Biedny Tadzio

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Mańkowski
Tytuł Biedny Tadzio
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Data wydania 1893
Wydawnictwo G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: Pobierz Cała część II jako ePub Pobierz Cała część II jako PDF Pobierz Cała część II jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
BIEDNY TADZIO.

Aleksander Mańkowski.jpg


Tadzio miał wiele zmartwienia.
Nie napadał nań lada kto, ale ludzie poważani, wybitni w pośród inteligencji, ludzie mający dobrze zagospodarowane folwarki, kapitały po bankach, albo akcje przynoszące dywidendy, wcale pokaźne. Napadały nań przybytki cnót wszelkich, damy wysokie i nizkie, otyłe i chude, brunetki i blondynki... napadał sam pan Cymbalski, jeden z głębszych myślicieli w swej wiosce, napadał poważny i poważany pan Zakutowicz, naradziwszy się poprzednio z żoną, ciotką i gajowym, bardzo poczciwym człowiekiem. Napadano ciągle, wszędzie bez wytchnienia, za oczy i w oczy, zasięgano zdań ober-konduktorów w pociągach pośpiesznych i powolnych... wszyscy jednogłośnie mówili, że Tadzio pisze rzeczy niemoralne.
Biedny Tadzio zgryzł się okropnie. Myślał, że pisząc pod naciskiem silnego wzruszenia, że wytykając wady, chcąc wykorzenić fałsz, nieprawości, na które nie zwracano uwagi, które wyrobiwszy sobie w społeczeństwie prawa obywatelstwa niemal uchodziły za cnoty, myślał, że był pisarzem moralnym. Chwała go nie nęciła, a pisał tak wolno, że trudno go było posądzić o to, iż mu chodziło o zyski pieniężne. Pragnął tylko być pożytecznym w skromnych granicach, jakie mu były zakreślone, chciał jaknajlepiej swój zapasik zdolności wyzyskać, nie dbając o nic innego. Drukowane krytyki pozostawiały go obojętnym, każdemu przyznawał prawo rozbierania jego książek i osądzania ich artystycznej albo literackiej wartości. Wady ich i niedokładności widział nieraz wyraźniej od krytyków.
Ale zarzut niemoralności oburzał go.
— To polski Zola! — powtarzał każdy, składając tem przedewszystkiem świadectwo, że albo Zoli nie czytał, albo też chciał udawać, że go nie znał.
Pocieszałem go, jak umiałem. Pewnego dnia, widząc jak był przybity i smutny, począłem go namawiać, aby swoje książki przerobił.
— Niewielka to będzie praca, — dodałem, tych książek tak niewiele!...
Tadzio obruszył się.
— Ależ mój drogi! — zawołał. — Jak pozmieniam typy, to nie zostanie nic!
— Typy możesz zostawić, ale pozmieniaj zakończenia, które u ciebie szwankują. Każdy z twoich bohaterów kończy fatalnie. Na co? Trzeba pozmieniać to wszystko. Niechaj się żenią w ostatnim rozdziale, niech osiadają na wsi i gospodarują poczciwie pod okiem Cymbalskich i Zakutowiczów, niech dużo mają pieniędzy i jeszcze więcej dzieci, a te, niechaj im tylko przynoszą pociechę, bez zmartwień, bez jednej łzy, nawet w chwili rodzenia, bo i ta chwila powinna być rozkoszną.
Tadzio na mnie ze zdumieniem popatrzył.
— Ależ moje typy ujemne? — zawołał — Jakże więc chcesz, aby zamiast w upadku kończyły w błogosławieństwie i powodzeniu?
— Nic to... pozyskasz pokój i pochwały.
— Nie mogę — rzekł Tadzio kręcąc głową — nie mogę.
— Ha!... to cię będą szarpali.
— Ale za cóż... za cóż... Czy za to, że zamiast do złego zachęcać, pokazuję je, piętnuję, ostrzegam, i staram się je w najgorszem świetle wystawić? Czyż oni myślą, że ja się w niem lubuję, że mnie ono nie boli, że nad niem nie płaczę?... Ale gdybyż było inaczej, nie pisałbym, po co... Czyż zresztą nie jestem szeregowcem w sprawie, w której występują z ambony księża, występowali apostołowie, sam Pan Jezus, Bóg?...
— Pana Jezusa ukrzyżowano, — odrzekłem — apostołowie, uczniowie ich wyznawcy umierali śmiercią męczeńską...
— Prawda! — zawołał Tadzio i nagle się uspokoił, — prawda!
— Jako prosty szeregowiec umrzesz zapewne w łóżku, bo trudno żołnierza karać tak jak wodzów. Ale jeżeli twoje łóżko niemiłe ci, spróbuj tylko na serjo wziąć się za barki ze złem i głosić prawdę, a zobaczysz...
— Spróbuję! — zawołał Tadzio z zapałem.

Odesa.Aleksander Mańkowski.



Upominek - ozdobnik str. 211.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Mańkowski.