Przejdź do zawartości

Częstochowa w obrazach historycznych/Konfederaci Barscy i Kazimierz Puławski na Jasnej Górze

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Nowakowski
Tytuł Częstochowa w obrazach historycznych
Wydawca S. Szczepanowski i A. Potocki
Data wyd. 1898
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
X. Konfederaci Barscy i Kazimierz Puławski na Jasnej Górze.

Kiedy, da Pan Bóg, w przyszłości niepodległość Polski będzie przywróconą, wtedy dopiero oddadzą sprawiedliwość Polakom poświęcającym się dla Ojczyzny, i każdy czyn ich należycie będzie oceniony — i Konfederacya Barska uwieńczona będzie zasłużoną chwałą. Dzisiaj nie mamy nawet dokładnego jej opisu[1], i niepodobna na to się zdobyć, dopokąd nie zgromadzą się rozproszone materyały i poszczególne jej epizody nie będą należycie wyjaśnione.
Do najbardziej zasługujących, z powodu swej ważności, wypadków Konfederacyi Barskiej — na dokładny opis — jest pobyt w Częstochowie Kazimierza Puławskiego, i walki jego tam z Moskalami. Zakres tego pisma nie dozwala nam się rozszerzać, na kilku wszakże słowach poprzestać także niepodobna. Skreślimy więc chociaż bardzo pobieżnie działalność Konfederatów Barskich, a zwłaszcza Kazimierza Puławskiego w Częstochowie, którą zajmowali i pomimo ciągłych napadów Moskali utrzymali Konfederaci Barscy od 8 lutego 1769 r. do 15 sierpnia 1772 roku — to jest przez 3 lata, 6 miesięcy i 7 dni.
Konfederacya Barska powstała w Barze, a zakończyła się w Częstochowie.
Z Częstochowy ustąpili — ostatni. Lanckoronę bowiem zajęli byli Austryacy jeszcze 8 czerwca, a Bobrek dawniej był już opuszczony.
Początkiem zaszłych tu wypadków było, że dnia 28 września 1768 r. oficer moskiewski z 48 kozakami przybywszy do miasta Częstochowy, oświadczył Paulinom, że z polecenia generała Apraksina ma tam założyć magazyn wojskowy. Niedługo jednak ustąpić musiał na rozkaz, z Warszawy nadeszły, dokąd udali się byli Paulini z przedstawieniem, że pobyt tu Moskali może ściągnąć konfederatów. Nieradzi temu byli Moskale, jakoż mszcząc się, pochwycili zdradziecko, będącego w Wiewiórce w sprawach klasztornych przeora Jasnogórskiego, i nie puścili, aż im wypłacić musiał 300 dukatów.
Owe założenie magazynu w mieście Częstochowie, tuż przy Jasnej Górze, był tylko pretekst, gdyż dla zabezpieczenia tego magazynu musiałoby tu osiąść niemało wojska moskiewskiego, które niezawodnie z czasem kusiłoby się ubiedz twierdzę Jasnogórską. Miarkowali to konfederaci, i uprzedzając Moskali, postanowili sami zająć twierdzę Jasnogórską. W tym celu zjawił się w dniu 8 lutego 1769 r. w Nowej Częstochowie „jeden z najdzielniejszych związkowych“ (Baliński str. 334 w książce Wójcickiego). Ignacy Skarbek Malczewski, starosta spławski i marszałek konfederacyi województwa poznańskiego i kaliskiego z 3.000 wojska, stanąwszy na polach okolicznych, i zręcznem podejściem potrafił zająć twierdzę, i zmusił załogę wraz z komendantem Wybranowskim wykonać przysięgę konfederacyi, i zamiast Wybranowskiego komendantem mianował Konarskiego. Paulini zdawało się być z tego niekontenci, lecz niezawodnie tylko na pozór, z obawy króla, w duchu zaś sprzyjali konfederatom. Wkrótce, bo 11 lutego, dowiedziawszy się Malczewski, że Moskale posuwają się od Wielunia, wziął przed cudownym obrazem Matki Bożej w orszaku oficerów swoich błogosławieństwo, prosząc ażeby wysłano także księdza za wały twierdzy dla pobłogosławienia wojska. Co uczyniwszy ruszył z wojskiem naprzeciw zbliżającym się w wielkiej sile Moskalom, z którymi zwiódł bój niedaleko Jasnej Góry, na drodze do Kłobucka, przy kościele Św. Jana. Walka trwała od godziny 10 rano do 4 popołudniu. Legło konfederatów 25, a Moskali 290 i dowódzca pułkownik Bock. Ogień był nieustanny, piechota moskiewska uszykowaną była w karebatalion. Malczewski jednak unikając dalszej walki, z powodu nadciągających posiłków Moskalom, powrócił wieczorem pod Jasnogórę, a na noc udał się do Mstowa. Przybyli Moskale pod dowództwem pułkownika Białokęckiego (snać Polaka zmoskwiczonego) stanęli w kierunku Kiedrzyna i Białej — i niedługo w ślad za Malczewskim podążyli, zabrawszy dwa działa, które Malczewski (wziął był z twierdzy) nie mając potrzebnych zaprzęgów, musiał był zostawić, spiesznie odchodząc przed nadciągającymi posiłkami moskiewskiemi. Po odejściu Malczewskiego Moskale żądali, żeby Paulini wydali im przez Malczewskiego naznaczonego komendanta Konarskiego. Paulini jednak oparli się temu, i tylko polecili Wybranowskiemu, aby napowrót objął komendę twierdzy. W takim stanie zostawała Jasna Góra do 25 czerwca t. r. W tym czasie Kazimierz Puławski postanowił był zająć twierdzę częstochowską i dobrze ją osadziwszy, i mając tam zabezpieczone obronne schronienie, ztamtąd wychodzić do walczenia z Moskalami. Wysłał więc Trzebińskiego pułkownika konfederacyi z oddziałem 40 pancernych do zajęcia twierdzy. Trzebiński przybywszy 25 czerwca 1769 r. do nowej Częstochowy, przyszedł razem z rotmistrzem Czernym do kościoła pod pozorem nabożeństwa, a potem za pomocą Otwinowskich i innych, niespodziewanie aresztowawszy Wybranowskiego, na komendanta przywrócił Konarskiego. Gdy jednak Konarski uprzykrzał się Paulinom, Trzebiński, co nie miał chęci źle usposabiać Paulinów do konfederacyi, po złożonej radzie, z przybyłemi 2 lipca na Jasno-Górę Szulmirskim marszałkiem konfederacyi łęczyckiej i Dobruchowskim konsyliarzem, usunął Konarskiego, a zamianował komendantem z ramienia konfederacyi Wielogłowskiego, po którym zastąpił młody Walewski jeden z najdzielniejszych przywódzców konfederacyi.

Po przybyciu do Częstochowy, Kazimierz Puławski, obejrzawszy twierdzę, poczynił znaczne jej ulepszenia, a później wskutek wskazówek biegłych w sztuce fortyfikacyi Francuzów Choisi i Viomencle tak wzmocnił takową, że chociaż nie wielka, mogła być uważaną za niezdobytą. Miał w niej około 500 wojsko, a 1.300 w okolicy rozłożone na każde jego skinienie gotowi byli do bitwy.
Kazimierz Puławski.
Moskale wiedząc o silnej pozycyi tej i o dzielności Puławskiego, długo nie śmieli próbować jej zdobycia tembardziej, że mniejsze forteczki jak Lanckorona i Bóbrka oparły się ich atakom. Był jednak w wojsku moskiewskiem Drewicz, wpierw służący w wojsku pruskiem, uważany za zdolnego dowódzcę — ten, łakomy na skarbiec Częstochowski, podjął się zdobycia Częstochowy, obiecując Wejmarowi, głównodowodzącemu wojskami moskiewskiemi w Polsce, że we trzy godziny dostanie ten „kurnik“; takiem mianem pogardliwem zwał twierdzę Częstochowską. Ściągnięto więc ze wszystkich stron oddziały moskiewskie i powierzono nad nimi dowództwo Drewiczowi, wyprawując go do Częstochowy. Znaczne były to siły, i ciągle w pomoc przysyłano ks. Galicyna, Szuwałowa, a nawet i Suwarów tu się zjawiał.[2] Prusacy za pieniądze dostarczyli Drewiczowi z arsenału wrocławskiego armat i rynsztunku wojennego — prochu, kul, bomb, i zdolnych puszkarzy nadesłali. A co osobliwsza, sprowadził był Drewicz z Berlina nawet złotników i jubilerów do taksowania klejnotów i sreber częstochowskich, jakby je już miał w ręku. (Kitowicz str. 197 wydanie poznańskie). Przybywszy do Częstochowy, w zarozumiałości swej wezwał Puławskiego do niezwłocznego poddania się, obiecując za to łaskę cesarzowej i generalstwo moskiewskie; w przeciwnym zaś razie, grożąc, że gdy szturmem zdobędzie twierdzę, bez żadnego miłosierdzia męczyć go będzie. I rzeczywiście, okrutnik ten każdego konfederata, który mu wpadł był w ręce, obdzierał żywcem ze skóry i tę zarzucał jakby wyloty i z wyszukaną złością zadawał straszne męki; żołnierzy zaś sprzedawał Prusakom do ich wojska. Puławski zaraz odpisał, że jeśli jeszcze kogo z takiemi propozycyami przyszle, natychmiast go powiesi, ale poźniej począł, zdawało się, skłaniać do poddania; i w tym celu wyprowadziwszy z fortecy swej oddział 200 piechoty, kazał broń złożyć i odstąpić na stronę. Drewicz sądząc, że Puławski przerażony ogromnością wojska moskiewskiego (do 5.000 liczącego) szczupłej sile swojej nie ufając, w samej rzeczy, upadłszy na duchu, chce się poddać, poprowadził wojsko swoje do twierdzy jakby w tryumfie z rozpuszczonemi chorągwiami, odgłosem bębnów, ale zaledwo się na odległość strzału flinty zbliżył, Puławski piechocie swojej kazał nagle porwać broń i strzelać, i jednocześnie z ukrytych w bramie ośmiu dział — dano ognia. Przywitani w ten sposób Moskale, zostawiwszy mnóstwo poległych na placu — w największym nieładzie pierzchnęli. Puławski z wypadłą z fortecy kawaleryą nie zważając na wielką liczbę Moskali popędził odważnie za nimi i gnał ich o milę aż do Rędzin, straciwszy w tej potyczce dwóch konfederatów i dwóch rannych: kapitana Chyczewskiego i chorążego Borczyńskiego. Chyczewski był już w niebezpieczeństwie od Moskali, otoczony, ale mężnie się broniąc szczęśliwie się wycofał. Stało się to w ostatnim dniu grudnia 1770 r.

O wojennych działaniach Puławskiego w jego wycieczkach z Częstochowy, mówić nie będziemy, a tylko o tem, co się działo przy samej Częstochowie — układając opis głównie z dwóch dzienników oblężenia (jeden pisany przez Paulina), i z Balińskiego (książka dla Wójcickiego), który czerpał ze źródeł, będących w archiwach.[3]
Oblężenie Częstochowy przez Drewicza trwało od 1-go do 15 stycznia 1771 r.
Drewicz z pierwszej bitwy miarkując, że tak łatwo, jak się spodziewał, nie zdobędzie Częstochowy, próbował podejściem tego dokonać. W tym celu przez sekretnie przesłany list do Paulinów, namawiał ich, aby mu dopomogli do wzięcia fortecy, obiecując im wielkie nagrody (jakie?!); przeciwnie, grożąc spaleniem ich dóbr, i po zdobyciu fortecy wycięciem w pień wszystkich. Znalazł tam nadto w fortecy szpiega, który donosił Drewiczowi o stanie tej fortecy. Ale list ten przesłany w puszce blaszanej w maźnicy dziegciowej u prowizora, jadącego na wieś, odkryto. I drugi raz, jedną dziewczynę na szpiegowanie posyłał na Jasną Górę. Nic mu jednak nie udawało się — czujność bowiem w fortecy była wielką.
1 stycznia. 1771 r. — Nie czekając lecz uprzedzając spodziewany napad, Puławski po wysłuchanem nabożeństwie z podjazdem wyszedł naprzeciw Moskali do wsi Kamieniec o ćwierć mili i przez 7 godzin ucierał się z nimi, poczem odstąpił do twierdzy z niewielką stratą i śmiertelnie ranionego chorążego Borzęckiego, podczas gdy kosynierzy wielu bardzo Moskali, nieumiejących się przeciw kosom bronić, pościnali i wielu poranili (150 było rannych) i wielką im w koniach klęskę zadali. Po odstąpieniu Puławskiego, ruszyli Moskale pod klasztor Św. Barbary, spodziewając się, że strzały z twierdzy ich niedosięgną. Gdy jednak ciągnęli, z bastyonu Św. Jakóba tak byli celnie rażeni, iż „widząc trupa mostem położonego“, jazda, co koń może wyskoczyć, umykała po za mury Św. Barbary, a piechota w bok pomknąwszy w nagłym strachu, rzucając się do Warty w natłoku tonęła, nim na drugą stronę rzeki dostać się mogła. Ochłonąwszy ze strachu Moskale, chyłkiem posuwali się do św. Barbary, a w ślad za nimi niezmierna moc podwód napędzonych włościan szła z furażami, dla litości jednak nad tym ludem nie strzelano do nich z fortecy. Usadowiwszy się u Św. Barbary Moskale, gdy mrok zapadł, poczęli strzelać z armat burzących i z moździerzy bombami dla spalenia klasztoru. Odpowiedziano strzałami z fortecy, a strzały te snadź mocno ich raziły, gdyż nieprzestanny przeraźliwy jęk rannych z ogrodu Św. Barbary, aż do fortecy dochodził. Jednocześnie sypali szańce przy drodze do Św. Barbary, chcieli także toż samo i w Nowej Częstochowie uczynić, ale pożar tam wszczęty, w którym pół miasta zgorzało, stał im na przeszkodzie.
D. 2 stycznia. Nad rankiem z fortecy postrzeżono przy kościele Św. Barbary usypaną bateryę o 9 koszach, gdzie ustawiwszy armaty i moździerze od godziny 7 zrana tak ustawicznie Moskale strzelali, że kula niemal kulę, bomba bombę goniła; pukawka ta jednak żadnej szkody nie wyrządziła; gdy zaś z fortecy poczęto strzelać (mieli tu wprawnych puszkarzy) a w ślad zatem wypadła wycieczka, która aż za szańce forpoczty moskiewskie poprzepędzała, tylu Moskali pobito, że trupa kilkanaście wozów naładowanych zawieziono pod figurę Św. Rocha, innych zaś do rzeki Warty wrzucano. A gdy się ściemniło, kapela na wieży ku czci i chwale Matki Bożej pobożne melodye wygrywała, co było we zwyczaju jeszcze od czasu Kordeckiego. Moskale uprzątnąwszy się z trupami, w nocy usypali trzecie szańce przy wsi Kawodrze wprost wieży i kościoła, i tam armaty i moździerze pozaciągali.
D. 3 stycznia. Skoro dzień zajaśniał, obaczono tę nową bateryę, z której niezwłocznie rozpoczęło się bombardowanie fortecy, bez najmniejszej jednak szkody. Strzelanina ta trwała od godziny dziewiątej zrana aż do południa. Potem nadrabiając fantazyą, przysłał Drewicz oficera do fortecy z oświadczeniem, że gdy forteca się podda, każdemu wyda paszport, zapewniający bezpieczeństwo, że będzie mógł dokąd by się chciał, udać. Odpowiedziano mu z fortecy, że gdy Drewicz się podda, i oddział jego broń złoży, otrzyma Drewicz i każdy Moskal paszport na wolny przejazd aż do samego Petersburga. Po otrzymanej odpowiedzi, znowu z bateryi poczęto strzelać, ale jak przedtem bezskutecznie.
D. 4 stycznia. W tym dniu przypadała u Moskali wigilia Bożego narodzenia, więc oddani swemu nabożeństwu, zachowali się byli spokojnie, i tylko poprawiali nadwerężone swoje szańce, czego im konfederaci strzałami z fortecy usiłowali przeszkodzić; gdy jednak na to strzelanie z fortecy Moskale nie zważali, a i na to, że przytem od strzałów ludzie ginęli, i swoje roboty dalej prowadzili, wystąpili konfederaci z fortecy za palisady, i natłukłszy siła Moskali, resztę rozpędzili, że od strzałów kryć się musieli za szańce. O trzeciej z południa rozpoczęli Moskale strzelanie do twierdzy, lecz ani kule burzące, ani bomby palące prawie żadnej szkody nie wyrządzili. Tarczę tylko zegarową na wieży przebiła kula, nie tknąwszy sztuk zegarowych. Upadła także jedna kula w środek wieży, ale „protekcyą Matki Bożej ugaszono“, podaje Dziennik; inne zaś bomby spadające na kaplicę Aniołów Stróżów kościoła wielkiego, z boku przymurowaną, dachówki trochę zerwały. Podczas szturmu, (podaje Dziennik) kapela konfederacka ludowi swemu do ukontentowania, a nieprzyjacielowi do przykrego słuchania na różnych instrumentach wygrywała hymny na cześć Matki Bożej. Czem rozirytowany Drewicz, kazał na wszystkich szańcach z burzących armat ognia dawać i bomby z moździerzy rzucać. Samych bomb oprócz kul wyrzucono 115, z tych jedna padła na stajnie, 6 koni raziła, jednakże nie wszystkie szkodliwie; druga bomba śmiertelnie raniła matkę jednego Paulina.
Kiedy zaś ściemniało się, Puławski z majorem Kułakiem o godzinie dziesiątej zrobił na Moskali wycieczkę — oddział swój na trzy części rozdzieliwszy — ze trzech stron obskoczywszy bateryę, między Moskalami okrutną rzeź sprawił, i trzy armaty zagwoździł; kanonierom, leżącym na armatach, wzbraniającym zagwożdżenia, konfederaci szablami ręce i łby ucinali, młotami do zabicia armatnich zapałów przygotowanemi, głowy tłukli. Żeby zaś w tem zamieszaniu łatwiej poznać się mogli, słomiane patrontarze powdziewali. Moskale sądzili, że to sukurs oblężonym nadszedł, i dla przekonania się później na Sołuczki podjazd wysyłali; zrozumieć nie mogli, jak mógł Puławski w pośród nich się zjawić, i w przesądach swoich mniemali, że z pod ziemi się wydobył, i mówili, że jak drugi raz z pod ziemi wyjdzie „nuż wsiech nas porieże“ (Dziennik). W tej wycieczce najprzedniejszy ich puszkarz — bombardier — Prusak został mocno ranny i z wielkim żalem Moskali, do Prus odesłany. W czasie tej wycieczki jedna armata z fortecy sama wystrzeliła, bez szkody tuż przy niej będących kanonierów. A nim Moskale z dalszych okopów nadbiegli — Puławski już szczęśliwie do fortecy był powrócił.
D. 5 stycznia. Odprawiono solenną wotywę z »Te Deum« na podziękowanie Bogu i Matce Bożej za szczęśliwą w nocy wycieczkę, a po Mszy św. odprawioną została uroczysta z Najśw. Sakramentem procesya, podczas której dzwoniono we wszystkie dzwony i rzęsisto ze wszystkich dział, ku podziwieniu Moskali, bito.
Moskale zaś z powodu w tym dniu święta u nich Bożego Narodzenia cicho siedzieli i tylko wysłali byli dziewczynę jedną na zwiady, co się dzieje w klasztorze, czy nie nadszedł konfederatom jaki sukurs. Gdy zaś ta kręciła się i wszędzie zaglądała, wpadła w podejrzenie i badana, przyznała się, w jakim celu przybyła.
D. 6 stycznia. O godzinie 8 ochotnicy wyszli z fortecy i poczęli spędzać szyldwachów moskiewskich, którym gdy w pomoc kozactwo nadciągnęło — trwała z nimi utarczka aż do południa i zabity został jeden oficer przybyły z Prus do Moskali. Gdy zaś później niektórzy z fortecy udali się po drwa z niedopalonych w pobliżu domów, obskoczeni od kozaków dostaliby się do niewoli, gdyby strzały z fortecy nie rozpędziły kozaków, kilku z nich ubiwszy.
D. 7 stycznia. Puławski z kilkudziesięciu dragonii i piechoty wyszedłszy z fortecy, wysłał kilkunastu dla podpalenia domów, w których się kryli Moskale; gdy jednak im sukurs znaczny od św. Barbary nadszedł, dwa szwadrony i mnóstwo kozaków, 6 konfederatów zginęło, 4 ranionych zostało, a 6 w niewolę się dostało; i sam Puławski ledwo się ratował, a to w ten sposób: gdy ostatni ustępował i miarkował, że nie ujdzie pogoni, padł na ziemię jakby zabity, przykrywszy się płaszczem. Moskale, mając go za zabitego, pominęli, pędząc za uciekającymi konfederatami; natknęli się jednak na wyszłych z fortecy innych konfederatów — kilkunastu mieli zabitych i trzech oficerów utracili. Tymczasem Puławski, gdy przelecieli pędzący Moskale, wstał i szczęśliwie do fortecy się dostał. Tegoż dnia już po wybitym capstrzyku i miłem kapeli na wieży wygrywaniu, kilkadziesiąt bomb rzucono do fortecy, żadnej jednak szkody nie uczyniwszy, i noc w spokoju przeszła.
D. 8 stycznia. Z rana po wydanym na pobudkę z armat ognia, widać było zewsząd mnóstwo pędzonego chłopstwa z worami i faszynami po za mury Św. Barbary; armata moskiewska tymczasem milczała. Z Jasnej zaś Góry wysłano po szwadrony, po wioskach bliższych rozstawione. Z bastyonów zaś fortecznych strzelano do szyldwachów moskiewskich dla zimna przykrego w ręku konie wiodących — co trwało do godziny 12-tej. Gdy zaś o 1-szej godzinie nadeszło w kilkadziesiąt koni Moskali, i ustawiwszy konie i spisy, do budynku, przy kościele Św. Jakóba stojącego, weszli i zaledwo tam się rozłożyli, aż tu przeciw nim przez Puławskiego wysłani konfederaci w 40 piechoty i kilkadziesiąt konnych, nadeszli. Będący w stodole Moskale od stojącego żołnierza na warcie, o przybyciu konfederatów ostrzeżeni, wypadli ze stodoły, ale ani do koni, ani do spis swoich wskutek strzałów konfederackich dostać się nie mogli; wrócili więc do stodoły, lecz zapalona stodoła wygnała ich nazad, i wszyscyby dostali się do niewoli, gdyby nie nadbiegli im w pomoc od Starej Częstochowy dwa szwadrony i karabinierzy. Konfederaci poczęli ustępować, cofając się do fortecy, a Moskale na nich nacierali. Tak gdy się posuwają do fortecy, wypadłszy z fortecy ochotnicy, rzucili się w pomoc swoim przeciw Moskalom; i nawet odważni chłopcy o troje staj biegli od fortecy, i ze swoich krótkich karabinków strzelali — i nie jednego Moskala trupem położyli.
Drewicz widząc, że ani groźbami, ani podejściem, ani bombardowaniem nie dokaże, że nadto oblężeni widocznie mając dostateczne zasoby, mogą wytrzymywać oblężenie jak najdłuższe, powziął myśl zdobycia fortecy szturmem. W tym celu przez szpiegów nadsyłanych potrafił przekupić w fortecy będącego jakiegoś Prusaka, kaprala, który spuszczonym sznurem mierzył wysokość murów dla zrobienia drabin przy szturmie[4]. Chcąc zaś ten szturm przypuścić znienacka na nieprzygotowanych do tego konfederatów, udał, że opuszcza Częstochowę, jakoż w tym celu D. 9 stycznia — równo ze dniem ruszyły szwadrony Moskali, jedne ku Kłobucku, drugie ku Olsztynowi, a trzecie ku Mstowu, zdaleka obchodząc fortece, aby im kule armatnie nie szkodziły; za nimi zaś szły liczne furaże. Drewicz sądził, że tym fortelem oszuka Puławskiego, ale Puławski zmiarkowawszy, że to zdradziecki wybieg, z największą starannością obejrzał całą twierdzę, bastyony, armaty i rynsztunek wojenny i nakazał nieustanną ostrożność i baczność; pikiety i szyldwachy podwoił i kamienie, kłody, żeby były na pogotowiu, pościągał, wszystkim pod bronią stać na wyznaczonych miejscach nakazał — uprzejmością i surowością zarazem do spełnienia obowiązków wszystkich starał się usposobić. — Na prawy Bastyon od św. Barbary przeznaczył na dowódzcę Falkowskiego, konsyliarza Wołyńskiego; na drugi bastyon św. Rocha Kuczewskiego, konsyliarza Podlaskiego, — na trzeci Św. Trójcy — Sławoszewskiego, — na czwarty św. Jakóba Gojrzewskiego, oboźnego polnego. Rezerwę przy bramie trzymali Bapp, rotmistrz od huzarów z Czyżewskim, kapitanem dragonii. Nad jazdą byli Kułacki, major dragonii i Drozdowski komisarz generalny. Placmajorem był Chodakowski, a Zamojski ciągle przy Puławskim zostawał. Dzień cały przeszedł spokojnie; Moskale rozeszli się na wszystkie strony, odstępując od oblężenia. Nie wszyscy jednak odeszli, wielu ukryło się w klasztorze św. Barbary, dokąd także pokryjomu zgromadzono mnóstwo chłopów spędzonych i wszystko co do wdrapania się na mury było potrzebne — faszyny, drabiny, haki, sznury i t. p. Co więcej, sprowadzono jeszcze inne oddziały moskiewskie przeszło 2.000, które w okolicy czekały tylko na sygnał do szturmu. Tak przeszło w spokoju grobowem aż do godziny 2 z północy. O drugiej, jak najciszej poczęły ruszać się i zbliżać ściągnięte oddziały; o pół do trzeciej dano znak wystrzałem przez wrzucenie bomby do fortecy, i zarazem ze wszystkich stron wszyscy, ilu tylko było Moskali, rzucili się do fortecy, jak gwałtowna nawałnica, a wielka kupa spędzonego chłopstwa, jedni z siekierami do rąbania palisad, drudzy nieśli drabiny, faszyny, wszyscy dla odwagi popojeni wódką. Konfederaci na to właśnie tylko czekali, i jak dali ze wszystkich dział ognia kartaczami rzęsisto, — z zabitych »krew jak strumieniem w bruzdach popłynęła« (Dziennik); a chociaż trup przy trupie jakby mostem leżał — i nieustanne strzelanie z fortecy straszne czyniło spustoszenie — nic nie pomogło — rozpojone żołdactwo moskiewskie jak mrowisko lazło na oślep — jedni padali, drudzy po ich trupach się darli. I oto wyrąbane już palisady, fosy wszystkie w około pełne Moskwy zajadłej, przystawiają już drabiny — niestety za krótkie, bo mury wysokie — nie zważając na to, suną się jedni za drugimi. Wtedy Puławski wszędzie obecny, zagrzewając konfederatów do mężnej wytrwałej obrony, kazał spuszczać do fos przygotowane kłody, rzucać ogromne kamienie, oblewać włażących ukropem i celnie z flint do nich strzelać. Potem rzucono do fos wieńce, które całe fosy oświeciły, spuszczono feierbandy, szturmacki granat. Próżne wysiłki moskiewskie, rozkazów już niema komu słuchać — widok okropny — wszystkie fosy w około napełnione zabitymi, rannymi, przeraźliwe jęki, krzyki, przekleństwa obrzydliwe, zwykłe moskiewskie — aż zgroza było słuchać... Szturm trwał przez pięć godzin, legło Moskali przeszło 2.000, „z konfederatów — widoczny cud — ani jeden nie zginął, ani jeden najlżejszego zranienia nie odniósł.“ (Dziennik).
D. 10. stycznia. Uroczystość na Jasnej Górze świętego Pawła pustelnika patryarchy Paulinów obchodzoną była solennie, i zarazem dziękczynnie za otrzymane zwycięstwo. Poczem wysłani konfederaci za mury — wielką mieli zdobycz w broni: mnóstwo karabinów, patrontarzów, pałaszów, strzelb...; zniesiono do fortecy pozbierane widły żelazne, drabiny, mnóstwo siekier. Między pobitymi trupami znaleziono niektórych jeszcze żywych, ciężko rannych i w ich liczbie kapitana Kajetana Morsztyna. Moskale zaś napędziwszy z okolicy podwody chłopskie, zabierali swoich pobitych, oficerów grzebali u św. Rocha, a żołnierzy i chłopów pobitych wrzucali do rzeki Warty. W tym czasie jeden dragon odrywając przymarzłe drzewo do koszów, nieostrożnie pośliznąwszy się, spadł z wysokości wałów do głębokiej fosy, ale za serdecznem westchnieniem do Matki Boskiej wielkim cudem zdrowo powrócił do fortecy, co się stało w przytomności wielu. (Dziennik.)
Tegoż dnia, gdy się na bastyony wiele ludzi dla wnoszenia kamieni, ciągnięcia kłód na kosze i przetoczenia armat zeszło, widząc ich nieprzyjaciel, wypuścił granat, ale ten górą za mury przeleciał, bez uczynienia szkody.
D. 11. stycznia. Pomimo wielkiej klęski, albo raczej wskutek tej klęski, Drewicz, obawiając się przed swoją władzą odpowiedzialności za stratę tyle wojska, i bezskuteczne oblężenie, zamierzał jeszcze próbować szczęścia, i zamierzał szturm ponowić. Jakoż jeszcze przededniem z wszystkich stron słychać było ściągające do obozu moskiewskiego podwody; za nastaniem zaś dnia, jasno widziano z fortecy, iż nieprzyjaciel w nowe sposoby zaopatrywał się i faszyny gotował do nowego szturmu. Co gdy przez cały dzień trwało — pobudzało konfederatów do czujności i przygotowania się do ponownej walki. Samym wieczorem na 17 wozach wieziono nowe, dłuższe drabiny, ponieważ pierwsze, jak okazało się, były za krótkie. Wszystko to cieszyło konfederatów, zaprawieni pierwszym razem byli pewni, że znowu sprawią Moskwie tem większe cięgi.
Tymczasem, gdy nastał zmrok, począł nieprzyjaciel bombardować fortece, ale był to tylko wybieg, żeby Jasnogórcy nie myśleli o przygotowaniu się Moskali do szturmu, i nie mieli się na baczności. Leciały więc kule i bomby do fortecy zawzięcie, a tymczasem ze zwołaną starszyzną Drewicz naradzał się nad przeprowadzeniem nowego, skuteczniejszego szturmu. W tym jednak czasie otrzymał wezwanie z Krakowa, żeby jak najspieszniej, jak najwięcej wyprawił wojska do Krakowa, zagrożonego od nadciągających konfederatów z Bochni i Wieliczki, i że ze wszystkich stron napastującym podjazdom konfederackim, sami nie mogą dać rady. Zmieszany tą nowiną niezwłocznie wysłał do Krakowa podpułkownika Langiego z 1.000 wojska, a sam nie tylko już szturmu musiał zaniechać, lecz i bezskutecznego bombardowania zaprzestał. Ale z fortecy nie przestawano strzelać i celnie mierząc wciąż szarpano zdesperowanych Moskali. Nie wiedząc jednak w fortecy, co się stało w obozie moskiewskim, w myśli, że może na razie przyczaili się, i znowu szturm rozpoczną, przez całą noc czuwali i mieli się w gotowości do odparcia szturmu.
D. 12 stycznia. Gdy się dobrze rozjaśniało, Moskale udając, jakoby zamierzali przystąpić do szturmu, poczęli faszyny, za górą leżące na wierzch góry ku szańcom znosić, i na postrach konfederatom równo z frontem bateryi układać.
Było to jednak nie na postrach, lecz gwoli konfederatom, bo wyrychtowawszy działa kartaczami do czołgających się z temi faszynami Moskali, strzelając, takie im cięgi zadali, że zostawiwszy wielkie mnóstwo zabitych i rannych, w cwał zaczęli uciekać, ścigani lecącymi w ślad za nimi kulami. Pod wieczór nadrabiając brawurą w odwet niby strzelali do fortecy, ale jak zawsze bezskutecznie.
D. 13 stycznia. Już feldwachy moskiewskie janczarkami i hakownicami tylekroć rażone odciągnęły się od fortecy, już i w szańcach mało piechoty widać było i pochowało się to wszystko do ogrodu św. Barbary. Różnie o tem w fortecy myślano, czyli to na zdradę, czyli z osłabienia się dzieje? trudno było odgadnąć.
Puławski jak zawsze, tak teraz, na wszelki wypadek, tem bardziej w pilnej ostrożności trzymał fortecę; piechotą i armatami, tudzież strażą opatrzył i kanonierom kazał mieć wszystko na pogotowiu. W przygotowaniach do odparcia spodziewanego szturmu cały dzień przeszedł; i Moskale z dziur swoich nie wychylali się, więc i konfederaci uczyniwszy we wszystkiem porządek, mając się na baczności, jako tako spoczywali.
Niedługo jednak, gdyż od strony Moskali poczęły znowu lecieć do fortecy bomby i kule, na co odpowiedziano im należycie, i w niedługim czasie ogień nieprzyjacielski ustał, i reszta nocy była spokojna. Strzelania moskiewskie i ich bomby zapalne żadnej szkody nie wyrządziły przy protekcyi Matki Boskiej. (Dziennik.)
D. 14. stycznia. Jeszcze przededniem wielkie dymy i ognie pokazały się po za górami na łące, które z zapalonych faszyn powstały; potem o godzinie 8, kozacy gnal[i] niezmierną moc próżnych podwód od Kłobucka, Olsztyn[a] i Mstowa, na które ładowano obroki, siano, mięsiw[a] i inne różne rzeczy. Widocznie zabierali się Moskale d[o] odjazdu, ale z jakiej przyczyny, nie wiedziano w fortecy.
Tymczasem, przy tem ładowaniu i wybieraniu si[ę] w drogę, wielka trwoga ogarnęła Moskali, gdyż im dwa[j] oficerowie, wyższej rangi, z ran, co byli otrzymali, umarl[i] a trzeci chodząc padł nagle i skonał. Co więcej, bra[t] Drewicza przy tem pakowaniu rzeczy w kłąb lewej no[gi] uderzony, przewrócił się, silnie skaleczony. Co widząc sam Drewicz, zawołał: straszne to miejsce, żeby też i na mn[ie] nie przypadła kolej. Tymczasem ochotnicy żądni bitew, puszczali się z fortecy, w nadziei starcia się z Moskalami i dowiedzenia się przez pochwycenie którego, co się tam u nich dzieje, że cicho siedzą: posuwali się aż ku szańcom, ale żaden Moskal nie wychylał się; widzieli tylko, że piechota w ogrodzie po za murami św. Barbary przy bramie stała, a fury naładowane pod murem się gromadziły. Powrócili do fortecy ochotnicy, nic się nie dowiedziawszy; więc miano się na baczności.
Cała noc jednak przeszła spokojnie i strzelania żadnego nie było.
D. 15. stycznia. Jeszcze przededniem przy silnym mrozie słychać było skrzypienie wozów, na których furaże wieziono mimo Starej Częstochowy przez rzekę Wartę. Przy nich wyprawiono armaty i resztę amunicyi, aby przededniem skrycie przed konfederatami przez tę rzekę przeprawione były: po resztę zaś furażów, któremi Drewicz, rabując okolicę, nad potrzebę się był obłowił, nadeszły nadpędzone nowe podwody, na które ładowano furaże, przy których ruszyły szwadrony tak od św. Rocha, jak od św. Barbary — a przy nich i sam Drewicz i jego asystencya jechali cugami. Przy rzece Warcie ustawiono piechotę, kozaków i 7 szwadronów, aby przy nich podwody bezpiecznie mogli się przedostać. Tymczasem kozakom kazano, żeby przejeżdżając się pośród szańców strzelaniem do fortecy zabawiali konfederatów, i odwrócili ich uwagę od ustępującego wojska z furażami. Nie udało się i to Moskalom, Puławski bowiem spostrzegłszy co się dzieje, najprzód kartaczami z dwóch armat w pół kwadransa rozpędził kozactwo, inne donośniejsze działa obrócił na szwadrony karabinierów, a piechotę janczarkami i hakownicami kazał razić, wreszcie sam z dragonią i inną kawaleryą na Moskali ruszył, i gwałtownie nacierając, pędził przed sobą za Wartę. Jakoż zostawieni przy ładowaniu wozów furażami kazali ze wszystkiem, co kto ma, uciekać, i sami co tchu zmykali, rzucając czego zachwycić nie mogli. Gdy więc za nimi wpadli do św. Barbary konfederaci, zastali tam jeszcze wielkie zapasy siana, obroku, chleb, w baryłkach masło i inne przeróżne rzeczy. Jednocześnie z fortecy strzały armatnie poczęły razić karabinierów i piechotę, jakoż i one 7 szwadronów, postawione przy Warcie dla strzeżenia przeprawy furażów, nie mogły wytrzymać, i pierzchać do lasu poczęły, a obładowane wozy z furażami, gdy nie mogły z uciekającymi podążać, kazali palić, żeby furaż nie dostał się konfederatom.
Jeden z Dzienników opis swój tego oblężenia i walk z Moskalami pod Częstochową, tak kończy: »Bogu więc i Najśw. Pannie niech będą nieskończone dzięki, że ufających nie omyla nadzieją. Kto czytać to będzie, wysławiaj opiekę Matki Boskiej, która pokładających w sobie pokorną nadzieję, w największych przygodach broni i ratuje, jako tu z nami oblężonymi uczynić raczyła.«
Odpędziwszy Moskali, Puławski z tej fortecy, jak orzeł z gniazda swojego na niebotycznej skale na żer wypada, tak on wylatywał ze swoimi konfederatami ścigając Moskali po całej Polsce. Powiadają o nim, że widząc go zawsze czynnym, przedsiębiorczym tak, że wskutek nawyknienia stała się jak by niezbędną dla niego koniecznością, jakby żywiołem jego życia, zapytał go jeden z towarzyszy: co będzie robić jak wypędzi z Polski Moskali! bez namysłu odpowiedział, że pójdzie bić Moskali w Moskwie. I rzeczywiście miał on postanowienie, jak mówi Mickiewicz (Lekcya XIX, 1842) nie tylko oswobodzić swoją Ojczyznę, ale skruszyć wszystko, coby stało na przeszkodzie do jej rozwoju i mogło jej w przyszłości zagrażać. Jakoż Puławski w tym względzie wiele miał wspólności ze Stefanem Batorym, który patrzył w przyszłość, i usiłował zabezpieczyć Polsce przyszłość znakomitą. Miłością swoją bezgranic Ojczyzny, zespolił się z nią i czuł, że ją piastuje w sercu swojem. Ztąd obok męstwa, poświęcenia się, niezrównanej odwagi, prawości charakteru, wdzięku ujmującej postaci swojej, miał on nadto w sobie coś jeszcze szczególnego, wyższego, że w zetknięciu się z nim każdy czuł cześć i uwielbienie dla niego. Jednem słowem, w owym czasie był on najznakomitszą w Polsce osobistością; jednoczył w sobie całą wielkość Polski i przekazywał tę wielkość następnym pokoleniem.
Po odpędzeniu Moskali, Puławski, urządził się na Jasnej Górze należycie, i tak był groźnym, że Moskale nieśmieli nawet zbliżać się w tamte strony. W samej fortecy miał około 500 piechoty, a jazda jego wynosząca 1.200 koni zajmowała szeroko kraj okoliczny. Sam rzadko kiedy dłużej tu przebywał, zawsze jednak z wycieczek swoich na wszystkie strony wracał na Jasną Górę.
Zawitał był w owym czasie na Jasną Górę Durini, Nuncyusz Apostolski w Polsce, i wielką okazał życzliwość dla konfederacyi; polubił bardzo Puławskiego, a kiedy odjeżdżał, publiczne, uroczyste dał błogosławieństwo Puławskiemu i wszystkim tam będącym konfederatom.
W tem (1771 w Sierpniu) powstał był plan pochwycenia króla i sprowadzenia go do Częstochowy, i nadania temu znaczenia, jakoby sam król miał tu uciec od Moskali dla złączenia się z konfederacyą. Gdyby się projekt udał — niewiadomo jakiby obrót wzięły rzeczy. Puławski nie był temu przeciwny, owszem ułatwił danem poleceniem do komend w Zakroczymiu i Wyszogrodzie dla dopomożenia w tym zamiarze Strawińskiemu, który powziął tę myśl i miał ją przeprowadzić. Wiadomo, że się nieudało, i skończyło smutną katastrofą, i wielkie zmartwienie Puławskiemu sprawiło.
Niechętni zaś dla konfederacyi, skorzystali z tej okoliczności dla osłabienia jej znaczenia i wpływu. (ob. Sprawa zamachu — przez Władysława Ostrożyńskiego.) Moskale natomiast podnieśli głowy i poczęli zuchwalej występować, jakoby obrońcy króla, i w ślad za tem, pomyśleli i o Częstochowie. Jakoż nadciągnął tam znowu Drewicz 5 marca 1772, ale zaledwie pod Starą Częstochową stanął, tak został przywitany ogniem działowym z Jasnej Góry, że nie próbując nawet zdobycia fortecy, natychmiast się oddalił. Po odejściu Drewicza, inne oddziały moskiewskie pokazały się z przeciwnej strony, i z dział od lasu strzelać do fortecy zaczęły, ale gdy im dzielnie celnemi strzałami odpowiedziano — przekonali się, że nie mają tu co robić, i odeszły ku Koziegłowom. Gdy jednak później nadeszła wiadomość, że Choisy, co był zdobył zamek krakowski, pomimo największego swego bohaterstwa d. 23 kwietnia 1772 musiał Kraków opuścić, i nastąpił traktat podziału Polski przez Moskwę, Prusy i Austryę, i wkroczyły do Polski ich wojska zaborcze, Puławski widząc niepodobieństwo przeciągania dalej walki, zdał dowództwo twierdzy Radzimińskiemu, a poleciwszy poddanie jej królowi, opuścił Częstochowę i Ojczyznę. Dla najznakomitszego Polaka w Polsce, niestety, miejsca nie było. Po wyjeździe Puławskiego, zaraz podeszli pod Jasną Górę Moskale i poczęli ją oblegać. Konfederaci zwycięsko odparli ich szturmy, i wysłali do króla oświadczenie, że gotowi zdać mu fortecę i żeby przysłał wojsko polskie w tym celu. Król jednak na złość konfederatom i dla wyrządzenia przykrości Paulinom, przysłał rozkaz wydania fortecy Moskalom. I oto 15 sierpnia 1772 pierwszy raz największe wrogi Polski i religii św. — Moskale — zajęli fortecę.
Podział kraju nastąpił, i rozpoczęła się Polska żałoba — w niewoli.






  1. Jedyna książka, obejmująca, acz w krótkości, całość konfederacyi Barskiej, dobrze i sumiennie napisana, jest Morawskiego »Wiadomość o Konfederacyi Barskiej«. — Kitowicz, niechętny dla konfederacyi, najniesłuszniej i najfałszywiej np. przedstawia Malczewskiego.
  2. Drewicz jako luter, śmiał się z ks. Galicyna i Suwarowa, że oni zdala patrząc na Jasną Górę — modlili się do Cudownego Obrazu Matki Bożej, i bili pokłony; i oskarżał ich przed Wejmarem, że z powodu swego religijnego usposobienia nie szczerze tu walczyli, i oni i pod ich komendą zostający, i że z tego powodu nie mógł zdobyć Jasnej Góry.
  3. 1. Pamiętnik Sandomierski T. II. str. 385. 2. Przyjaciel Ludu VII., 293. 3. Rulhiere III., 229. 4. Materyały wydane przez S. K. Schmitta. 5. Morawski — Wiadomość o Konf. Barskiej. 6. Viomerill — Lettres 7. Thesby de Belcour — Mémoires. 8. Kitowicz.
  4. Prusak ten z innymi siedmiu podmówiony, uciekał z twierdzy, gdy jednak pokazało się, że należycie nie zmierzył wysokości murów fortecznych, i wskutek tego porobione drabiny były za krótkie, rozgniewany Drewicz za zawód, kazał tego Prusaka i jego towarzyszy „zamordować“.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Nowakowski.