Chrobry/Żelazne słupy — Szczerbiec — Rycerstwo

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Chrobry
Podtytuł Żelazne słupy — Szczerbiec — Rycerstwo
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1919
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Żelazne słupy. — Szczerbiec. — Rycerstwo.

W nurtach Elby i Sali, wśród dnieprowych wód fali kto to słupy żelazne tam bije? To Bolesław, mąż chrobry, ludów swoich pan dobry.
Tak mówi stare podanie: po rozszerzeniu granic państwa swego po Elbę i Ossę w Niemczech, a po Dniepr na wschodzie, na znak swej władzy rozkazał Bolesław w dna tych rzek słupy żelazne powbijać.
Trudno odgadnąć, co oznaczać ma to podanie. Nie wydaje się prawdopodobnem, aby Bolesław rzeczywiście taki ślad panowania swego chciał zostawić. Nietrwały byłby i bezużyteczny. Prędzej może oznacza wiarę w trwałość jego czynów rycerskich i sławy wojownika.
O zdobyciu Kijowa mówi znów podanie, że wjeżdżając do miasta, na znak władzy król uderzył dobytym mieczem w t. zw. Złotą Bramę, skutkiem czego miecz się wyszczerbił.
Szczerbiec istniał rzeczywiście, — jako miecz pamiątkowy zwycięskiego wodza, używany był podczas koronacji królów polskich.
Wogóle rycerskich podań mamy z tych czasów wiele. Nietylko sam Bolesław zasłynął męstwem i odwagą, — wymagał tego od swych wojowników i słusznie był z nich dumny.
Opowiadają np., iż podczas wyprawy na Kijów zabito konia pod jednym z rycerzy. Koń padł, przygniatając jeźdźca, który nie mógł powstać tak prędko z powodu ciężkiej zbroi. A tymczasem obskoczyli go nieprzyjaciele. Widząc niebezpieczeństwo, rycerz odcina strzemię na długim rzemieniu i walczy niem tak skutecznie, że część wrogów pierzcha, a jednego z nich bierze jeńcem. Na pamiątkę tego czynu otrzymał na tarczy znak strzemienia (herb) i przezwisko Strzemieńczyka.
Inny rycerz uderzał znowu z taką siłą, że miecz pękł mu na dwoje. Król, walczący obok, podał mu natychmiast inny, i ten jednak pękł również, a mimo to rycerz wyszedł z walki zwycięzcą. Ten miał odtąd przezwisko Trzaska, a na tarczy dwa złamane miecze.
Te podania wskazują, w jaki sposób często powstawały t. zw. herby, t. j. znaki, którymi się rycerze odróżniali, jak my dziś nazwiskami, ponieważ były one dziedziczne i dzieciom przypominały chlubne czyny przodków.
Siła i waleczność wówczas były w wielkiej cenie, gdyż od nich zależało bezpieczeństwo kraju. Król potrzebował ciągle odważnych i silnych ludzi, bo jego wojownicy ginęli w nieskończonych bojach, w których krew przelewali, oddawali życie. Młode życie, pełne nadziei.
Lud kmiecy patrzał na tych obrońców z ufnością, czuł się pod ich strażą bezpieczny, a gdy którego zbrakło, układał legendy, gdyż łatwiej było wierzyć w sen wiekowy, niż w śmierć tych ludzi, w żelazo zakutych, potężnych, jak bogowie.
Dlatego wojsko Bolesława śpi dotąd w głębi Tatr.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.