Przejdź do zawartości

Bratobójca/XLIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Xavier de Montépin
Tytuł Bratobójca
Pochodzenie Romans i Powieść
Wydawca Józef Unger
Data wyd. 1897
Druk Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Caïn
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XLIV.

Henryk, widząc Alinę zemdloną, stracił zupełnie głowę.
Tym razem Matylda przywróciła mu trochę zimnej krwi.
— Bądź spokojny i panuj nad sobą — rzekła doń. — Zanieś ją na łóżko i idź po doktora.
Henryk uczynił to.
W dwadzieścia minut później doktór Arnauld, lekarz domowy rodziny Savanne, znajdował się przy łóżku młodej dziewczyny, którą Matylda przy pomocy pokojówki rozebrała i położyła do łóżka.
Alina wciąż była zemdlona.
Daniel Savanne uprzedzony został o wszystkiem przez synowca.
Doktór uspokoił obecnych.
— Jakkolwiek wstrząśnienie jest gwałtowne — rzekł, po uważnem obejrzeniu — jednak nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo... Za to ręczę.
I zapisał lekarstwo.
Po obiedzie, który, jak można było pomyśleć, minął bardzo smutnie, sędzia śledczy odszedł do swego gabinetu.
Postanowił zawiadomić brata nieboszczyka i napisał list lakoniczny, który wysłał pod adresem ambasadora francuskiego w Berlinie, zalecając odszukanie Roberta Verniere.
Następnie rozesłał notatkę do redakcyj pism, której zakomunikowanie polecił prefekturze policyi. Chodziło mu o to, ażeby i publiczność dowiedziała się o poczynionych krokach przez śledztwo.
Potem chociaż złamany ze zmęczenia, odczytał protokół zeznań jak również raport komisarza i doktora Bordet.
Położył się spać dopiero o godzinie pierwszej.
Kilka godzin snu pokrzepiło jego siły.
O świcie już wstał i gotował się do wyjazdu.
Zeszedł jeszcze do pokoju Aliny, przy której przez całą noc czuwali Matylda i Henryk.
Zaniepokoił go nieco wciąż trwający stan jej odrętwienia.
Henryk go uspokoił.
— Ta senność jest następstwem mikstury opium, przepisanej przez doktora Arnauld. To uspokoi jej nerwy.
Pan Savanne zapytał go.
— Czy idziesz dziś do zajęć?
— Nie, mój stryju, napisałem do ordynatora kliniki. Chcę być przy wizycie doktora Arnaulda.
— Nie czekajcie na mnie ze śniadaniem — podchwycił sędzia śledczy.
— Stryj już odjeżdża?
— Tak. Muszę być najpierw w szpitalu św. Ludwika ażeby się dowiedzieć, w jakim stanie się znajduje Weronika Sollier. Potem zajdę do sądu, a w południe będę w Saint-Ouen.
W szpitalu zobaczył się z naczelnym ordynatorem, doktorem Sormet i zapytał go o zdrowie rannej.
— Mam nadzieję — rzekł doktór — że będzie żyła jeszcze długo.
— Więc rana nie jest tak ciężka?
— I owszem... i wymagać będzie operacji, zawsze niebezpiecznej.
— Jakiej?
— Zdjęcia części czaszki... chcę to uczynić jutro...
— Czy zezwala pan, abym pomówił teraz z chorą?
— O! to niemożebne...
— Chciałbym jej zadać tylko jedno lub dwa pytania.
— Ona pana nie usłyszy, a gdyby nawet usłyszała, nie potrafi odpowiedzieć... W każdym razie jednak doprowadzę pana do chorej.
W pokoju, gdzie leżała chora panowała prawie zupełna ciemność; z polecenia doktora, podniesiono na chwilę rolety.
Ciało rannej leżało jakby bez życia.
Pani Sollier oddychała jeszcze, ale tak słabo, jak gdyby oddech lada chwila miał zagasnąć.
— I sądzi pan doktór, że po operacyi będzie zdrowa? — zapytał Daniel Savanne.
— Jest wielkie prawdopodobieństwo, ale znowu lękam się wielce, czy nie oślepnie.
Sędzia podziękował chirurgowi za uprzejme przyjęcie i wsiadł do dorożki.
— Ślepa! — rozmyślał w drodze, jadąc do sądu. — Biedna kobieta! biedna ofiara. Zresztą ślepota nie przeszkodzi jej ani pamiętać, ani mówić! Trzeba mi teraz czekać na jej wyzdrowienie, ażeby mieć wiadomości, chyba, iż przyjdzie mi z pomocą traf, ten wielki współpracownik sprawiedliwości!..
Na podwórzu fabrycznem wszystko już było gotowe do usunięcia zgliszczy.
Robotnicy znajdowali się zebrani.
Klaudyusz Grivot i Prieur powitali ukłonem przybyłych urzędników.
Kasyer podał sędziemu tygodniową listę płacy, przygotowaną z jego polecenia.
Pan Savanne wszedł do pokoju odźwiernej i, zgodnie z obietnicą, uczynioną dnia poprzedniego, przelał na ręce Prieura sumę, potrzebną do wypłaty.
Kasyer oddalił się.
— Muszę zmienić papiery na drobniejszą monetę, ażeby wam, moje dzieci wypłacić, co na każdego przypada — rzekł do robotników, pokazując im banknoty, które trzymał w ręce. — Dziś po południu o piątej zbierzecie się wszyscy u matki Aubin. To wam nie zrobi różnicy, ponieważ przedsiębiorca zamówił was wszystkich do usuwania zgliszczy.


∗             ∗

Około godziny dziewiątej zrana doktór Arnauld przyszedł do młodej chorej.
Henryk i Matylda oczekiwali wizyty doktora z łatwą do zrozumienia niecierpliwością.
Ten był trochę zdziwiony, że sen, jaki wywołał, jeszcze nie ustał.
Zbadał stan chorej i zadał kilka pytań Henrykowi, wiedząc, że odbył poważne studya lekarskie.
Następnie doktór zapisał receptę i oddalił się.
Henryk posłał służącego do apteki i sam, odebrawszy od niego lekarstwo, wszedł do pokoju chorej.
W tejże chwili lekki dreszcz wstrząsnął uśpioną.
Ręce jej, bezwładne od wielu godzin, podniosły się zwolna.
Powieki się poruszyły i głębokie westchnienie wydarło się z piersi.
— Przychodzi do siebie — szepnęła Matylda do ucha kuzynowi, a twarz jego ogarnęła nagła bladość.
— Tak — odpowiedział głosem zdławionym.
Alina otworzyła oczy.
Spojrzenia jej, utkwione najprzód w sufit, schylały się i zatrzymały na tych, którzy byli przy niej, lecz jak gdyby nie widziała ich wcale.
— Lekarstwo... prędko! — wyrzekła Matylda.
Henryk ręką, nieco drżącą, nalał na łyżeczkę odpowiednią ilość mikstury.
Matylda wzięła łyżeczkę i, uniósłszy głowę przyjaciółki, mówiła do niej głosem pieszczotliwym:
— Wypij to, moja droga... Wypij...



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Xavier de Montépin i tłumacza: anonimowy.