Ballada do księżyca

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alfred de Musset
Tytuł Poezye
Data wydania 1890
Wydawnictwo Księgarnia Teodora Paprockiego S-ki,
"Biblioteka Romansów i Powieści"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bolesław Londyński
Tytuł orygin. Ballade à la Lune
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
BALLADA DO KSIĘŻYCA[1].


To księżyc z poza obłoku
Dzwonnicę złoci o zmroku,
I lśni,
Jako ta kropka nad i.

Księżycu, jakież złe duchy
Kierują w cieniu twe ruchy,
Że masz
Tak blady profil i twarz?

Czyś okiem nieba, księżycu?
Któryż łotr-Cherub na licu
Twém chce
Nas lornetować przez mgłę?

A może glob twój się błąka,
Jak tłusty tułów pająka,
Jak krąg,
Nóg pozbawiony i rąk?

Powiedz, nie jesteś ty czasem
Owym żelaznym kompasem
Dla dusz,
Co w piekle smażą się już?


Czy téż dziś sobie rachują
Ci, co po czole twém snują
Dni ślad,
Ile ich wieczność ma lat?

Może to robak cię toczy,
Gdy się twa tarcza tak mroczy
I gdy
Wąziutki cofasz się w mgły?

Któż wczoraj wykłuł ci oko,
Gdyś w noc wypłynął głęboką?
Czy krzew
Wysadził kolec wśród drzew?

Byłeś tak blady okrutnie,
Z za szyb widziałem, jak smutnie
Mkniesz w dal.
Doprawdy, aż mi cię żal!

Płyń konający, płyń daléj,
Już ciałko Feby w mórz fali,
Już ztąd
Znikły i włoski jéj blond.

Tyś niczém inném jak twarzą,
Rychło się ślady twe zmażą
I w mrok
Już cię nie ujrzy nasz wzrok.

Zwróć nam łowczynię wspaniałą,
Z łonem dziewiczém, tę białą,
Co w świt
Goni jelenia. Ah cyt!...


Tam, pod zielone jawory,
Cwałuje Dyana, wśród sfory,
Jéj chart
Każdy olbrzyma jest wart.

A kozieł prawie bez ducha,
Wsparł się o gałęź i słucha,
I drży, —
Ona się zbliża, tuż psy.

Za smacznym kąskiem, jak strzały,
W pola go, w łąki pognały,
Het, het!
Uczta rozpocznie się wnet!

Ach! Z wód spłoszyło twe lice
Febę, Apolla siostrzycę,
I rad,
Zefirek suszy jéj ślad.

Tę Febę, co nocą zmierza
Do ust młodego pasterza,
I z psot,
Jak ptaszę, muska je w lot.

Księżycu, w naszej pamięci,
Iluż kochanków się kręci!
Ach, to
Wypięknia ciebie za mgłą.

I wieczna młodość cię sławi,
Kto przejdzie, ten błogosławi,
Czyś sierp,
Czy świecisz w pełni, bez szczerb.


Kocha cię pastuch ten stary,
Co gdy szczekają ogary
Wśród błoń,
W twą jasną patrzy się toń.

Kocha cię w morza odmęcie
I sternik, co na okręcie
Mknie w dal,
Widząc czerwony błysk fal.

Tobą dzieweczka się cieszy,
Gdy przez leszczynę tak śpieszy
Jak cień,
Nucąc piosneczkę, by w dzień.

Ocean pieni się, wzdyma,
I niby niedźwiedź się zżyma
Gdy w mrok
Zatapia w fali swój wzrok.

A chociaż pruszy śnieg może,
Czy téż wieczorem na dworze
Wiatr dmie,
Czemuż ja siedzieć tu chcę?

Chcę księżyc widzieć o zmroku,
Gdy nad dzwonnicą w obłoku
Tak lśni,
Jako ta kropka nad i.

............
R. 1829.






Przypisy

  1. Wiersz ten jest żarcikiem poetycznym, parodyą, która jednak inaczéj pojęta przez współczesną krytykę, zmusiła Musseta do usprawiedliwienia się w innym wierszu p. t. Myśli Rafaela.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alfred de Musset i tłumacza: Bolesław Londyński.