Burzliwa noc

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor František Táborský
Tytuł Burzliwa noc
Pochodzenie Z bratniej niwy
Wydawca Nakładem Ziarna
Data wydania 1906
Drukarz E. Nicz i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Konrad Zaleski
Źródło Skany na commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron

BURZLIWA NOC.

Szaro wokół. Wśród wichury
Tłum demonów, zda się, leci.
Rydwanami są im chmury,
Rumakami, wir zamieci.
Grozą jakąś wszystko zieje,
Las się słania, chata chwieje.
Trzeszczą krokwie pod przyciosem.
Dzwon z wieżyczki począł dzwonić,
Czarne chmury chce rozgonić
Uroczystym swoim głosem.

Odlecieli. Noc się skrada.
Słychać jakby tentent koni.
Duch w zadumę jakąś wpada,
Myślą ślady wichrów goni;
Zda się, leci gdzieś w lazury
I z gwiezdymi łączy chóry.
Szczęśliw, kto te chwile miewa.
Kiedy z gędźbą sfer tych całą
Niesie Stwórcy dań wspaniałą
''«Magnificat» sławne śpiewa.


Są to chwile, gdy w twem łonie
Coś się naraz rozedźwięczy:
Jak skowronek na zagonie,
Coś, jak pszczółka w ulu, brzęczy.
Uczuć takich człowiek strzeże,
Dałby życie zań w ofierze!
Ach, bo raj na ziemi prześni
Ten, co miewa takie chwile,
Gdy mu w sercu szemrze mile
Nieskalanej źródło pieśni.

Nim się głowa na pierś skłoni,
Nim zapadnie świat ten w ciszę,
Coś tam jeszcze szepce; dzwoni,
Coś się pieści i kołysze, —
Lecz, gdy przyjdzie snu godzina,
Duch twój wszystko zapomina.

Wtem cię budzą jakieś szumy,
Snać z powrotem burza leci,
Z nią demonów — piekła dzieci —
Niezliczone pędzą tłumy.

U mych okien bieg wstrzymali,
A ja słyszę te ich słowa:
— Piersi nasze, jak ze stali,
Harde czoło, dumna głowa,
W oku wzgarda, zaród gniewu,
W sercu ziarno czyste siewu.


Gdybyś wiedział, mógł to orzec,
Ile krwi tu się wylało,
Nim zajaśniał nasz proporzec:
Dawnoby się odezwała
Pieśń twa nutą, co nie łzawi,
Nutą, jaką ziemia cała
Za deszcz burzę błogosławi!

Zmilkli. Lecą w dzikim pędzie
Niosąc zgubę, zda się, wszędzie.
Drzewem miota wiatr, jak kłosem.
Dzwon z wieżyczki począł dzwonić
Czarne chmury chce rozgonić
Uroczystym swoim głosem.

Szaro wokół. Gwiazdy bledną
Przed jaśniejszym blaskiem zorzy;
Widzę ziemię moją biedną
Nad nią nimb promienny tworzy
Słońce pół-bóg złotolicy...

Wciąż w pogodne to zaranie
W uszach dźwięczy mi pytanie:
— Kto wy, dziwni bojownicy.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: František Táborský i tłumacza: Konrad Zaleski.