon miał umieścić nie w Bełzie, lecz w dotąd istniejącym we Lwowie kościołku św. Jana Chrzciciela, który już był przed 1250 r., jeszcze przed założeniem miasta Lwowa. (Ob. »Kościół św. Jana«, przez K. Widmana, str. 28 — i Dodatek do »Gazety Lwowskiej«, 1852, str. 118). Dziś kościołek ten zaniedbany.
- ↑ Wogóle tacy (zwłaszcza niemieccy krytycy) utrzymują, że dopiero w IV wieku zaczęto malować obrazy Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus, a przecie w katakumbach odkryto wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus.
- ↑ Nie mógł także ks. Leon z Kijowa obrazu wydobyć, gdyż ks. Leon umarł r. 1301, a Kijów do szczętu był zburzony przez Tatarów r. 1240; a nawet poprzednio Andrzej Boholubski, książę suzdalski, r. 1169 zrabował Kijów, i przez dwa dni ze wszystkich cerkwi i monasterów zabierał wszystkie zgoła cenniejsze obrazy, ornaty, księgi, nawet dzwony, i zawiózł w swoje suzdalskie kraje; jeśliby był wówczas tak wielkiej wagi obraz — a jakoby miał być w kaplicy zamkowej — nie zostawiłby go, kiedy aż dzwony zabierał.