Błędny okręt

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Tytuł Błędny okręt
Pochodzenie Poezye IV, cykl Wiersze różne
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wydania 1900
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały tom IV
Pobierz jako: Pobierz Cały tom IV jako ePub Pobierz Cały tom IV jako PDF Pobierz Cały tom IV jako MOBI
Indeks stron
Błędny okręt.
Władysławowi Sterlingowi
w podziękowaniu za wiersz ofiarowany.

Błądzić, błądzić i błądzić... Gdziekolwiek uderzy,
Od wszelkich go zawieja odtrąci wybrzeży,
Bez załogi, bez steru błądzi okręt ten...
Wyj wichrze! Gromy, rwijcie nieba strop na sztuki,
Hucz burzo, szalej morze, grzmij i rycz, dopóki
Okrętu paszcze morskich nie pochłoną den...

Po co? Po co mu płynąć? Po co błądzić dalej?
Lecz okręt wielki, dumny! Niech się niebo pali,
Kiedy się będzie grążył w przepaściste dno!
Wyj wichrze! Gromy! Rwijcie niebiosy na druzgi,
Gwiazdy niech gaszą morza spienionego bluzgi,
Niech morze od piorunów dymi się, jak krwią!

Po co! Po co mu płynąć? Po co błądzić dłużej?
Otchłań mu tylko będzie przystanią podróży —

Przeklęty dziki okręt — — sam Szatan go klął!
Wyj wichrze! Niechaj runie już w czarne odmęty,
Niech przepada i ginie bez śladu, przeklęty!
Wyj wichrze! Róg sam Szatan w usta swoje wziął!

Okręt, okręt to dziwny... Mówią, że w słonecznej
Zakochał się gdzieś wyspie i, wędrowiec wieczny,
Szuka jej na bezbrzeżu, na bezbrzeżu wód...
Kędykolwiek się zbliży, gdy zdala się śmieje
Brzeg złoty: zblizka piaski i stracone knieje
Dostrzega, nagie głazy, pustynie i lód...

To wszystko są złudzenia, to wszystko miraże...
Błądź, błądź okręcie! Wędruj po wodnym obszarze,
Niech żagle twoje wicher targa, rwie na szmat — —
Wędruj! Wszak nieskończona jest przed tobą woda...
Wędruj! Malstrom ci mocy i ochoty doda,
Wściekły wir cię popędzi... Wędruj, wędruj w świat!

Wędruj! Sam Szatan klął cię! Płyń! Płyń!... Lecz na Boga!
Nie każdemu z okrętów tam, gdzie tobie, droga —
Widzisz ten wał pod niebo, ten w dno morskie dół?
Wędruj! Giń na pustkowiach! Lecz sam, dumny, śmiały!
Wyj wichrze! Oto żagle grzmotem odegrzmiały!
Wędruj! Giń! Szatan klął cię, lecz Bóg maszty kuł!

Owa słoneczna wyspa, owa łąka kwiecia,
Raz czasem spotykana na całe stulecia
Przez wędrowne okręty, przez żaglowce burz:
Ona... ach! ona niknie w bezdrożu, w bezmiarze,
A wszystko to są złudy, widma i miraże,
A wszystko to są złudy, gry zwodnicze mórz...

Odpłyń, odpłyń! Bo lepiej ci zaiste w pełni
Rozpiętych żaglów zginąć, gdy się głąb rozwełni,
Wpośród ryku orkanów, mknąc przez błysków szlak,
Niż się błąkać po brzegu nędznych łodzi drogą,
Gdzie nawet dojrzeć szczytu twych masztów nie mogą,
Gdzie na nich, zamiast orłów, siada drobny ptak.

Odpłyń! Odpłyń! Niech wichry cię niosą szalone
W elementarnych potęg niebosiężną stronę,
Płyń! Niech zdala zabłyśnie świetna żaglów biel —
Płyń... Nie jesteś z tych statków, co wpływają z chwałą
Do portu, opłynąwszy wkoło ziemię całą — —
Błądzić, szukać i zginąć bez śladu: twój cel...







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Przerwa-Tetmajer.