Chłopiec jeziorny

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Grochowiak
Tytuł Chłopiec jeziorny
Pochodzenie Wiersze wybrane
Wydawca Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”
Data wydania 1978
Druk Zakłady Graficzne „Dom Słowa Polskiego”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Chłopiec jeziorny


Łagodność bije od poranka tego —
Złotem osiadła na pobrzeżach stronic,
Gdy smolny chłopiec — jak łuczywa goniec —
Schodzi na piaski jeziora wielkiego.

Wpierw okiem mierzy rozległość rozkoszy —
Rzęsą powieki rzęsę trzcin omiata:
Skrzydełka nozdrzy w cztery strony świata
Wzdyma tak zwiewnie, że anioł się płoszy.

A potem wzrokiem schodzi w dół jeziora,
Ciągnąc po wodzie rybołowne sieci;
I — spójrz! — to obłok idzie mu naprzeciw,
Obłok, nie anioł. Blask — nie metafora.

Więc cały w łunie, w burzy słońca, w biegu
Rąk niecierpliwych — zrzuca wstyd płócienny;
I wchodzi w wodę, aż po skrzydłopienny
Łuk Apollina — obojczyka przegub.

Teraz jest niby berbeć, który w sklepie
Ogląda noskiem taflę kontuaru —
O perspektywo szklanych nenufarów,
W których się ważka milionkrotna trzepie.


O wy dostojne w dalekości mury,
Jak czarne wachty nad pogorzeliskiem
Dzwonów podwodnych. I wy, dymy niskie
Chłepczące deszcze, nim połkną was chmury!

Bądźcie szczęśliwe; wszak chłopiec was widzi;
Bądźcie zbawione; chłopiec was ocala;
Bo on was niesie w spowicia woalach
Za śmierć, co skrzeczy, za grób, który szydzi.

Lecz zresztą gibki, spławny, płetwonogi
Trzepnął już płetwą, zafurczał jak brzeszczot,
Aby przez knieje planktonowych pieszczot
W igłach zagrzebać grosik — niby ognik.

I hajda w górę — i znowu w głąb cieśni,
Raz wodę wspina, raz niebo ma w cuglach;
Słupami blasku podrzuca jak kuglarz
Ten przebiśniegu, przebisnu rówieśnik.

Trzymam go w palcach — w bursztynowej kuli —
Gestem tak smutnym, jak on sam, gdy pora
Porzucić kościół wielkiego jeziora,
Zatrzasnąć furtkę — kraciastą — koszuli.





Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.