Ciche, mistyczne Tatry...

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

CICHE, MISTYCZNE TATRY...

Ciche, mistyczne Tatry, owe wieczne głusze
Zimowych śnieżnych pustyń, owe zapadliska
Niedostępne wśród złomów, gdzie jeden się wciska
Mrok i gdzie wicher końcem swych skrzydeł uderza
Z głuchym jękiem, jak końskie na polu kopyto,
Uderzające w zbroję martwego rycerza:
Ty, pustko, w siebie wołasz błędną ludzką duszę...

Ty, pustko nieskalana, kędy myśl człowieka
W dumną, zimną samotność wolno się odwleka
Jak lew ranny w pieczarę zapadłą i skrytą;
Ty, pustko nieskalana, gdzie się dusza rzuca
Zmęczona i ponura, by z krwi chłodzić płuca,
Oczy myć z kurzu, ręce ogartywać z błota...

O Tatry! Jakże drogą jest wasza martwota!
Ten chram, kędy ofiarę niezmiernemu Bogu

Odprawia wiatr u skały lodowej ołtarza,
A tej mszy słucha turni zwieszonych milczący
Tłum i białego lasu przepastna ciemnota
I kędyś uczepiony na szczytowym rogu
Blask wschodzącego słońca, co lody rozżarza,
Nakształt lampy ofiarnej, u stropu wiszącej...

A kiedy się gwiazdami zaświecą przestrzenie
Wiekuistego nieba i nieprzeniknione
Zejdzie na ziemię nocy zimowej milczenie:
Wówczas mi się wydaje, że już lat tysiące
Ubiegły, że już życie dawno pogrzebione
I że jest to dusz ludzkich, dawno niepamiętnych,
Dusz do szału zuchwałych, do szaleństwa smętnych
Uroczysko grobowe, senne i milczące...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Przerwa-Tetmajer.