Chciał matkę zabić młotkiem, buldożer go zeżarł

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Grochowiak
Tytuł Chciał matkę zabić młotkiem, buldożer go zeżarł
Pochodzenie Wiersze wybrane
Wydawca Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”
Data wydania 1978
Druk Zakłady Graficzne „Dom Słowa Polskiego”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Chciał matkę zabić młotkiem,
buldożer go zeżarł


Jakże nam teraz bardzo zważniał:
Cóż, że cały okryty obelgą jak siecią rybacką,
Leży gladiator na sarkofagu chodnika
W ryżym szczeciniastym szyszaku, strzyżonym krótko: na zapałkę.

Ramiona rozłożył swobodnie, objawiając lekko spulchnione wierzchy dłoni,
Tors — wstydliwie oblany łagodnym kolorem morskiej wody —
Padał na widok publiczny z godnością.
Stopy przekrzywił czubami do środka, jakby miał to od dawna
przemyślane na wypadek śmierci..

Jakże nam teraz bardzo zważniał:
Jeszcze przed chwilą pijany frant, który wrócił z wojska,
Z niecierpliwością wysłuchał trzech antyfontann płaczu matki,
Ojcu zaś zafundował tyleż głodnych kawałków z ostatniego poświstu,
Zjadł peklowane,
Zakąsił małosolnym,
Spłukał cysterną samorodnego.

I zwada!
Honor mu nadepnięto, przekrzywiono na bakier
Charakter złoty. Utoczono mu juchy
Z żył serdecznych. Splugawiono chorągiew wysoką

Czułości nierozprawiczonej. O, di immortales! Uczyniła to matka
Słowem — nie pomnieć jakim — lecz twardszym od szpadryny...

Wszystko to opowiadał, płacząc — i potrząsając małym
Szewskim młotkiem, który głucho postukiwał w denko kufla.
Młotek miał być w użyciu, nie wiedzieć dlaczego, parokrotnie chybił, ale
Co się o te kilka piwek odwlecze...
„Nie będziesz miała, Mamcia, racji u Ławników Niebieskich
Za moją krzywdę...”

Jeszcze mówił, a tu jakiś podmuch —
Czy to z wątroby idący, czy też z pęcherza —
Nadął mu kurtkę skórzaną na plecach, ucapił za kołnierz
I dowodnie pokazał, jak się spaceruje sposobem raka.
Potem go zwalił w stronę krawężnika,
Trzy razy obrócił w złocistej kurzawie
Jak dzwonko w mące —
I popchnął prosto pod buldożer, który nadciągał z wyschniętym dziobem

Do piwopoju. (Te dzioby z hakiem u buldożerów
Dla Braci Browarnej szczególnie niebezpieczne).

Jakże nam teraz zważniał:
Ksiądz proboszcz na Żałobnej wytknął nieboszczyka palcem, że aż oko wykol;
Zdefraudowany na umyśle malarz z Augustówki
Pozbierał wszystkie gazety, którymi zwłoki obklejono,
I zrobił turpistyczny collage; na grobie

Jeden szpenio wywinął tak artystyczną rzeźbę w kolorze: brąz kasselski,
Że Harcerstwo dostawiło świeczkę;
Podobno przychodził we śnie do pokwitających dziewcząt, obiecywał
im małżeństwo i że zaraz po ślubie przejdzie na autobus
Powiadają, że raz jeden nawiedził Matkę,
Wyszedł ze starego nocnego budzika,
Był malutki,
Naguśki
I długo — rozpaczliwie długo — dzwonił mlecznymi ząbkami.

Tak powiadają.





Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.