Beniowski (Sieroszewski, 1935)/XXV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wacław Sieroszewski
Tytuł Beniowski
Podtytuł Powieść
Pochodzenie Dzieła zbiorowe
Data wydania 1935
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Druk Zakłady Graficzne „Bibljoteka Polska“ w Bydgoszczy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXV.

W parę dni potem odbył się uroczysty ceremonjał przywrócenia praw Beniowskiemu, według przepisanego kodeksem porządku.
A więc zrana wszyscy wygnańcy w odświętnej odzieży zebrali się w szkole, by czekać na wysłańców rządowych.
O dziesiątej przybył pisarz Sudejkin z dwoma kozakami i obwieścił, że przywozi rozkaz naczelnika okręgu, aby się Beniowski niezwłocznie wraz z nim do kancelarji gubernjalnej stawił. Kto miał psy i sanie, ten pośpieszył razem z Beniowskim. Inni szli pieszo. W zarządzie wygnańcom kazano czekać w sieni, a Beniowskiego urzędnicy wprowadzili do sali radnej. Siedział w niej Niłow, jako prezydent, na pierwszem miejscu, otoczony asesorami z przedniejszych obywateli miasta i oficerstwa, z sekretarzem Nowosiłowym i setnikiem Czernych na czele.
Rozpoczął uroczystość Niłow długą przemową, w której dowodził, jako szczęśliwy jest każdy mający do czynienia z światłymi i sprawiedliwymi przedstawicielami rosyjskiego rządu, jako szczęśliwi są poddani, korzystający z dobrotliwej i mądrej opieki praw rosyjskiego państwa.
— Szczególniej, gdy na tronie zasiada taki anioł w ludzkiej postaci, jakim jest boska nasza, panująca obecnie Imperatorowa, Katarzyna Wielka... Głębia mądrości, wzór cnót niedościgły, uosobienie tkliwości i wspaniałomyślności, Mars i Athene razem i sama Wenus w jednej osobie, anioł-stróż bezpieczeństwa i pomyślności poddanych, rozsypanych po calem Jej niezmierzonem Państwie. W jej to imieniu nagradzam zasługi, okazane Imperjum przez obecnego tu a wszem znanego Augusta Samuelowicza Beniowskiego.
Tu kiwnął na Sudejkina i ten zaczął urzędowym nosowym głosem:

— „Powodowany nigdy niezmiennem mojem do sprawiedliwości przywiązaniem, dojrzale i z uwagą rozważywszy godne i chwalebne czyny Augusta Samuelowicza Beniowskiego, tutejszego wygnańca, w myśl ukazu Senatu a z woli Jej Cesarsko-Imperatorskiej Mości Katarzyny Samowładnej i Najwyższej Rządczyni Wszech Rosji, ogłaszam go wolnym od proskrypcji, na którą wzwyż wymieniony wyrok go skazał. Wyrok ten od dziś dnia ustaje, a to w myśl prawa, wyłuszczonego w pięknym artykule przepisów, tyczących się urządzenia wygnańców. Ażeby zaś powody, które mię do tego kroku skłoniły, poznane były, rozkazuję, ażeby czyn Augusta Samuelowicza Beniowskiego został do wiadomości publicznej podany i przyłączony do powyższej deklaracji w brzmieniu, wyłożonem mi przez naczelnego sekretarza mej kancelarji.

Naczelnik Kamczatki
Kapitan I. Niłow“.


„Jaśnie Wielmożny Gubernator, zastanowiwszy się nad gorliwym czynem Augusta Samuelowicza Beniowskiego, który odkrył spisek, uknowany przez kupca Timofeja Kazarinowa na strucie i zadanie śmierci gubernatorowi i przedniejszym urzędnikom gubernjalnym, a to zapewne w celu zbrodniczym opanowania tej prowincji i wyrwania jej z pod władzy Najwyższej; nadto zważywszy, iż wspomniany August Samuelowicz Beniowski, dla dowiedzenia sromotnego zamiaru przestępcy, hazardował nietylko życie swoich towarzyszów, ale i swoje własne, doświadczeniem mocy trucizny na własnej osobie, a tem samem z niebezpieczeństwem dni swoich i życia swoich przyjaciół przekonał się dostatecznie o występku zwyż wyrażonym, co świeżo potwierdził sam Kazarinow, dobrowolnie wyznając swoją zbrodnię, zaczem w nagrodę tej tak ważnej usługi, postanowione jest wyrokiem Jaśnie Wielmożnego Gubernatora, stosownie do ukazów Piotra Cara, iżby wspomniany August Samuelowicz Beniowski uznany był wolnym od kary wygnania, jakoż niniejszym aktem uroczystym wolnym jest deklarowany.

Naczelny sekretarz kancelarji
S. Nowosiłow.
Pisarz Sudejkin.


Po przeczytaniu deklaracji przywołał Nilów do stołu prezydjalnego Beniowskiego i kazał mu ucałować „zierkało“, poczem uściskał wygnańca sam, a za nim koleją inni członkowie rady. W tej chwili drzwi się otworzyły i ukazało się na progu sześciu żołnierzy z doboszem. Sudejkin stanął pośród nich z dekretem w ręku i udał się natychmiast na miasto, tam go ogłaszać po wszystkich rogach ulic.
Beniowski poprosił, żeby jemu też pozwolono zrobić pewien wniosek, a otrzymawszy pozwolenie naczelnika, tak zaczął:
— Po usłudze, którą los szczęśliwy wydarzył, iżbym oddał ją Państwu, można zaufać, iż całe moje życie poświęcę na użytek i dobro łaskawej tej Gubernji, która tak wspaniale i skutecznie raczyła się zatrudnić mym losem; podejmuję się zatem wprowadzenia uprawy roli w części południowej Kamczatki i założenia tam pastwisk, wystarczających na utrzymanie tyle bydła, ile go potrzeba będzie na wyżywienie tej całej prowincji. Do wykonania tego zamiaru niczego więcej nie żądam, jak tylko pozwolenia, ażebym mógł osiąść w owych stronach z kilkunastu dobranymi towarzyszami, toż iżby mi ze czterdziestu krajowych mieszkańców w pomoc przydano.
Przemowę Beniowskiego spotkano pochwalnym szmerem; poczem Niłow po krótkiej naradzie z Nowosilowym obwieścił, że propozycja została przyjęta i zostanie podana pod obrady na następnej sesji Zarządu.
— A teraz proszę do mnie na obiad!... — zwrócił się do asesorów.
Beniowski wymknął się do sieni, aby uściskać towarzyszy i powiadomić ich o urzędowem przyjęciu projektu osady rolnej.
Wywołało to wielką wśród nich radość i gwarnym, podnieconym tłumem opuścili fortecę.
Beniowski poszedł do gubernatora, aby siąść przy biesiadnym stole z obywatelami miasta, już jako równy z równymi. Obok niego posadzono strojną w perły, w drogie zausznice i odzianą w najpiękniejsze szaty Nastazję. Wszyscy już dobrze wiedzieli o narzeczeństwie, ale czekali cierpliwie, aż to ogłosi publicznie sam naczelnik kraju. Ten nie śpieszył się, jadł, pił, gości jeść i pić zmuszał, dopiero dobrze sobie podchmieliwszy, poczuł godne rzeczy wzruszenie i podniósł się, aby przemówić:
— I powiedziane jest: — rzekł Niłow — wyjął Pan żebro z boku Adamowego i uczynił zeń niewiastę... Ogłaszam cnym gościom, jako tych dwoje ma się za łaską Boga i mojem pozwoleniem niedługo pobrać...
Tu kiwnął głową w stronę córki i Beniowskiego.
— Nie wcześniej to jednak nastąpi, aż nadejdzie od gubernatora irkuckiego nominacja pana młodego na oberpolicmajstra Kamczatki, na który to urząd przedstawiłem go...
Radość gości nie miała granic, wszyscy na wyścigi szli z kieliszkami trącić się najpierw z rodzicami, a później z narzeczonymi. Nastazja, cała w ogniach, dziękowała na wszystkie strony, ściskając tajemnie pod stołem rękę ukochanego.
Lecz ten był smutny i skąpy w uśmiechach. Nawet gdy na wniosek kupca Rybnikowa miejscowi obywatele uchwalili zebrać składkę na wiano dla młodych i posypały się niezwłocznie dość duże sumy na ręce kupca Biełycha, obranego prezesem komisji składkowej, troska nie znikła z pięknej twarzy wygnańca.
— Co ci jest, synu, gdyż sądzę, że tak pozwolisz mi ciebie od dziś nazywać!? — zwróciła się do niego pocichu pani Niłowowa.
— Mamo, on taki smutny, jakby to był pogrzeb!... — szepnęła Nastazja, opierając się na ramieniu narzeczonego.
— Myślę, droga Marto Karłowno, o towarzyszach, z którymi przeżyłem tyle czasu, zaznałem tyle biedy, przebyłem tyle drogi w trudach i niebezpieczeństwach, a którzy pozostają wciąż w niedoli, z jakiej los szczęśliwy mię tylko co, dzięki wam, wywiódł...
— To się da zmienić, to się zmieni! Skoro będziesz naczelnikiem policji, będziesz przez to najbliższym ich opiekunem. Zresztą cóż robić!... Musisz się przyzwyczaić, żeś przestał być już ich towarzyszem. Mam nadzieję, że zamieszkasz u nas, gdzie kazałam już pokoje wyporządzić! Ufam, że nie odmówisz temu żądaniu, a tem samem łatwiej ci przyjdzie w interesach publicznych pomagać Iwanowi Piotrowiczowi...
Kłaniał się Beniowski, dziękował, pulchne ręce pani naczelnikowej całował, niecierpliwą Nastazję upewniał, że niczego tak nie pragnie, jak być wciąż blisko niej, ale...
— Niech panie zrozumieją, że byłoby zbyt już bolesną, zbyt nieludzką z mej strony rzeczą, gdybym tych przyjaciół wiernych i oddanych mi, tak natychmiast po otrzymanem szczęściu porzucił... Mam tam w dodatku uczni, szkołę, którą obowiązałem się prowadzić... Potrzeba czasu, aby to wszystko urządzić, aby nauczyciele włożyli się w swe obowiązki!... Jesteśmy młodzi, życie nas czeka jeszcze długie, Nastazjo, nieprawda? Nie należy być skąpym, nieużytym i bezwzględnym w chwili szczęścia dla pokrzywdzonych przez los, nieprawda!?... — dowodził szeroko i wymownie.
Nastazja miała w oczach łzy rozrzewnienia, ale pani Niłowowa wzruszyła niecierpliwie ramionami.
— Rób, jak chcesz!... Chociaż nie przekonałeś mię. Nie rozumiałam cię nigdy i teraz nie rozumiem... Wiem tylko, że wszystko w twem ręku na lepsze się obraca!
— Niech mi pani wierzy, iż to dlatego, że istotnie szczerze pragnę, aby wszystkim było jak najlepiej!... — odparł z wesołym naciskiem.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wacław Sieroszewski.