Byronizm i skottyzm w „Konradzie Wallenrodzie“/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ujejski
Tytuł Byronizm i skottyzm w „Konradzie Wallenrodzie“
Data wydania 1923
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Druk Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
II

Spróbujmyż tedy ustalić o ile możności podstawy sądu o byronizmie Wallenroda, żeby się przekonać, czy i o ile ten sąd należy dzisiaj zmodyfikować.
Powiedzmy naprzód odrazu, że dwa są zasadnicze punkty zbliżenia tego poematu do powieści byronowskich, — mianowicie: bohater i układ. Pierwszy z tych punktów zwłaszcza uderzał zawsze wszystkich od pierwszego rzutu oka; zacznijmy tedy od niego.
Dobrze będzie może zaraz zaznaczyć, że zarzut naśladownictwa, który nad kreacją postaci Konrada dotychczas mniej lub bardziej ciąży, zgóry już powinien być ograniczony do pewnej miary przez sam rodzaj jej poczęcia. Nikt chyba nie pomyśli, żeby stadja rozwojowe zamysłu twórczego można było ująć tutaj pojęciowo w porządek następczy taki: 1) chcę stworzyć bohatera typu byronowskiego; 2) chcę mu dać zrozumialszy i wyższy, wznioślejszy motor działania; 3) uczynić go inkarnacją machiawelizmu, zastosowanego do położenia podbitego narodu. — Myślę, że choćby kto nawet dopuszczał u Mickiewicza możliwość naśladownictwa świadomego, to jeszczeby chyba ujmował ten proces w porządek odwrotny: naprzód idea, potem myśl, że na inkarnację jej poetycką nadawałby się dobrze człowiek pokroju Korsarza czy Lary. Oczywiście jednak i to drugie ujęcie byłoby sztucznem racjonalizowaniem procesu z natury swej irracjonalnego, jeżeli to był naprawdę artystyczny proces twórczy. Sztuka jest intuicją, jest wizją, — mówi jedynie słusznie Benedykt Croce. Procesy intelektualne mogą za pośrednictwem silnych reakcyj uczuciowych wywołać akt stworzenia, w nim samym jednak miejsca na rozumowanie niema. Możnaby zatem co najwyżej powiedzieć: Naprzód idea, a potem ujrzenie jej w postaci i działaniu człowieka typu byronowskiego. Nie mając tedy żadnych chyba wątpliwości co do tego, że postać Konrada Wallenroda jest dziełem sztuki, a nie rozumowania, możnaby summum zależności, jakaby się mogła w stosunku tej kreacji do byronowskich okazać, ująć teoretycznie w sposób następujący: 1) Ideę, która poruszyła uczuciowo Mickiewicza podsunął jego intelektowi Byron. 2) Wizję postaci, która się stała wcieleniem artystycznem tej idei zasuggerowały Mickiewiczowi reminiscencje bohaterów byronowskich. — Otóż, co do idei, wiemy oddawna, najdokładniej zaś na skutek badań prof. Bruchnalskiego, że jej Mickiewicz Byronowi nie zawdzięcza. To, że bohaterowie powieści Byrona mszczą się i do celów zemsty posługują się zdradą, że jeden z nich, Korsarz, mści się może także i za Grecję (choć nigdzie to nie zostało zaznaczone), — to wszystko są czynniki, które mogą doskonale tłumaczyć proces kojarzenia się idei mickiewiczowskiej z wizjami tych bohaterów, ale w głąb jej samej nie sięgają. Można więc badanie zależności śmiało ograniczyć do drugiej kwestji tylko: Czy i w jakiej mierze wizja artystyczna postaci, wcielającej ową ideę, powstała z reminiscencyj lektury powieści Byrona. I tu zaraz nasuwa się nowe ograniczenie w fakcie, że Konrad Wallenrod jest (nb. w przeciwstawieniu do bohaterów wszystkich niemal powieści Byrona[1]) — postacią historyczną. Jakakolwiek byłaby odległość między rzeczywistością historyczną a fikcją poety, zawsze jednak część jakaś rysów, bodaj czysto zewnętrznych, musiała się w ogólnej wizji przystosować do tego faktu, że jej przedmiot nosi nazwisko historyczne, czyli raczej musiała z tego faktu wyniknąć; częściowo przynajmniej musiała ta wizja nasiąknąć lekturą jakichś źródeł dziejowych. Jakoż wiemy i z przypisów poety i ze studjów Nehringa, Bruchnalskiego i innych, że tak jest w Konradzie Wallenrodzie istotnie. A więc, nie próbując już rozstrzygać, co na czem narastało: czy reminiscencje byronowskie na suggestjach lektury historycznej, czy odwrotnie, – można jednak zgóry już orzec, że te pierwsze mogą stanowić tylko pewną, większą lub mniejszą, część materjału zewnętrznego, z którego została utworzona postać Konrada Wallenroda, ale same wyłącznie tym materjałem nie są. Jaką część tego materjału stanowią, to już pytanie, na które może odpowiedzieć tylko przestudjowanie dzieł Byrona z Wallenrodem w pamięci i w ręku. Oczywiście nie wszystko jeszcze, co się z Wallenroda znajdzie w Byronie, musi iść na habet tego poety, bo te same mniej więcej rzeczy mogą być tu, i jeszcze gdzieindziej, np. w źródłach Mickiewicza historycznych, lub u innych poetów, – ale i w takich wypadkach Byron będzie bądź co bądź jedną z alternatyw, której stopień prawdopodobieństwa w stosunku do innych można się starać określić. Tak np. mszczenie się na wrogu w sposób zdradliwy jest wspólną cechą wszystkich niemal bohaterów Byrona, ale wiadomo[2], że jako ideę narodową mogli to Wallenrodowi podsunąć Kotzebue i Machiavelli, na wzór zaś żywy służenia narodowi swemu tą drogą mógł mu się może narzucać Szpieg Coopera[3], ale nie Korsarz Byrona. Birch’owi bowiem (bohaterowi romansu Coopera p. t. The Spy), tak jak Wallenrodowi, nie zemsta sama na wrogim narodzie przyświeca jako cel główny, tylko wyzwolenie własnego. Obaj zaś szkodzą wrogowi narodowemu, pozornie mu służąc, czego w żadnym utworze Byrona niema. Korsarz natomiast mści się niewiadomo za co, — o tem, żeby został korsarzem z pobudek patrjotycznych, nic nie słyszymy; nie możemy nawet mieć pewności, że wyłącznym celem jego wypraw rozbójniczych są Turcy. Charakteryzując go ogólnie (w I, 11) mówi o nim poeta, że doznawszy krzywd i wzgardy od ludzi, począł ich nienawidzić wogóle: And thought the voice of wrath a sacred call / To pay the injuries of some on all. Niema też wcale podstaw do twierdzenia, że był Grekiem. O jego narodowości nic Byron nie mówi, a imiona najbliższych towarzyszy (Juan, Gonsalvo) nie są greckie. Pierwszy z nich, podając wodzowi (w I, 7) listy, oznajmia, że przyszły od szpiega Greka, co raczej na odróżnienie narodowości tego szpiega wygląda, niż na jej z piratami wspólność. Ani zatem przez charakter swej działalności, ani przez jej motywy, ani przez sposób — nie zbliża się Korsarz do Wallenroda bardziej niż inni bohaterowie Byrona[4]. Jeżeli tedy to ogólne wrażenie byronizmu Konrada Wallenroda, które u tylu czytelników towarzyszyło lekturze tego poematu, kojarzyło się zwykle przedewszystkiem właśnie z Korsarzem, to przyczyny tego szukać trzeba w czem innem. Z zestawienia szczegółowego, dokonanego przez Kallenbacha i Windakiewicza, wynika wyraźnie, że źródłem głównem tego wrażenia jest wybitne podobieństwo ogólnej charakterystyki bohaterów, tej mianowicie, która w Wallenrodzie (I) tworzy się wówczas, gdy „naczelnicy zakonnej obrady rozpamiętują Konrada przymioty“, a którą w Korsarzu daje w I pieśni bezpośrednio sam autor. Jest więc Korsarz a man of loneliness and mystery; od towarzyszy trzyma się zdaleka: Ne’er seasons he with mirth their jovial mess… ne’er for his lip the purpling cup they fill, równie zaś nieczułym jest na wdzięki niewieście: Though fairest captives daily met his eye, / He shunn’d, nor sought, but coldly pass’d them by. A przecież: The solemn aspect and the high-born eye, / That checks low mirth — lacks not courtesy… Where he wish’d to win, so well unbent, / That kindness cancell’d fear in those who heard… But such was foreign to his wonted mood. Otóż wiemy od Krzyżaków, że Konrad Wallenrod również jest samotnikiem, pogrążającym się często „w dumy tajemnicze“, że również „światowej nie lubił pustoty“, ani „pijanej nie dzielił biesiady“, i także „na kraśne lica pogląda zdaleka, od czarującej rozmowy ucieka“, choć czasem przecież „zdarzały się chwile, w których zabawy młodzieży podzielał“ i nawet „sypał damom grzecznych słówek krocie“. Tylko „były to rzadkie chwile zapomnienia“. Można do tego zestawienia Kallenbacha i Windakiewicza, których dotychczas w drobnej mierze tylko uzupełniłem, dodać jeszcze zestawienie: His step was feeble and his look deprest, / Yet worn he seem’d of hardship more than years, / And pale his cheek with penance, not from fears (II, 3) – „A choć jeszcze młody, / Już włos miał siwy i zwiędłe jagody, / Napiętnowane starością cierpienia“, — a wystarczy tego, żeby owo pierwsze ogólne wrażenie zależności jednej postaci od drugiej usprawiedliwić, i wytłumaczyć je właśnie łatwem kojarzeniem się tych dwu charakterystyk. Najdokładniej zatem sformułował zakres zależności Mickiewicza od Byrona w Wallenrodzie Słowacki, mówiąc, że „opisanie charakteru Wallenroda jest opisaniem Lary lub Korsarza“. Opisanie, — nie charakter sam. Jest to wielka różnica. Wpływ bowiem Byrona ogranicza się w ten sposób do tego, że Mickiewicz, ujrzawszy swego Konrada z tą treścią duchową, którą mu dał z siebie i ze swej idei, wśród Krzyżaków, których nienawidzi i których ma powieść ku zgubie, wyobraził sobie jego sposób życia w tym okresie podobnym do sposobu życia Korsarza lub Lary w powieściach Byrona, i dając sumaryczną tego sposobu życia charakterystykę, mimowolnie powtarzał te jej szczegóły, które mu pozostały w pamięci po lekturze tamtych powieści. Przytem tajemniczość ulubieńców Byrona, która u niego staje się manierą, stawała się u Wallenroda czemś daleko bardziej naturalnem, doskonale zharmonizowanem z naturą jego położenia, rolą i zamierzeniami.
Mówiąc o postaciach Byrona, myślę tu, za Słowackim, zarówno o Korsarzu, jak i o Larze. Larę też przedewszystkiem obok Korsarza mieli niewątpliwie na myśli ci wszyscy, którzy o zależności Wallenroda od bohaterów byronowskich (w liczbie mnogiej) mówili ogólnikowo, i bliższe zestawienie (którego, niewiadomo czemu, nie zrobił ani prof. Kallenbach, ani nawet czujniejszy w takich sprawach prof. Windakiewicz) wykaże, iż choć charakterystyka tego Hiszpana zgadza się z powyżej przytoczonemi szczegółami charakterystyki Wallenroda mniej wyraźnie niż charakterystyka Korsarza, to zato znów inne rysy jego przypomina nie mniej uderzająco[5]. Zresztą i te pierwsze występują w Larze (I, 7) w niewielkiej tylko modyfikacji i jakby w streszczeniu:

He mingled with the magnates of his land;
Join’d the carousals of the great and gay,
And saw them smile or sigh their hours away;

But still he only saw, and did not share
The common pleasure or the general care;
.................
Nor shadowy honour, nor substantial gain,
Nor beauty’s preference, and the rival’s pain:
.................
Around him some mysterious circle thrown
Repell’d approach and show’d him still alone.

To, co w Korsarzu trzeba było zbierać z różnych ustępów pieśni, tutaj (coprawda w warjancie bardziej oddalonym) wystąpiło skupione w kilku wierszach jednego ustępu. W jednym z dalszych zaś występuje to, czego w Korsarzu wcale nie było, mianowicie opis jednego z ataków tajemniczej choroby, której Lara podlega, — opis, przypominający pod niejednym względem obraz pijanego Wallenroda. Lara po straszliwym krzyku leży zrazu napół martwy, tylko na jego ustach some half-form’d threat in utterance there had died (Wallenrod „straszliwie groził niewiadomo komu“). Wnet jednak, skoro go podnoszą:

The swarthy blush recolours in his cheeks,
His lip resumes its red, his eye, though dim,
Rolls wide and wild, each slowly quivering limb
Recalls its function, but his words are strung
In terms that seem not of his native tongue;
Distinct but strange, enough they understand
To deem them accents of another land“. (I, 13)

Otóż i Wallenrod pijany nagle „zdał się wdziewać postać nową, / Wtenczas twarz jego bladą i surową / Jakiś rumieniec chorowity krasił (The swarthy blush recolours in his cheek) I wielkie, niegdyś błękitne źrenice, / które czas nieco skaził i przygasił, (his eye, though dim) ciskały dawnych ogniów błyskawice (rolls wide and wild). Dłoń lutni szuka, usta pieśni leją, / Pieśni nucone cudzoziemską mową, / Lecz je słuchaczów serca rozumieją“ (enough they understand...). — I nie dość jeszcze na tem: Tym, który jeden naprawdę Konrada rozumie w tych momentach i który zarazem umie nań podziałać uspokajająco, jest jego powiernik Halban. Podobną też zupełnie rolę odgrywa przy Larze jego paź Kaled: He alone appear’d / To know the import of the words they heard;... with less surprise / Than those around their chieftain’s state he eyes... / And in that tongue which seem’d his own replied.. — Umie to soothe away the horrors of his dream, jak Halban, który „zaraz mu chmurne czoło wypogadza, / Oczy przygasza i oblicze studzi“. — Wreszcie można jeszcze do tego dodać ten szczegół (Lara II, 6), że po tajemniczem zniknięciu Ezzelina:

...Strange suspicion, whispering Lara’s name
Now daily mutters o’er his blacken’d fame;
Then sudden silent when his form appear’d
Awaits the absence of the thing it fear’d.

Tak też po powrocie Konrada ze zgubnej dla Zakonu wyprawy snuło się wśród „niechętnych rycerzy“ czarne podejrzenie. Ale Wallenrod „spojrzał, przemówił, skinął, — o sromoto! / Słuchają pilnie i każdy mu wierzy; / W błędach człowieka widzą sądy Boga, / Bo kogóż z ludzi nie przekona – trwoga?“.
Zważywszy wszystkie te, nie mniej liczne (jak widzimy) niż z Korsarzem analogje, mógłby się nawet może ktoś zdziwić, że wrażenie byronizmu Wallenroda zawsze się raczej ku Korsarzowi jednak nachylało u wszystkich (z wyjątkiem Słowackiego), niż ku Larze. Otóż coś zaważyło tu zapewne (u niektórych przynajmniej) przypisywanie Korsarzowi (nieuzasadnione, jak już wiemy) podobnych Wallenrodowym pobudek działania; ale więcej niewątpliwie jedno jeszcze podobieństwo więcej, które już tylko z Korsarzem właśnie z pośród bohaterów Byrona łączy bohatera mickiewiczowskiego, — podobieństwo nie charakterystyki już, ale romansu. Stwierdził je prof. Kallenbach, za nim Windakiewicz, i przyznał im także pod tym względem słuszność Bruchnalski. Kallenbach podkreśla szczegół, że „ Korsarz i Alf pod wieżą słuchają pieśni swych kochanek, Korsarz i Alf w decydujących chwilach nie mogą oderwać myśli od wieży, w której skarb ich cały“; można zaś do tego dodać pewne zbliżenie nawet samych tekstów. Korsarz, jak Wallenrod, wyrzuca ukochanej smutny nastrój jej pieśni (My own Medora! sure thy song is sad...) — ona zaś odpowiada mu podobnie jak Aldona: In Conrad’s absence wouldst thou have it glad? / Without thine ear to listen to my lay, / Still must my song my thoughts, my soul betray. (Głos z wieży: „Przyszedłeś późno, tęskno było czekać, / I mimowolnie jakaś pieśń dziecinna“...) Tu podobieństwo kończy się po tych paru wierszach, ale jest także pewne zbliżenie między drugą zwrotką pieśni Medory i drugą zwrotką pieśni Aldony. W pieśni Aldony:

Jest wieczny ogień w zamku Swentoroga,
Ten ogień żywią pobożne kapłany...
.................
Nikt moich westchnień i łez nie podsyca,
A dotąd boli serce i źrenica...

W pieśni Medory

There, in its [sc.: serca] centre, a sepulchral lamp
Burns the slow flame, eternal — but unseen;
Which not the darkness of despair can damp,
Though vain its ray as it had never been.

Wreszcie Kallenbach zwraca jeszcze uwagę na fakt, że obaj bohaterowie po powrocie z wyprawy pierwsze kroki zaraz kierują ku drogim sobie wieżom, a ponadto — już poza analogjami romantycznemi i analogiami charakterystyki bohaterów — wskazuje w obu poematach jeden wspólny motyw, mianowicie: Korsarz ukazuje się na uczcie u Seida paszy w przebraniu za derwisza, jak Halban — w przebraniu również — na uczcie u Krzyżaków. Niewątpliwie więc reminiscencyj mniej lub więcej wyraźnych największą liczbę odkrywa się w Wallenrodzie rzeczywiście z Korsarza. Są zaś i inne dowody, że ten poemat Byrona najlepiej miał w pamięci Mickiewicz, najdawniej może znał, najbardziej może lubił. Jeszcze 8 kwietnia 1820 r. pisał z Kowna do Jeżowskiego, że „śpiewy niemieckich flisów przywodzą mu na pamięć śpiew Korsarzów w Byronie“[6], i niech tu wolno będzie mimochodem zauważyć, że z tego śpiewu ech pewnych można się dosłuchać w Odzie do młodości i w Dziadach. Let him who crawls enamour’d of decay, Cling to his couch... przypomina: „niechaj kogo wiek zamroczy, chyląc ku ziemi poradlone czoło...“, słowa zaś o złoconym żalu na pogrzebie, w przeciwstawieniu do łez szczerze wylanych (...they who loathed his life may gild his grave: / Ours are the tears, though few, sincerely shed), przypominają „łzę jednego sługi, którą szczerze wyleje nad tobą u zgonu“ – przeciwstawioną przez Gustawa w IV-ej cz. Dziadów „kłamliwemu żalowi płatnego orszaku i kirem powleczonym cugom“.
Ślady pamięciowe innych (poza Korsarzem i Larą) utworów Byrona nie zaznaczyły się już w Konradzie Wallenrodzie lub też zaznaczyły się drobiazgami. Przypomnę tu tylko raz jeszcze uwagę Słowackiego o podobieństwie ostatniego krzyku Aldony do krzyku Paryzyny i powtórzę za Windakiewiczem, że podobieństwo takie zachodzi również z krzykiem narzeczonej z Abydos, Zulejki. Myśl jej ostatnia o Selimie: burst forth in one wild cry — and all was still... Przy tej sposobności warto zauważyć, że jest pewna sytuacyjna analogja między Selimem a Konradem jako Alfem. Pierwszy wychowuje się na dworze zabójcy ojca, drugi na dworze śmiertelnego wroga ojczyzny. Obaj przez pewien czas żyją w nieświadomości swego położenia, ale każdy z nich znajduje wśród swego otoczenia człowieka, który go uświadomi, przypomni obowiązek nienawiści i zemsty i stanie się właściwym wychowawcą. Stary niewolnik Harun odgrywa przy Selimie rolę podobną do tej, którą Halban odgrywa przy Alfie. Nie można jednak zapominać, że jest to podobieństwo czysto sytuacyjne, że ani założenia poetyckie obu kreacyj, ani charaktery, ani właściwe cele ich działania, nic wspólnego z sobą nie mają. Halban wogóle jest postacią, która wypłynęła ze źródeł natchnienia Byronowi zupełnie prawie obcych, z punktu więc widzenia byronizmu można o nim powiedzieć bardzo niewiele. W pieśni jego tylko zauważył prof. Windakiewicz pewną przypuszczalną reminiscencję z Childe-Harolda. Czytamy tam mianowicie:

When granite moulders and when records fail
A peasant’s plaint prolongs his dubious date...
Can Volume, Pillar, Pile, preserve thee great?
Or must thou trust tradition’s simple tongue.

To istotnie jest myśl ta sama, co w słowach Wajdeloty o wieści gminnej i o nietrwałości „malowanych dziejów“, a nadto peasant’s plaint przypomina tego kmiecia, co „rymowym płaczem“ głosił wielkich ojców (preserve thee great). Wrócimy do niego później przy innej sposobności, tutaj zaś można jeszcze dodać, że wspomnienie Wajdeloty, jak to na dźwięk pieśni tego kmiecia „kości z pod mej stopy w olbrzymie kształty zbiegły się i zrosły“ — wyraża się w słowach, przypominających trochę te, które czytamy w pierwszym ustępie Oblężenia Koryntu:

...could the bones of all the slain,
Who perish’d there, be piled again,
That rival pyramid would rise,
More mountain-like... etc.

Takich drobnych podobieństw frazeologicznych, które zresztą mogą być czystym przypadkiem i mogą czytelnikowi wpadać w oko w utworach dwu poetów, nic nawzajem o sobie niewiedzących, odnajdą jeszcze może poszukiwacze takich rzeczy daleko więcej. Śmiało jednak wolno powątpiewać, żeby te nowe „odkrycia“ głębiej i mocniej uzasadniały wrażenie byronizmu w treści Konrada Wallenroda, niż to można uczynić już dzisiaj. Ze wszystkiego, co wyżej przytoczono, wynika, że wpływ powieści Byrona zaznacza się w tym poemacie wyraźnie tylko: 1) w charakterystyce tytułowego bohatera, którą w pewnym okresie jego życia tworzy sobie ówczesne jego otoczenie[7]; 2) w analogjach pewnych sytuacyj tego bohatera z bohaterami tamtych powieści, mianowicie w analogji częściowej stosunku Konrada i Aldony ze stosunkiem Korsarza i Medory, oraz w częściowej analogji sytuacji Alfa na dworze Winricha z sytuacją Selima na dworze Giaffira. Reszta, to co najwyżej drobiazgi bez znaczenia.


Przypisy

  1. Wyjątek niby stanowią: Więzień Chillonu, Mazepa i Paryzyna. Historyczność jednak zdarzeń, opowiedzianych w tych utworach, ani też ich aktorów, żadnej w intencjach artystycznych autora nie gra roli.
  2. Zob. Bruchnalski, Wstęp do wydania Wallenroda, str. XXXV-XL.
  3. Zob. Kleiner, Wallenrod polski i Wallenrod amerykański („Książka zbiorowa ku uczczeniu pierwszej rocznicy utworzenia Uniwersytetu poznańskiego“, Poznań 1920).
  4. Motywuje się tutaj tę opinję nieco szerzej dlatego, że Nehring (l. c.) pisał: „z przewodniej myśli podobien (Wallenrod) do Korsarza“, a Kallenbach wprost twierdzi, że Korsarz „jest Grekiem, dyszącym nienawiścią ku Turkom“. (Podkreślenia prof. K.)
  5. Nie wolno tu też zapominać o pewnem wynurzeniu samego Mikiewicza, które zanotował Malewski, że „idea litewskiego poematu rzucona (t. zn. porzucona — nb. jeszcze w 1825 r.) dla podobieństwa z Larą“. („Idea“ znaczy tu tyle, co zamiar pisania.)
  6. Korespondencja Filomatów II, 18.
  7. Z naciskiem trzeba podkreślić: w charakterystyce, nie w charakterze.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ujejski.