Brat i siostra

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Gdzie huczne zwiedzając morze,
Kupiec żaglem wiatry porze,
Na wyspie jednej spokojnej
Mieszkał naród znamienity,
Naród od natury hojnej
We wszystkie dary obfity,
A nadto, w czym jest tak skąpym los srogi,
Dał mu wolności dar drogi.
Była to wyspa szczęśliwa!
Lecz jak i w wolnych krajach często bywa,
Kto zręcznie umiał ludowi dogodzić,
Mógł na potem ludem wodzić,
Tak się w tej wyspie zdarzyło.
Niewiasta jedna nadobna,
Zręczna, obrotna, sposobna,
Do tego przyszła swą siłą,
Że jęła rządzić narodem.
Sławna była dawnym rodem,
Uczony jej dzieła chowa,
Znana w Atenach i Rzymie,
Wszędzie wolność czci jej imię -
Nazywała się Wymowa.
Postać nadobna i w łudzącej twarzy
Ogień z słodyczą się żarzy.
Chciwa ozdoby, i zimą, i latem
Nie dość, że skronie uwieńczała kwiatem,
Do wdzięków, co jej natura
Hojną dłonią udzieliła,
Ona jeszcze pawie pióra
Dla ozdoby przyczyniła.
Suknie nosiła świecące;
Bardziej dla celu niż wdzięku
Trzymała w obydwóch ręku
Dwie pochodnie gorejące,
Nie żeby nimi umysły oświecać,
Lecz żeby pożary wzniecać
A tak w wytwornej postaci,
Przez słodkie oczu spojrzenie
Na zgromadzonych współbraci
Puszcza wdzięcznych słów strumienie:
Długo głupi i uczony
Słodkim brzmieniem omamiony,
Od wielu widząc popartą,
Słuchał ją z gębą otwartą.
Bóg wie, jak silną stała się jej władza:
Sama wszystkiemu zaradza,
Tym podchlebia, tych zasmuca,
Na tych kwiatami rzuca,
Wśrzód ślepej zapalczywości
Nieraz gniewem uniesiona
Własne rodziera wnętrzności.
Tak gdy niepowściągniona
- Czyli to jaka choroba,
Czy rozumiała, że się to podoba -
I gada zawsze, i gada,
I kiedy cała gromada
Na wszystkie potrzeby głucha,
Nic nie robi, tylko słucha,
Ustała wszelka robota,
Budowy na pół wzniesione
Zostały nie dokończone,
Bo zawsze wymowna Cnota
Wolała gadać jak czynić
I mniej zachęcać jak winić.
Już się rok schylał do końca,
Jako rzesza próżnująca,
Niepomna ważnych widoków,
Godzinopłynnych słuchała potoków.
Na koniec los szczęśliwy otworzył im oczy:
Poznali, że chcąc ludźmi dobrze władać,
Nie dosyć jest tylko gadać,
Że, gdy się z słowy skutek nie jednoczy,
Z najprzyjemniejszą wymową
Często można podrwić głową,
Zaczęli więc myśleć wielce,
Przydać kogo rządzicielce.
W tejże wyspie, z drugiej strony
Mieszkał w zaciszy szczęśliwej
Cnej Wymowy brat rodzony.
Nie znał żądzy świegotliwej,
Stały w sercu, w słowach skromny,
Nikczemnych uraz niepomny,
Lubił jasność i porządek,
I nazywał się Rozsądek.
Bardziej powolny niż ostry,
Z daleka patrzał na szaleństwa siostry.
Zrazu zbawienne chciał jej dawać rady,
Ale naród zapalony
Wraz go posądził o zdrady,
Z wzgardą został odrzucony,
Lecz prędki tryumf go czekał:
Gdy się bowiem czas odwlekał,
Skutki próżnego gadania
I ustawnego słuchania
Do tego lud ten przywiodły,
Że z pokornymi modły
Przyszedł Rozsądku prosić,
Żeby go bronił od zguby
I nie chcąc więcej błędów siostry znosić,
Wprawił rzeczy w ścisłe kluby.
Dobra ojczyzny pragnący,
Podjął się usług skwapliwie,
I by duch wszystko palący
Mógł umiarkować szczęśliwie
I z siostrą zaradzać zgodnie,
Zostawił jej świetne szaty
I pawie pióra, i kwiaty,
Ale odebrał pochodnie.
Tak brat z siostrą wspólnych darów,
Gdy używa dla ojczyzny,
Nie było więcej pożarów,
Zgoiły się dawne blizny
I wyspa pokój zyskała:
Nikt się już więcej nie wadził,
Słodka Wymowa serca poruszała,
Ale umysły Rozsądek prowadził.