[5] BAŚŃ —≡ O ≡— ZIEMNYCH LUDKACH NAPISAŁ WIERSZEM JULJAN EJSMOND Wydawnictwo M. ARCTA w Warszawie
[6]
WYDANIE DRUGIE.
[7]
W głębi ziemi wśród korzeni
Żyją sobie ziemne ludki...
Ród to miły i wesoły
I potężny, choć malutki.
Podczas zimy, gdy na świecie
Srogie mrozy i wichury,
Ziemne ludki zamieszkują
Kretowiska, mysie dziury...
Ale skoro złote słonko
Promieniściej znów zaświeci,
Matka-Ziemia budzi ze snu
Ukochane swoje dzieci. [8]
„Wstawać, śpiochy! wstawać zaraz!
„A toście się rozespali!
„Czyż nie wiecie że tam w górze
„Już się słonko cudnie pali?
„Niezadługo ptasząt piosnka
„Dźwięczyć będzie het w błękicie!
„A wy śpicie, małe śpiochy,
„A wy jeszcze smacznie śpicie!...”
[11]
Zrywają się ze snu malcy,
A radość im z ocząt tryska.
„Hej, Wiosenka już się zbliża!
Czas wychodzić z kretowiska!”
Ale wstyd w tych ziemnych szatkach
Dostać się na światło dzienne...
Ziemne ludki szyją sobie
Suknie różnych barw — wiosenne.
Te czerwienią się, jak maki,
Tamte — modre, jak bławatki...
Ziemne ludki, gwarząc raźno,
Kolorowe szyją szatki. [12]
Podczas pracy rozmawiają,
Co się tam na świecie dzieje,
Jak to ślicznie pachnąć będą
Kwietne łąki, leśne knieje!
Ile uciech, ile szczęścia
Czeka je na każdym kroku,
Ile zabaw, ile śmiechu
Od jutrzenki aż do zmroku!
[15]
Matka-Ziemia upomina:
„Pamiętajcie, drogie dziatki!
Gdy będziecie stąd wychodzić,
Weźcie wszystkie swe manatki.
Jeśli bowiem zapomnicie
Fijołków, sasanek, bazi,
Nie weźmiecie skocznych żuczków,
Dobra Wiosna się obrazi...
Dobrej Wiośnie będzie przykro...
Dobra Wiosna się zasmuci...
„A, niegrzeczny ludek!”, powie
I już nigdy nie powróci. [16]
Na Wiosenki powitanie
Świat wystrójcie uroczyście...
Z gęstwin lasu pozmiatajcie
Zeszłoroczne, zwiędłe liście...
Świeżą farbą wymalujcie
Rzek powierzchnie na błękitno
I wymyjcie buzie kwiatkom,
Co na wonnych łąkach kwitną”.
[19]
Malcy biorą się do pracy,
Pełni szczęścia i wesela...
Jeden szczotką i grzebykiem
Czesze złote włoski trzmiela.
Drugi skrzydła chrabąszczowi
Myje gąbką, co ma siły,
Pieszczotliwie doń przemawia:
„Chrabąszczyku ty mój miły”.
Trzeci zasiadł do malarstwa:
Chwyta żuczki, chrząszcze, larwy
I odnawia na ich szatkach
Świeżą farbą zblakłe barwy. [20]
Inni uczą polne ptaszki,
Jak się trzeba modlić rano,
Kiedy na błękitnem niebie
Purpurowe zorze wstaną.
Jeszcze inni sieją rosę,
Lśniącą się w słonecznym blasku...
(Jest ich tylu, że niesposób
Wszystkich zmieścić na obrazku).
[22]
Aż pewnego dnia uderzy
Pod niebiosa wieść radosna:
„Wiosna, Wiosna już nadchodzi,
„Cudna Wiosna, dobra Wiosna!”
Wtenczas wszystkie ziemne ludki
Pójdą Wiośnie wręczyć dary.
Pożegnają Ziemię-Matkę
I podziemia półmrok szary.
Każdy z nich poniesie Wiośnie
Jakąś małą niespodziankę:
Ten motylka, tamten żuczka,
Inny — maczek lub sasankę. [23]
Ponad niemi na lazurze
Słońca blaski się rozzłocą.
Ponad niemi ptactwa chmury
Cudne pieśni zaświegocą.
Wracać będą boćki białe
Do swych starych gniazd nad strzechą,
Wracać będą jaskółeczki
Do ojczystych stron z uciechą.
Idą, idą długą wstęgą
Tam, gdzie jasne słońce świeci.
A Wiosenka się raduje
I całuje dobre dzieci.
[27] „Skarby moje, dzieci moje!
„Za to, żeście takie grzeczne,
„Dam wam dużo, dużo szczęścia,
„Dam wam cudne dni słoneczne...
„I zapachnie bez w ogrodach,
„I zadzwonią leśne dzwonki,
„Nad polami, nad niwami
„Wzniosą rzewną pieśń skowronki.”
Ziemne ludki oglądają
Każdy nowy cud w zachwycie.
Ach, jak pięknie, ach, jak cudnie
Lśni słoneczko na błękicie...
Ach, jak pięknie, ach, jak cudnie
Płyną ptaków słodkie trele!
Ach, jak pięknie, czarodziejsko
Polnych świerszczów brzmią kapele. [28]
Ileż w lesie czeka uciech,
Ileż zabaw, gier, igraszek!
Jakżeż nęci każdy kwiatek,
Każdy motyl, każdy ptaszek!
Przecudowna woń konwalji
Płynie, płynie przez gęstwiny...
Ziemne ludki trzęsą owoc
Czarnych jagód i jeżyny.
Potem w cieniu dużych grzybów
Strawą się soczystą raczą,
A podjadłszy sobie nieco,
Znowu śmieją się i skaczą. [29]
Nagle... Ślimak wylazł z trawy...
Krzykną ludki: „Pokaż rogi!
„Ślimak, ślimak, pokaż rogi,
„Dam ci grosik na pierogi!”...
A gdy ten, na grosik chciwy,
Wysunął główkę rogatą,
Drażniąc się z nim, małe ludki
Ociągały się z zapłatą.
[32]
A nad wodą co za rozkosz!
Pośród modrych niezabudek
Na listeczkach wodnych lilij
Pływa sobie mały ludek.
Albo, jak na samolocie,
Na błękitnej ważce siada...
Albo słucha, jak pan Pływak
Wodne baśnie opowiada.
Pływak ślicznie umie prawić
O podwodnych krain cudach,
O pałacach kryształowych
I o smokach-wielkoludach. [33]
A gdy mówi o swym stawie,
O tym blasku, o tej wiośnie,
O tych chmurkach, o tem słońcu,
To aż w piersiach serce rośnie.
„Gdy będziecie znów pod ziemią,”
Szepczą Niezapominajki,
„Pamiętajcie, miłe dzieci,
O tym cudnym kraju z bajki.”
[36]
Najweselej ziemne ludki
Czują się wśród kwiecia łąki:
Polnych świerszczów brzmią orkiestry,
Wtórują im pszczoły, bąki.
Wszystko pląsa, wszystko tańczy,
Kąkol z lilją, mak z ostróżką,
A wesoły ziemny ludek
Z bożą krówką, z ważką, z muszką.
Brzmi muzyka, dźwięczą śmiechy,
A słoneczko wodzi tany:
„Panie — kołkokółko.” Kwiatki skrzą się,
Jak pas tęczy malowany. [37]
„Dzieci w lewo, żuczki w prawo,
I powrót do swojej damy...
No, a teraz walc błękitny:
Kawalerów dobieramy! ”
A że świerszczów poprosiły
Boże krówki do walczyka,
Więc przerwano skoczne tany,
Bo przestała grać muzyka.
[40]
Pośród zabaw i uciechy,
Wśród zachwytów i uniesień,
Ani się spostrzegły dzieci,
Jak nadeszła zimna jesień.
Zatęskniły jaskółeczki
Za gorących krajów żarem...
Zatęskniły białe boćki
Za pachnących łąk bezmiarem.
Przyszła słotna, zimna jesień,
Ścięła mrozem liście, kwiatki,
I odeszły ziemne ludki
Do swych jamek, do swej matki. [41]
Ułożyła do snu malców,
Nucąc ciche kołysanki
O tej wiośnie, co znów przyjdzie,
Siejąc fiołki i sasanki.
I śniło się ziemnym ludkom,
Że w gęstwinie słowik śpiewa,
A to wył lodowy wicher,
Obdzierając z liści drzewa.
 |