Biały byk/IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Biały byk
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
IX. Jako wężowi nie udało się jej pocieszyć.

„Wszystkie te baśnie nudzą mnie, odparła piękna Amazyda, której nie zbywało na rozumie i smaku. Zdadzą się w sam raz na to, aby je komentował Irlandczykom ów tuman Abbadie[1] albo też innym zakutym łbom ów bajarz d’Houteville[2]. Bajki, które można było opowiadać prababce prababki mojej babki, nie są już dla mnie, którą wychował mądry Mambres, i która czytałam Pojecie ludzkie egipskiego filozofa imieniem Locke oraz Matronę efezką[3]. Bajka winna być oparta na prawdzie, a nie wciąż podobna do sennych majaczeń. Nie powinno w niej być nic pospolitego ani niedorzecznego. Lubię zwłaszcza, aby, pod osłoną baśni, ukazywała wprawnym oczom jakąś wysoką prawdę, nieuchwytną dla tłumu. Sprzykrzyły mi się słońce i księżyc któremi stara baba kieruje dowoli, góry które tańczą, rzeki które wracają do źródła i umarli którzy zmartwychwstają; zwłaszcza kiedy te brednie pisane są stylem nadętym i niezrozumiałym, wówczas brzydzą mnie już ostatecznie. Pojmujesz, że młoda osoba, która lęka się że jej kochanka połknie wielka ryba, a jej samej rodzony ojciec utnie głowę, potrzebuje rozrywki; ale staraj się rozerwać wedle mego smaku.
— Wkładasz na mnie bardzo ciężkie zadanie, odparł wąż. Mogłem niegdyś dać ci parę kwadransów wcale miłych; ale, od jakiegoś czasu, straciłem wyobraźnię i pamięć. Ach! gdzie te czasy, kiedy umiałem bawić panienki! Spróbuję wszelako przypomnieć sobie jakąś pouczającą bajeczkę dla twojej rozrywki.
„Dwadzieścia pięć tysięcy lat temu, król Gnaof i królowa Patra zasiadali na tronie stubramnych Teb. Król Gnaof był piękny a królowa Patra jeszcze piękniejsza; ale nie mieli dzieci. Król Gnaof ogłosił nagrodę dla tego, kto wskaże najlepszą metodę utrwalenia rasy królewskiej.
Fakultet medyczny i akademia chirurgiczna spłodziły znakomite rozprawy w tej doniosłej kwestyi; ale żadna nic nie pomogła, Wysłano królowę do wód; odprawiła nowennę; obdarowała hojnie świątynię Jowisza Amońskiego, od którego pochodzi amoniak; wszystko napróżno. Wreszcie młody dwudziestopięcioletni kapłan stanął przed królem i rzekł: „Najjaśniejszy, zdaje mi się, że znam zaklęcie, zdolne sprawić to, czego Wasza Dostojność pragnie tak żarliwie. Trzeba mi rzec coś poufnie do ucha twej małżonce; jeżeli potem nie zastąpi, zezwalam, niech mnie powieszą. — Zgoda“, rzekł król Gaof. Zostawiono królowę i młodego księżyka tylko kwadrans razem. Królowa zaszła w ciążę, a król chciał powiesić księdza.
— Mój Boże, rzekła księżniczka, widzę dokąd to prowadzi: doprawdy, twoja powiastka jest zbyt pospolita; rzekłabym nawet, iż obraża moją wstydliwość. Opowiedz mi jakąś bajkę bardzo prawdziwą, bardzo autentyczną i bardzo moralną, a którejbym nie znała: w ten sposób dopełnisz ukształcenia mej duszy i serca, jak powiada egipski profesor Linro[4].
— Służę pani, rzekł piękny wąż: oto fakt najautentyczniejszy w świecie.
„Byli trzej prorocy; wszyscy trzej jednakowo ambitni i znudzeni swojem rzemiosłem. Szaleństwo ich zasadzało się na tem, iż chcieli zostać królami; od proroka do króla jest bowiem tylko krok, a człowiek zawsze dąży do tego, aby przebyć wszystkie szczeble drabinki losu. Pozatem, upodobania ich, rozrywki, były zupełnie różne. Pierwszy cudownie kazał do zgromadzonych współbraci, którzy bili mu oklaski; drugi szalał za muzyką, a trzeci namiętnie lubił dziewczęta. Jednego dnia, gdy siedzieli przy obiedzie i rozmawiali o słodyczach królowania, zjawił się im anioł Ituriel.
„Pan wszechrzeczy, rzekł anioł, zsyła mnie tu, aby nagrodzić waszą cnotę. Nietylko będziecie królami, ale każdy z was będzie mógł ustawnie zaspokajać swą namiętność. Ciebie, pierwszy proroku, robię królem Egiptu: będziesz wciąż przewodniczył Radzie, wciąż oklaskującej twą wymowę i rozum. Ty, drugi proroku, będziesz władał w Persyi, i będziesz się bez przerwy napawał boską muzyką. Ciebie, trzeciego, robię królem Indyi i daję ci uroczą kochankę, która nie opuści cię ani na chwilę“.
„Ten, któremu przypadł Egipt, zwołał zaraz swą przyboczną radę, składającą się jeno z dwustu mędrców. Wygłosił, jak każe tameczny obyczaj, dłuższe przemówienie, które spotkało się z wielkim aplauzem; monarcha zakosztował słodkiego zadowolenia iż poi się pochwałą nie skażoną pochlebstwem.
„Po Radzie poufnej nastąpiła Rada spraw zagranicznych. Była o wiele liczniejsza: nowe przemówienie zjednało monarsze jeszcze więcej pochwał. Toż samo na innych Radach. Nie było ani chwili przerwy w przyjemnościach i chwale egipskiego króla-proroka. Rozgłos jego wymowy napełnił całą ziemię.
„Prorok król perski zaczął od włoskiej opery w której chórach spiewało tysiąc pięćset rzezańców. Głosy ich wzruszyły mu duszę aż do szpiku kości, gdzie dusza zamieszkuje. Po tej operze następowała druga, potem trzecia, bez przerwy.
„Król Indyi zamknął się z kochanką, kosztując z nią doskonałej rozkoszy. Pieścić ją ciągle było mu najwyższem szczęściem; współczuł ze smutnym losem swoich dwóch kolegów, z których jeden był skazany na ciągłe obrady, a drugi na wieczną operę.
„Po upływie kilku dni, każdy król usłyszał przez okno drwali, wychodzących z gospody, aby spieszyć na wyrąb do sąsiedniego lasu; każdy trzymał pod ramię swoją lubkę, którą mógł odmieniać do woli. Nasi królowie poprosili Ituriela, aby zechciał wstawić się za nimi u Pana wszechrzeczy i zrobić ich drwalami.
— Nie wiem, przerwała tkliwa Amazyda, czy Pan wszechrzeczy przychylił się do ich prośby, i mało mnie to obchodzi; ale wiem dobrze, że nie prosiłabym nikogo o nic, gdybym się znalazła sam na sam z moim kochankiem, z moim drogim Nabuchodonozorem“.
Sklepienia pałacu odebrzmiały tem wielkiem imieniem. Najpierw Amazyda wymówiła jedynie Na, potem Nabu, później Nabucho; ale, w końcu, namiętność podniosła ją; wymówiła nieszczęsne imię całkowicie, mimo przysięgi jaką złożyła królowi swemu ojcu. Wszystkie damy pałacowe powtórzyły Nabuchodonozor, a złośliwy kruk nie omieszkał pospieszyć z tem do króla. Twarz Amazysa, króla Tanisu, zachmurzyła się, ponieważ serce było pełne chmur. I oto jak wąż, który był najchytrzejszem i najzmyślniejszem zwierzęciem w świecie, zawsze szkodzi kobietom, sądząc że im wygadza.
Rozgniewany Amazys posłał natychmiast po córkę tuzin siepaczy, którzy są zawsze gotowi spełniać wszystkie barbarzyńskie rozkazy władców, i którzy powiadają na swoje usprawiedliwienie: „Za to nas płacą“.


Przypisy

  1. Abbadie (1657—1727), słynny teolog protestancki.
  2. X. Hauteville, autor dzieła Prawda religii chrześcijańskiej dowiedziona faktami (1722).
  3. Matrona efezka (ta sama o której opowiada Brantôme) jest tematem powiastki Apulejusza.
  4. Linro, anagram Rolina, którego Wolter kilkakrotnie już wyszydzał za to wyrażenie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.