Chrobry/Cesarz Otto III w Gnieźnie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Chrobry
Podtytuł Cesarz Otto III w Gnieźnie
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1919
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Cesarz Otto III w Gnieźnie.

Pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna nie jest podaniem, ale faktem historycznym, mającym jednak wiele cech podania, ponieważ początkowo przechowały się o tem zdarzeniu tylko ustne opowieści.
Za panowania Bolesława Chrobrego przypadał rok 1000 od Nar. Chr. Ludzie wyobrazili sobie, że w tym właśnie roku nastąpi koniec świata, i starali się przygotować na straszliwy sąd ostateczny przez odpokutowanie tu na ziemi za popełnione grzechy. Każdy poczuwał się do jakiejś winy, więc by oczyścić dusze, sypano hojne jałmużny, fundowano klasztory i kościoły, odprawiano pielgrzymki do miejsc świętych.
Dowiedziawszy się o męczeństwie św. Wojciecha, cesarz niemiecki, Otto III, postanowił odbyć pielgrzymkę do jego grobu w Gnieźnie, aby wymodlić sobie odpuszczenie grzechów i błogosławieństwo. Ale przy tej sposobności chciał także poznać polskiego księcia Bolesława, o którego waleczności i rozumie wiele mu opowiadano.
Dowiedziawszy się o tem, Chrobry postanowił jak najświetniej przyjąć najpotężniejszego w Europie monarchę, ażeby mu okazać zarówno bogactwa swego kraju, jak siłę zbrojną i swoją powagę.
Już na granicy Polski oczekiwano gościa, i gdy ukazał się cesarz w licznym orszaku duchowieństwa i rycerzy, natychmiast przystąpili do niego przewodnicy, aby w nieznanym kraju wskazać mu najlepsze drogi lub przeprowadzić przez olbrzymie puszcze. Wkrótce pojawiły się poczty rycerskie.
Były to mniejsze i większe oddziały, prowadzone przez możnych panów i wodzów, złożone z ludzi rosłych, silnych i wytrwałych, w żelaznych zbrojach, lśniących w blasku słońca, w piórami zdobnych hełmach, przepysznych pancerzach, uzbrojeni w miecze, kopje, topory, z jaskrawo malowanemi tarczami.
Oddziały te towarzyszyły cesarzowi w dalszej podróży aż do Gniezna.
Przybywało ich coraz więcej, coraz inaczej zbrojnych. Po obu stronach drogi widział Otto te drużyny i podziwiać je musiał. Czuł się otoczonym dokoła wielką siłą doskonałego rycerstwa i rozumiał, jaką korzyść przynieść może podobny sprzymierzeniec, jak niebezpiecznym byłby wróg tak silny.
Gdy dano znać, że cesarz zbliża się do Gniezna, sam Bolesław z najokazalszą drużyną wyjechał naprzeciwko, aby powitać dostojnego gościa i wprowadzić go do stolicy.
U bram Gniezna cesarz zsiadł z konia, ponieważ pragnął pieszo odbyć resztę drogi. Podanie mówi, że z tego powodu Bolesław kazał suknem, a nawet czerwonem, wysłać ulice Gniezna, po których szedł pobożnie do świętego grobu ówczesny opiekun całego chrześcijaństwa.
W kościele pośród świateł zapalonych stała srebrna trumna kosztownej roboty ze szczątkami św. męczennika.
Cesarz padł na kolana i modlił się długo, ze skruchą i żarliwością.
Gdy opuścił świątynię, Bolesław, jako gościnny gospodarz, zaprosił gościa do zamku swojego na ucztę.
Zamek czy pałac, a właściwie dom obszerny, był drewniany, — komnaty duże, by pomieścić mogły zawsze liczne rycerstwo Bolesława. Teraz przybrano je bardzo odświętnie.
Na ścianach rozwieszono kosztowne kobierce, umajono je zielonością, a wśród gałęzi lśniły pozłociste zbroje, pancerze i kolczugi, czyli koszulki z drobnych żelaznych kółek, hełmy ze spuszczonemi przyłbicami, różnobarwne tarcze, miecze o rękojeściach wysadzanych drogimi kamieniami, włócznie z proporczykami barwnymi, kosztowne rzędy na konie.
Według wielkości komnat poustawiano w nich stoły dębowe, obrusami białemi lub kobiercami zasłane, a na nich umieszczono misy, półmiski, dzbany, puhary, kubki, najrozmaitszej wielkości i kształtów, wszystkie ze złota i srebra.
Na misach i półmiskach leżały pieczone i gotowane potrawy: wołowina, wieprzowina, baranina, drób domowy i ptactwo, zwierzyna leśna: sarny, jelenie, dziki, zające, kasza, chleb biały i razowy. W dzbanach i puharach złocił się miód i wino, piwo i kwasy rozmaite.
Pod ścianą stały beczki z napojami, a przy nich podczaszowie i mnóstwo pachołków do nalewania i roznoszenia dzbanów.
Inni trzymali olbrzymie pochodnie, które o zmroku błysną krwawym ogniem.
Spojrzał cesarz dokoła i zdumiał się znowu. Nielada to bogactwa były przed nim, nie lada kto posiadać mógł skarby podobne!
Rozpoczęła się uczta. Znikały stosy zwierzyny i ptactwa, dolewano miodu i wina, zabłysły weselem oczy, rozjaśniły się wszystkie twarze, a choć nie wszyscy mogli porozumiewać się z sobą z powodu różnicy języka, gwarno stawało się w izbach.
W najokazalszej komnacie, na purpurowem krześle siedział cesarz w koronie i cesarskim stroju. Obok Bolesław, dalej duchowieństwo, niemieccy goście, polscy dostojnicy, książęta.
Tłumacze pomagali do rozmowy, — najbieglejszy stał za krzesłami cesarza i Bolesława.
Cesarz dopytywał ciekawie o wszystko: o wielkość kraju, podbite ziemie, ich bogactwo, ludność, jej zajęcia, grody, liczbę rycerstwa. Bolesław odpowiadał chętnie: chciał, aby cesarz mógł ocenić jego siły.
Gdy skończyła się uczta, Chrobry rozkazał dworzanom zdjąć ze ścian kosztowne zbroje i kobierce, zebrać ze stołów złote i srebrne naczynia, i wszystko zanieść do komnat cesarskich w podarunku dla jego dworu.
Ale nazajutrz, gdy po nabożeństwie cesarz znowu przybył na ucztę, zastał dworzec przybrany niemniej świetnie, a po uczcie znów wszystko otrzymał w hojnym darze.
Cesarz opuszczał Gniezno dnia trzeciego. Przecie za takie przyjęcie odwdzięczyć się po cesarsku wypadało, — a przytem wiedział teraz, że Bolesław jest sąsiadem, którego pomoc bardzo może mu się przydać, to też zapragnął szczerze się z nim zaprzyjaźnić.
Więc za bogate dary złożył Bolesławowi w ofierze święte relikwie, — ustanowił w Gnieźnie arcybiskupa polskiego, a tym sposobem uwolnił polskie duchowieństwo od zależności względem arcybiskupa niemieckiego, — wreszcie na znak przyjaźni i braterstwa zdjął z głowy własną koronę i na głowę Chrobrego ją włożył, nazywając go imieniem króla.
— Nie godzi się tak potężnego władcę nazywać hrabią, jako swego sługę — powiedział — życzę ci pomyślności, królu Bolesławie.
Nie była to koronacja, gdyż ta odbywała się w kościele i stanowiła obrządek religijny, ale dar cesarski upoważniał Bolesława do uroczystej koronacji.
Bolesław musiał być zadowolony: przyjaźń z cesarzem i dla niego była pożądaną: zabezpieczony od Niemców, mógł teraz spokojnie rozszerzać swoje państwo, łącząc w jedną całość bratnie słowiańskie ludy.
Więc odwdzięczył się znowu wspaniałymi upominkami, szczerze okazywał Ottonowi przyjaźń i z licznym pocztem rycerstwa odprowadził go aż do granic swej ziemi.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.