[268]CXXIV.
Choroba lalki.
„Józiuchno, córeczko, powiedz-no mi mała,
Dla czego rzewnemi zalewasz się łzami?
Czyś była niegrzeczną, czy Mama złajała?
Czy Staś ci dokuczył swojemi figlami?“
„Oj nie to, Ojczulku, stało się przyczyną,
Że siedzę w kąciku i łezki me płyną:
Jam smutna i płaczę cichutko od wczora,
W żałości niezmiernéj, bo lalka mi chora!“
„Więc lalki chorują?“ „A jakże, mój Tato,
A choć je co boli nie skarżą się na to.“
„Nigdybym nie sądził...“ „Laleczka kochana
Była wciąż tak piękna, tak zdrowa, rumiana,
Gdy nagle... na samo téj chwili wspomnienie,
Nie mogę łez wstrzymać!... upadła na ziemię:
Włożyłam do łóżka, kołderką okryłam,
Stąpałam na palcach, troskliwie leczyłam,
Nareszcie przy biédnéj w łzach cała uklękłam,
A ona tak zbladła, że aż się przelękłam.“
„To dziwne! czyż zbladła w istocie?“ „Jak chusta;
Rumieniec znikł z twarzy, zsiniały jéj usta...
Gdy Niania zasłabła przed dwoma coś dniami,
Doktór ją smarował czarnemi maściami,
Ja maści nie mając pod ręką w téj porze,
Myślałam — atrament biédaczce pomoże:
Więc nuże ją mazać, a potém szczoteczką
Szorować, by czystą wciąż była laleczką,
Lecz moje jéj leki pomogły nie wiele,
Gdyż bladość śmiertelna osiadła na ciele.
[269]
ZmiartwionaZmartwiona wciąż płaczę w kąciku i szlocham,
Bo lalka choruje — a ja ją tak kocham!”
„Józieczku, córuchno, tak duże dzieweczki,
Co szósty niedługo upływa im roczek,
Powinnyby wiedziéć, że piękne laleczki,
Nie mają ni ciała, ni buzi, ni oczek,
Nie żyją, nie czują, nie cierpią, nie bledną...
Rumieniec ich farbą — umyłaś, znikł zaraz,
Ten powód dziecinny tak zmartwił cię biédną,
Że łezki rzęsiste polały się naraz:
Nie płacz więc, a Ojciec rozsądnéj panience
Zakupi w Warszawie przy blizkiéj kolędzie
Laleczkę rumianą w prześlicznéj sukience,
A ta już z pewnością chorować nie będzie.”