Boska Komedia (Stanisławski)/Czyściec - Pieśń X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIEŚŃ DZIESIĄTA.

Gdyśmy do wnętrza weszli przez próg bramy,
Która tak rzadko otwierać się zwykła,
Z winy zlej żądzy, co panując w duszy,
Prostemi każe widzieć ścieżki kręte, —
Po dźwięku czułem, że już ją zamknięto;
Lecz gdybym ku niej odwrócił był oczy,
Jakaż wymówka godna takiej winy?[1]
Szliśmy pod górę rozpadliną skały,
Co tak się wiła z tej i owej strony,
Jak fala, która ucieka i wraca.
— „Tu nam zręczności użyć trochę trzeba —
Wódz się odezwał: — czy to ztąd, czy z owąd,
W głąb' usuniętej trzymajmy się ściany.“
Zwolna więc idąc ostrożnemi kroki,
Nimeśmy z tego wybrnęli wąwozu,
Ubywający księżyc już był zdążył
Do łoża, w którem zwykle głowę składa;
A gdy już wolni doszliśmy do miejsca,
Kędy się góra wstecz do środka garnie,
Ja zmordowany, a oba niepewni

Drogi, na wierzchu płaszczyznyśmy stali,
Bardziej odludnej, niźli szlak w pustyni.
Od brzegu, który ze czczością graniczy,
Do stóp urwiska, co się w górę wznosi,
Trzykroćby, mierząc, legło ciało człeka;
A jak mych oczu mogło sięgać skrzydło,
Zarówno w prawą jak i w lewą stronę,
Taras jednako szerokim się zdawał.
Jeszcześmy po nim niezrobili kroku,
Kiedy spostrzegłem, że wewnętrzna ściana,
Idąca w koło, a stroma do tyla,
Że wejść wprost na nią niepodobna wcale,
Z białego była marmuru, a taką
Rzeźbą ozdobna, że wstydem by spłonął
Nie Polykletes tylko, lecz natura.[2]
Anioł, co zstąpił na ziemię z wyrokiem
Wypłakanego wiekami pokoju,
I rozwarł niebo przez czas długi wzbronne,
W postawie wdzięcznej rzeźbiony na ścianie,
Z taką się prawdą jawił oczom naszym,
Że się niezdawał być obrazem niemym;
Przysiądzby można, że wymawia: Zdrowaś!
Bowiem tuż obok przedstawioną była
Ta, która kluczem najświętszej pokory
Zdrój nam miłości najświętszej otwarła;
A w jej postawie odbiły się wiernie
Wyrazy: Otom służebnica Boża!
Jako na wosku postać się wyciska.

— „Nie więź że myśli na tem jednem miejscu“
Rzecze Mistrz słodki, mając mnie z tej strony,
Po której serce ludzie w piersi noszą.
Przeto pobiegłem wzrokiem i ujrzałem,
Tuż za Mariją, z tego właśnie boku,
Przy którym stał mi ten co mnie prowadził,
Inną historję wypisaną w skale;
A więc wymijam wnet Wirgiliusza,
Aby mi prosto przed oczyma stała.
Tam wyrzeźbione na marmurze były
Wóz i ciągnące świętą arkę byki,
By się nie ważył sprawować urzędu
Ten, na którego nie był on włożony.[3]
Przodem tłum ludzi, podzielony cały
Na siedem chórów, które to sprawiały,
Że dwoje zmysłów moich wciąż mówiły,
Jeden: śpiewają, — drugi: nie śpiewają.[4]
Również o ryte tam kadzideł dymy,
Zwaśnione z sobą nos i oczy moje,
Tak i nie w kolej zdawały się mówić.
Przodkując zasię naczyniu świętemu,
W podskokach pląsał Psalmista pokorny;
A był on więcej i mniej niźli królem.
Tuż naprzeciwko wyrażonem było,
Jak na widowni stojąca pałacu,
Wzgardliwie smutna patrzała Michola.[5]
Z miejsca, gdzie stałem, zruszyłem me stopy,
By spojrzeć bliżej na historję inną,

Co za Micholą na ścianie bielała.
Tu wypisaną była sława szczytna
Monarchy Rzymu, który cnotą wielką
Powodem stał się później Grzegorzowi
Do odniesienia wielkiego zwycięztwa.[6]
Tu o Trajanie Cesarzu jest mowa:
Wdowa, chwytając uzdę jego konia,
W postawie całej łzy i boleść miała;
Do koła niego tłum się ciśnie wielki
I pełno jeźdźców, a nad głową jego
Z wiatrami, zda się, złote orły grały.
Jedna z pomiędzy wszystkich nieszczęśliwa
Zdała się mówić: Pomścij mnie o Panie!
Syn mój zabity, — serce pęka z żalu!
A on odpowie: Czekaj, aż powrócę.
A ona, jako boleścią naglona,
Rzecze: Mój Panie! a jeśli nie wrócisz?
A on jej na to: Ten, co po mnie będzie,
Pomści twą krzywdę. — Ona mu odpowie:
Jakaż zasługa dla Cię z cudzej cnoty,
Gdy własną swoją puszczasz w zapomnienie?
Ciesz się więc — rzecze Cesarz — bo przystoi,
Abym powinność spełnił nim wyruszę:
Tak każe słuszność i wstrzymuje litość!
Ten, dla którego nie masz nic nowego,
Jeden mógł stworzyć tę widzialną mowę,
Dla nas tak nową; — nie ma jej na ziemi! —
Kiedym rozkoszą napawał się wielką,

Pokory takiej rozpatrując wzory,
Tyle nam drogie przez mistrza swojego,
— „Patrz! oto ztamtąd, powolnemi kroki —
Szepnął Poeta — mnogi lud się zbliża,
Który na wyższe skieruje nas stopnie.[7]
Więc oczy moje, choć pilnie patrzały,
Żądne wszelako rzecz oglądać nową,
Do Wodza mego zwróciły się chyżo.
Nie chciałbym wcale, czytelniku miły,
Abyś dobrego zrzekał się zamiaru,
Kiedy posłyszysz jak tu, z woli Boga,
Dług się wypłaca: na formę katuszy
Nie zważaj wcale, a myśl o następstwie:
Pomyśl i rozważ, że w najgorszym razie,
Wielkiego sądu ona nie przekroczy.
Rzekłem: o Mistrzu! To co widzę niby
Że ku nam dąży, — nie ludzie to, zda się,
I co to? — nie wiem; tak mi wzrok majaczy.
A on mi na to: „Ciężki stan katuszy
Tak ich do ziemi gniecie, że z początku
I ja musiałem wytężać me oczy.
Ale spójrz bacznie i rozprostuj wzrokiem
Tych co się wleką pod tymi głazami; —
Możesz już dojrzeć, jak się oni dręczą.“
Dumni Chrześcjanie! nędznicy nieszczęśni,
Co niedołężni w umysłowym wzroku,
Ufacie tylko wstecznym krokom waszym, —
Czyż nie widzicie żeśmy gąsiennice,

Z których się motyl ma tworzyć niebieski,
Co ma bezbronny lecieć na sąd Boga?
Z czegóż to umysł wasz tak się kokoszy?
Jesteście jako niedoszłe owady, —
Robaki, w swoim zwichnięte rozwoju.
Jak dla dźwigania pułapu, lub dachu,
Miasto filarów, widzimy postacie,
Co kurczą w jedno piersi i kolana,
Złudną swą męką żal prawdziwy budzą
W piersi każdego, kto na nie pogląda; —
Takimi właśnie widziałem tych ludzi,
Kiedym w nich bacznie rozpatrzyć się starał.[8]
Jedni z nich więcej, drudzy mniej skurczeni,
Mniejsze, lub większe dźwigając ciężary;
Lecz najcierpliwszy nawet w swej postawie
Zdał się wyrzekać: znieść nie jestem w stanie!




Przypisy

  1. Dante nie obejrzał się w tył na dźwięk zamykającej się bramy Czyśca, pamiętając ostrzeżenie dane przez Anioła (Ob. Pieśń IX.).
  2. Polykletes, sławny snycerz z miasta Sycionji w Peloponezie.
  3. Ta płaskorzeźba wyobraża przewiezienie Arki do Jeruzalem przez króla Dawida. Kiedy w drodze Arka się pochyliła i gotową była wywrócić się, Lewita Usa, niepomny przykazania ażeby nikt nieupoważniony niedotykał się świętego naczynia, chciał ją podeprzeć ręką; a w tem padł i skonał (Królów ks. II., Rozd. 6).
  4. Oczy, uwiedzione udatnością rzeźby, mówiły, że śpiewają; uszy, niesłysząc dźwięku, przeczyły temu.
  5. Michola, żona króla Dawida, a córka Saula, z gniewem i wzgardą patrzała na to, że jej małżonek w jej przekonaniu, poniżał się tańcząc przed Arką.
  6. Legenda, zapisana u Jana Dyakona i u Tomasza z Akwinu, opiewa, że Trajan wstrzymał pochód wojska swojego, idącego na wyprawę wojenną, ażeby pierwej zadość uczynić prośbie pewnej wdowy, skarżącej się na zamordowanie jej syna. Okazało się, że zabójcą był syn cesarza, który dał wdowie do wyboru, albo żądać śmierci zabójcy, albo przyjąć go za syna. Wdowa wybrała ostatnie. Legenda dodaje, że Papież Grzegorz Wielki, uniesiony cnotą, jaką Trajan (poganin), okazał w tem zdarzeniu, wymodlił u Boga zbawienie dla duszy Trajana, a tem samem odniósł wielkie zwycięztwo nad czartem, w mocy którego zostawała dotąd dusza cesarza — poganina. Śty Tomasz stara się udowodnić teologicznie możebność podobnego zwycięztwa.
  7. Są to dusze, gładzące w tem miejscu Czyśca, grzech Pychy, przez męki ściśle zastosowane do ich winy.
  8. Porównanie to dusz, dźwigających ciężary, do karyatyd architektonicznych dziwnie jest trafne, jak wszystkie prawie porównania Dantego.