Capreä i Roma/Część II-ga/X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Capreä i Roma
Podtytuł Obrazy z piérwszego wieku
Data wydania 1860
Wydawnictwo Józef Zawadzki
Drukarz Józef Zawadzki
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na commons
Inne Cała część IIga
Pobierz jako: Pobierz Cała część IIga jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część IIga jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część IIga jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron



X.

Jesteśmy w téj właśnie chwili panowania Neronowego, gdy Cezar nie śmiejąc jeszcze publicznie wystąpić na teatrze w Rzymie, choć go niezmierne pragnienie oklasków paliło, z orszakiem wielkim i licznym dworem udał się do Neapolis, aby tam, nie jako lubownik tylko i artysta z upodobania, ale jako z powołania śpiewak i poeta ukazać się naprzód Grekom.
Tysiąc wozów szło za Cezarem do miasta, którego osadnicy mieli podziwiać sztukę i głos władcy świata. Muły podkute srebrnemi podkowy ciągnęły owe carpenta, carruce, petorita i rhedy w cztéry pary zaprzężone, ozdobne srebrem i złotem; wiedli je woźnice poodziewani w szaty z wełny Kanuzyjskiéj [1] najcieńszéj, a obok nich szły konie i biegunowie mazycyjscy (z Maurytanii), postrojeni w błyszczące bransolety i kolce. Na jednym z tych wozów leżąc jechała Poppea, ubóstwiona przez Cezara, na drugim dawna ulubienica Aktea, któréj zapomniéć nie mógł, na innym piękny Sporus, ukochani skoczkowie i rozpieszczeni atleci.
Z Neapolis, Surrentum, Retiny, Pompei, Stabii, z Puteolów i miast okolicznych spędzono mieszkańców, aby słuchali Cezara i talenta jego podziwiali; teatr umyślnie na ten cel wystawiony, pełen był ciżby i wrzawy, ale zaledwie ostatni śpiew przebrzmiał i koronami przygotowanemi obrzucono zwyciężcę, a lud oswobodzony rozszedł się szydząc i śmiejąc, gdy gmach ów runął i rozpadł się w gruzy. [2]
Pochlebcy wzięli stąd pochop do uwielbiania wyraźnéj opieki nieba nad panem. Neron, który ztąd miał do Grecyi popłynąć, wrócił do Rzymu. Na przyjęcie jego wystąpił z zabawą olbrzymią, jakiéj jeszcze nie widziała dotąd stolica, ulubieniec Cezara Tigellinus. Była to uczta najwytworniejsza, najpoczwarniejsza, jaką wymyśleć umiano w téj epoce rozpasania i zepsucia; brali w niéj jednak udział prawie wszyscy najznakomitsi ludzie swego czasu, najpoważniejsze matrony, patrycyusze, rycerstwo. Nikogo ona nie zdziwiła, nie oburzyła nikogo.
Na jeziorze Agryppy wystawiony był niezmierny pokład, przepysznemi poruszany i ciągniony statkami, na nim zastawiona była uczta. Okręciki, które go otaczały, całe okryte były złotem i perłową macicą, a poruszali je wiosłami robiąc dworacy Neronowi, ustawieni wedle wieku i rozpustnych zasług swoich.... Na stołach podawano źwierzynę wszelkich krajów, ryby mórz wszystkich, przysmaki najwymyślniejsze wszelkiego rodzaju.
Przy brzegach, do których pomost przybijał z kolei, naprędce wystawione i przyozdobione domki zapełniono piérwszego w Rzymie rodu niewiastami, zmuszonemi do posługiwania rozpuście; naprzeciw nich z drugiéj strony stały obnażone najpiękniejsze kobiéty, jakie w stolicy znaleźć się mogły.
Zamiast widowiska odegrywano pantominy i najswobodniejsze skoki, a gdy noc przyszła i lasy tysiącem świateł zajaśniały, rozlegając się pijanemi śpiewy, Neron się rzucił w te tłumy na najwyuzdańszą rozpustę. Temu publicznemu zbestwieniu nikt się nie dziwił, nikt słowem na przeszkodzie nie stanął; nikt nie oparł, prócz biédnych chrześcijan, którzy całą siłą usunęli się, gdy ich do téj Cezara zabawy za narzędzia użyć chciano.
Pudens od dawna na dworze nie bywał i stosunków z nim unikał, od oczów pana stronił; inni także zetknięcia z ulubieńcami Cezara uchodzili, nie śmiejąc sami stanąć i wyzywać do walki, ale nie chcąc uledz temu, coby ich upodlić mogło.
Już wówczas chrześcijanie byli w tak wielkiéj liczbie, że ani dom Pudensa, ani ogrody Pomponii, ani liczne a ubogie schronienia nawróconych, objąć ich w sobie nie mogły. Jeden ołtarz drewniany rozrósł się i rozmnożył w seciny.
Nie ukrywali się jeszcze bardzo z wiarą swoją, gdyż Rzym dosyć był pobłażający dla obcych bogów i z razu patrzał na to obojętnie; ale gdy zaczęto z rozkazu Apostołów wywracać posągi i burzyć ołtarze stare, jako znamiona fałszu; gdy w wielu domach znikły Lary i oznaki bałwochwalstwa, musiano nieco się taić, aby zawcześnie nie dać powodu do prześladowania i zemsty. Wszyscy, którym surowość nauki nowéj była ciężką, powstali na nią, jako na godną najwyższéj kary zbrodnię, jako na przesąd, jako na zdradę Cezara i kraju.
Chodziły rozsiane wieści o najdziwaczniejszych chrześcijan ofiarach, o ich rozpuście, o krwi używanéj do obrzędów, o nocnych ucztach i zabijaniu dzieci.
Nie wybuchło jednak dotąd prześladowanie i w pokoju, choć w trwodze tajemnéj i przeczuciach, gminy chrześcijan mnożyły się codzień nowemi neofitami i katechumenami.




Przypisy

  1. Miasto w Apulii.
  2. Tacyt XV. 34.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.