Biały byk/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Biały byk
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
IV. Jak chciano zabić wołu na ofiarę, a księżniczkę wyegzorcyzmować.

Mambres podbiegł do niej z płaczem. Wąż rozczulił się; nie umie płakać, ale zagwizdał żałośliwym tonem i krzyknął: „Umarła“. Oślica powtarza: „Umarła“, kruk wtóruje jej, wszystkie inne zwierzęta zdradzają oznaki boleści, z wyjątkiem ryby Jonaszowej, która była zawsze bezlitosna. Dama dworu, damy pałacowe nadbiegają, wydzierając sobie włosy. Biały byk, który pasł się opodal i który usłyszał ich krzyki, biegnie do gaiku, ciągnąc za sobą staruszkę i wydając ryki powtarzane przez echo. Napróżno wszystkie damy lały na gasnącą Amazydę flakony wody różanej, goździkowej, mirtowej, benzoesowej, balsam z Mekki, napar lewkonii, muszkatu, ambry; nie dawała żadnego znaku życia; ale, skoro uczuła przy sobie pięknego białego byka, ocknęła się, świeższa, bielsza, piękniejsza niż kiedykolwiek. Ucałowała sto razy śliczne zwierzę, które skłoniło omdlewająco głowę na jej alabastrowem łonie. Woła doń: „Mój panie, mój królu, moje serce, moje życie“. Ramionami z kości słoniowej okala jego szyję, bielszą niż śnieg. Leciutka słomka mniej silnie czepia się ambry, winna latorośl młodego wiązu, bluszcz dębu. Pierś jej wydawała słodkie westchnienia; oczy to błyszczały tkliwym płomieniem, to ćmiły się owemi kosztownemi łzami, które wyciska miłość.
Można osądzić, z jakiem zdumieniem patrzała na tę scenę ochmistrzyni Amazydy oraz jej dworki. Wróciwszy do pałacu, opowiedziały wszystkie swoim kochankom tę dziwną przygodę, każda z odmiennymi szczegółami, które powiększały jej niezwykłość i które zawsze przyczyniają się do urozmaicenia wszystkich historyi.
Gdy Amazys, król Tanisu, dowiedział się o tem, sprawiedliwy gniew owładnął jego królewskiem sercem. W taki gniew wpadł Minos, kiedy się dowiedział, że córka jego Pasiphae[1] obdarza tkliwemi względami minotaurowego rodzica. Tak zadrżała Junona, kiedy ujrzała małżonka swego Jowisza, pieszczącego nadobną krówkę Jo, córkę rzeki Inachus. Amazys kazał zamknąć piękną Amazydę w jej pokoju i postawił czarnych eunuchów na straży pod drzwiami; następnie zwołał tajną radę.
Wielki mag Mambres przewodniczył tej radzie, ale nie miał w niej już dawnego swego znaczenia. Wszyscy ministrowie stanu orzekli, że biały byk jest czarownikiem. Było zupełnie przeciwnie: był zaczarowany; ale na dworze stale popełnia się omyłki w tych delikatnych sprawach.
Zawyrokowano większością głosów, że trzeba wyegzorcyzmować księżniczkę, byka zaś i staruszkę poświęcić na ofiarę.
Roztropny Mambres nie próbował się sprzeciwiać zdaniu króla i rady. Jemu przypadał z prawa obowiązek odprawienia egzorcyzmów: mógł je odwlec pod bardzo godziwym pozorem. Umarł w Memfisie bóg Apis. Bóg-wół umiera jak inny wół. Otóż, nie wolno było w Egipcie egzorcyzmować nikogo, póki się nie znajdzie nowy wół, który mógłby zastąpić zmarłego.
Postanowiono tedy na radzie, że zaczeka się na nominacyę nowego boga w Memfisie.
Poczciwy stary Mambres czuł jakie niebezpieczeństwo grozi jego drogiej księżniczce: wiedział kto jest jej kochankiem. Zgłoski „Nabu...“ które się jej wymknęły, odsłoniły oczom mędrca całą tajemnicę.
Memfis był wówczas pod władzą Babilończyków: zachowali ten okruch dawnych zdobyczy, dokonanych za największego swego króla, którego Amazys był śmiertelnym wrogiem. Mambres musiał przywołać całą swą roztropność, aby zręcznie stąpać wśród tylu trudności. Gdyby król Amazys odkrył kochanka córki, księżniczka była zgubiona: poprzysiągł to. Wielki, młody, piękny monarcha, dla którego płonęła miłością, złożył z tronu jej ojca, który odzyskał królestwo Tanisu dopiero od siedmiu lat, t. j. odkąd zginął ślad uroczego władcy, zwycięzcy i bożyszcza narodów, tkliwego i szlachetnego kochanka uroczej Amazydy. Ale znowuż, poświęcając byka na ofiarę, zadałoby się pięknej Amazydzie cios równie śmiertelny.
Co mógł uczynić Mambres w tak drażliwych okolicznościach? spieszy do swej drogiej wychowanicy, prosto z Rady i rzecze: „Moje śliczne dziecię, będę ci się starał pomóc: ale powtarzam ci, utną ci szyję, jeżeli wymówisz bodaj raz imię kochanka.
— Ach! i co mi moja szyja, rzekła piękna Amazyda, skoro nie mogę zawisnąć na szyi Nabucho!.... Ojciec jest bardzo zły człowiek! nietylko nie chciał mi dać pięknego księcia którego ubóstwiam, ale wypowiedział mu wojnę; a kiedy mój ukochany go pobił, znalazł sposób aby go zmienić w wołu. Widział kto kiedy większą niegodziwość? gdyby ojciec nie był moim ojcem, nie wiem cobym mu zrobiła.
— To nie twój ojciec wypłatał mu tę okrutną sztukę; to Palestyńczyk, nasz dawny wróg, mieszkaniec małego kraiku, z liczby państewek, które twój dostojny kochanek podbił aby je ucywilizować. Takie metamorfozy nie powinny cię dziwić; wiesz, że niegdyś czyniłem i lepsze: nie było wówczas nic pospolitszego niż te przemiany, które dziś zdumiewają mędrców. Prawdziwa historya, którą czytywaliśmy razem, poucza nas, że Lykaon, król Arkadyi, zmienił się w wilka. Piękna Kalisto, jego córka, zmieniła się w niedźwiedzicę; Jo, córka Inachusa, nasza czcigodna Izyda, w krowę; Dafne w drzewo bobkowe; Syrinx we fletnię. Piękna Edyta, żona Lota, najlepszego, najtkliwszego ojca jaki kiedykolwiek istniał, czyż nie zmieniła się, opodal naszych stron, w wielki słup soli, bardzo piękny i słony, który zachował wszystkie oznaki jej płci, i który ma regularnie swoje przypadłości[2] miesięczne, wedle świadectwa wielkich, ludzi którzy go widzieli. Byłem, za młodu, świadkiem tej przemiany. Widziałem pięć potężnych miast, położonych w suchej i piaszczystej okolicy, zmienionych nagle w piękne jezioro. Za moich młodych lat, na każdym kroku spotykało się takie metamorfozy.
„Wreszcie, pani, jeżeli przykłady mogą złagodzić twą boleść, przypominam sobie, że Wenus zmieniła Cerastów w woły. — Wiem, odparła nieszczęśliwa księżniczka, ale czy przykład daje jakąkolwiek pociechę? Gdyby mój kochanek umarł, czy pocieszyłaby mnie myśl, że wszyscy ludzie umierają? — Niedola twoja skończy się, rzekł mędrzec; skoro twój luby stał się wołem, pojmujesz wszak, iż z wołu może stać się człowiekiem. Co do mnie musianoby mnie zmienić w tygrysa albo krokodyla, gdybym tej resztki sił która mi została, nie użył dla służb księżniczki godnej uwielbienia całej ziemi, dla pięknej Amazydy, którą piastowałem na kolanach, a którą żałosny los wystawił na tak okrutne próby“.


Przypisy

  1. Omyłka ze strony Woltera: Pasiphae była żoną Minosa, a córką Apollina.
  2. Tertulian, w swoim poemacie Sodoma, mówi: Dicitur et vivens alio sub corpore sexus — Munificos solito dispungere sanguine menses. Św. Ireneusz, ks. IV, powiada: Per naturalia ea quae sunt consuetudinis feminae ostendens. (Przyp. Woltera.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.