Boska Komedia (Stanisławski)/Czyściec - Pieśń XVII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIEŚŃ SIEDMNASTA.

O czytelniku! jeśli kiedy w Alpach
Mgła cię owiała, przez którą widziałeś
Nie więcej pewnie, niż kret przez swą błonę,
Przypomnij sobie, kiedy już poczyna
Rzednieć jej gęsta i wilgotna para,
Jak przez nią słońca krąg prześwieca słabo,
I niechaj lotna wyobraźnia twoja
Pojmie jak znowu obaczyłem słońce,
Co się już teraz do spoczynku miało.
Tak więc z wiernemi Mistrza mego stopy
Równając chód mój, wyszedłem z obłoku,
Kiedy na dolnych kresach widnokręgu
Promienie światła skonały już były. —

O wyobraźni, która tak człowieka
Unosisz nieraz, że się nie postrzega,
Chociażby wkoło trąb tysiące grzmiały, —
Któż cię podnieca, gdy nie karmią zmysły?
Podnieca światło, co się w niebie tworzy,
Działając z siebie, albo z wyższej woli.

Nagle się stawił w wyobraźni mojej
Rys okrucieństwa tej, co postać swoją
Pragnęła widzieć zamienioną w ptaka,
Który najbardziej lubuje się w śpiewie;[1]
Przeto myśl moja tak się w samej sobie
Zawarła była, że się do jej łona
Niemogła wcisnąć żadna rzecz zewnętrzna.
Potem do wzniosłej fantazji mojej
Spadł obraz tego, który krzyżowany
Wzgardę i dumę zachował w obliczu,
I tak umierał; wkoło niego stali
Z żoną Esterą Ahaswerus wielki
I Mardocheusz sprawiedliwym zwany,
Że był i w mowie i w uczynkach prawy.[2]
Gdy samo przez się to zjawisko prysło,
Jako powietrzna bańka, gdy zabraknie
Wody, pod której osłoną się kryła, —
W widzeniu mojem powstała dziewica,
I łkając wielce, rzekła: „O królowo!
Po cóż być niczem zapragnęłaś w gniewie?
Zabiłaś siebie by nie zgubić córki;
Zgubiłaś jednak Lawiniją swoją:
Jam to jest, matko, która gorzko płaczę
Więcej nad twoim, niż nad innym zgonem.[3]

Jak sen się zrywa, gdy w zamknięte oczy
Znienacka nowe światło dnia uderzy,
A choć zerwany, miota się nim skona;

Podobnie moje runęły widzenia,
Jak tylko jasność padła na twarz moją
Większa daleko niżli nam zwyczajna.
Zwracam się tedy, chcąc widzieć gdzie jestem,
W tem głos zawołał: „Tu jest wchód na górę;“
To mnie od innych myśli oderwało,
I chęć tak chyżą obudziło we mnie
Obaczyć kto był ten, który przemawiał,
Że nigdyby się ukoić nie dała,
Nimby ze swoim spotkała się celem.
Lecz mi zabrakło siły, jak to bywa,
Kiedy nam słońce gnębi wzroku władzę
I zbytnim blaskiem postać swą zasłania.
— „Jest to duch boski, co bez naszej prośby
Drogę na górę wskazywać nam raczy,
A sam w jasności własnej się ukrywa.
Robi on z nami, jak człek z samym sobą:[4]
Bo kto próśb czeka, widząc nędzę czyją,
Już się złośliwie ku odmowie skłania.
Zgadzajmy tedy krok z wezwaniem szczerem:
Szczeblujmy w górę, nim ciemność zapadnie,
Bo potem iść już nie podobna będzie,
Aż póki dzień nam nie zaświta nowy.“ —
Tak mówił Wódz mój, i obaśmy razem
Ku schodom nasze obrócili stopy.
Skoro na pierwszym stopniu już stanąłem,
Uczułem niby ruch skrzydła w pobliżu...
W twarz mi wionęło i głos jakiś rzecze:

Błogosławieni, którzy pokój czynią
I gniewu złego w sercu swem nie mają.[5]
Już tak wysoko wznosił się nad nami
Ostatni promień, za którym noc goni,
Że ze stron wielu zabłysnęły gwiazdy.[6]
Przecz tak omdlewasz, o dzielności moja?
Mówiłem w sobie, bo czułem że władzę
Nóg mych konieczność do spoczynku kłoni.
Byliśmy w miejscu, kędy się już wyżej
Nie wznoszą schody, i bez ruchu stali,
Właśnie jak nawa gdy brzegu dobija.
Zważałem chwilę czy też nie posłyszę
Czegoś nowego w tym zakresie nowym;[7]
Potem, do Mistrza zwracając się, rzekłem:
Ojcze mój słodki, powiedz jaka wina
Gładzi się tutaj? Choć spoczywa stopa,
Niech jednak mowa nie spoczywa twoja.
A on: „Tu miłość dobra się naprawia,
Która powinność zaniedbała swoją:
Tu spieszniej robi zapóźnione wiosło.[8]
Lecz abyś jeszcze jaśniej to zrozumiał
Zwróć myśl twą ku mnie, a zbierzesz niemylnie
Nie jeden owoc dobry z naszej zwłoki.
Wiesz o tem, synu, Mistrz zagaił znowu,
Że ani Stwórca, ani też stworzenie
Nie mogli nigdy istnieć bez miłości
Albo wrodzonej, albo obmyślanej.[9]
Wrodzona miłość nie zbłądziła nigdy;

Lecz druga błądzić może złym przedmiotem,
Albo zbyt wielką lub za małą siłą.[10]
Póki do wyższych dóbr jest skierowana
A w niższych rada miarkuje się sama, —
Zgubnej rozkoszy źródłem być nie może;
Ale jak tylko zwraca się ku złemu,
Lub gdy za dobrem nawet się ugania,
Z większą niż winna, czy z mniejszą pilnością,
Natenczas utwór, przeciw Twórcy działa.[11]
Ztąd pojmiesz łatwo, że miłość jest u was
Nasieniem wszelkiej cnoty i zarazem
Wszelkiej czynności, ściągającej karę.
Że miłość nigdy oczu zwieść nie może
Z dobra przedmiotu swego, a więc każdy
Od nienawiści własnej jest bezpieczny.[12]
Że znowu pojąć niepodobna wcale,
By istność jaka sama z siebie była,
Lub niezależna od pierwszej Istoty;
Więc niepodobna aby tą Istotą
Uczucie jakie nienawidzieć mogło.[13]
Wypada tedy, gdym podzielił dobrze,
Że zło jedyne, które miłujecie,
To zło bliźniego, a w trojaki sposób
Miłość ta w waszej rozradza się glinie.[14]
Ten ma nadzieję wyniesienia siebie
W zgnębieniu bliźnich, i dla tego tylko
Pragnie ich strącić wdół z wielkości szczytu.[15]
Inny się lęka, że ktoś idzie w górę,

Utracić władzę, łaskę, cześć i sławę,
Więc tak się gryzie, że radby go zniżyć,[16]
Zaś inny takim zapala się gniewem
Za krzywdę wszelką, że w umyśle swoim
Zgubę bliźniego chciwy zemsty knuje.[17]
Troistą miłość taką opłakują
Tam, niżej. Teraz chcę byś poznał inną.
Która za dobrem niesfornie ugania.
Każdy niejasne ma pojęcie dobra,
W którem się dusza uspokoić może, —
Każdy go pragnie i osięgnąć dąży.[18]
Lecz jeśli miłość wlecze was leniwa
Do oglądania, lub nabycia jego, —
Po słusznym żalu, w tym oto zakresie,
Za jej lenistwo męka na was czeka:[19]
Jest inne dobro, co szczęścia nie daje,
Bo nie jest szczęściem, nie jest treścią dobrą,
Wszelkich dóbr innych ziarnem i owocem.[20]
Miłość ku temu dobru zbyt wylana
W trzech wyższych kołach jęczy tam nad nami;
O jej troistym zamilczę podziale,
Abyś sam przez się starał się go zbadać.[21]




Przypisy

  1. Wyobraźni Poety przedstawiają się obrazy zgubnie działającego gniewu. W pierwszym z nich Dante widzi Prognę, która dowiedziawszy się że mąż jej Tereusz zgwałcił siostrę jej Filomelę i spłodziłz nią syna Itysa, zabiła dziecię i ugotowane podała na misie mężowi swemu. Później Progna, unikając zemsty męża, uprosiła bogi, żeby ją przemieniły w jaskółkę, a siostrę jej Filomełę w słowika. Tak opowiada tę bajkę mytologiczną większa część poetów starożytnych; Dante jednak, idąc w tym razie za zdaniem Strabona i niektórych innych, chce dać poznać, że nie Filomela ale Progna przemienioną została w słowika — ptaka, który najwięcej rozkoszuje się we własnym śpiewie swoim.
  2. Mowa tu o Hamanie, który był ukrzyżowan z rozkazu króla Ahaswerusa, kiedy ten ostatni przekonał się o zdradzieckich zamiarach ministra swego Hamana, za sprawą uczciwego Mardocheusza i żony swojej Estery. (Obacz w Biblji Św. księgę Ester, Rozdział V., VI. i VII.).
  3. Lawinja, córka króla Latyna i żony jego Amaty przyobiecaną była w małżeństwo Turnusowi, kiedy się zjawił Eneasz, zakochał się w Lawinji i umyślił ją porwać, a jej narzeczonego zabić. Matka Lawinji, uniesiona gniewem i rozpaczą, zabiła się. (Wirgil. Eneid. ks. XII.).
  4. W oryginale jest: Si fa con noi, come l'uom si fa sego; to jest: anioł pospiesza nam z pomocą, nie czekając prośby naszej, jak człowiek, który zawsze rad pomaga sobie w każdej potrzebie.
  5. Anioł stojący u schodów wiodących do wyższego zakresu Czyśca, ruchem skrzydła swego zmiata z czoła Poety trzecie P, oznaczające grzech gniewu i wita go słowami Chrystusa: Błogosławieni pokój czyniący, zapisanemi u Mateusza w R V w.
  6. Po zachodzie słońca, szczególnie w krajach południowych, ostatnie promienie jego jeszcze się odbijają na górnych niebiosach, kiedy inne ich części tak już są ciemne, że na nich wynurzają się gwiazdy.
  7. Poeci wstąpili na ostatni stopień schodów wiodących do czwartego zakresu Czyśca, i tu, dla nadchodzącej nocy musieli się zatrzymać.
  8. Zakres ten jest miejscem pokuty dla tych, którzy zbyt leniwie kochali najwyższe dobro i zbyt opieszale go szukali. „Życie jest morzem, mówi jeden z komentatorów, a portem do którego człowiek zmierzać powinien jest niebo.“ Więc kto za życia leniwem wiosłem żeglował do tego portu: tu błąd swój naprawiać musi.
  9. Świat cały stoi na zrębie miłości i jest jej dziełem, Bóg jest miłością (Deus caritas est), która świat stworzyła i miłość wiąże stworzenie ze Stwórcą.
  10. Miłość, powiada Wirgili, jest albo przyrodzona, instynktowa (naturale), albo obmyślana, zależąca od rozumnej woli naszej (o d'aniun). Miłość instyktowa, czyli wrodzona, ulegając konieczności prawu, nie błądzi; bo ma na celu jedynie to, co jest potrzebnem do utrzymania naszego bytu. Przeciwnie miłość idąca z rozumnej woli naszej, mylić się może, albo w wyborze przedmiotu swego, albo w samej wierze swojej, miłując przedmiot wybrany za wiele, lub za mało.
  11. Dopóki miłość, zależąca od rozumnej woli człowieka, skierowaną jest ku skarbom niebieskim, dopóki się miarkuje w zamiłowaniu dóbr tego świata, — dotąd nie może być źródłem grzechu i zguby; ale kiedy ta miłość, zamiast miłować dobro, miłuje zło, albo też nie zna należytej miary w zamiłowaniu dobra, natenczas staje się źródłem grzechów i występków, i ta miłość nasza — miłość stworzona, działa tym sposobem przeciwko Stwórcy.
  12. Miłość, przebywająca w jakiejkolwiek osobie (podmiocie, czyli subjekcie), zawsze ma na celu dobro tej osoby, ale nie zło jej, chociaż mylić się może co do ich znaczenia: w każdym razie, człowiek sam sobie zła nie życzy, nie nienawidzi sam siebie.
  13. Wszelka istota istnieje z Boga, i przez Boga, a miłując siebie, nie może Stwórcę swego nienawidzieć.
  14. Tak więc człowiek może tylko nienawidzieć bliźnich swoich, podobać sobie w tem co się im złego wydarza i życzyć im zła, a to w skutek trojakiej zlej skłonności.
  15. Nienawiść bliźniego przez pychę.
  16. Nienawiść bliźniego przez zazdrość.
  17. Nienawiść bliźniego przez gniew.
  18. Jedyne dobro, w którem dusza znaleść może zaspokojenie zupełne, jest Bóg.
  19. Widzieliśmy już, że ten czwarty zakres jest miejscem pokuty dla opieszałych w miłości ku najwyższemu dobru (Por. przyp. 8.).
  20. Szczęścia prawdziwego nie daje żadne dobro ziemskie.
  21. Miłość zbytecznie upędzająca się za dobrami ziemskiemi znosi karę w piątym, szóstym i siódmym zakresie Czyśca, które Dante ma jeszcze zwiedzić.