Antologia współczesnych poetów ukraińskich/Ołeksander Kozłowskyj

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ołeksander Kozłowskyj
Tytuł Ołeksander Kozłowskyj
Pochodzenie Antologia współczesnych poetów ukraińskich
Data wydania 1913
Druk Księgarnia Wilhelma Zukerkandla
Miejsce wyd. Lwów — Złoczów
Tłumacz Sydir Twerdochlib
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
OŁEKSANDER
KOZŁOWSKYJ

Ur. 1876 r. † 1898 r. w Galicyi.

POEZYE:

MIRTY I KIPARYSY
(wyd. pośmiertne).

W ZWIERCIEDLE.

Gorączka w oczach. — wciąż więdnący,
O twarzy, w której niema krwi,
Dwudziestoletni trup żyjący:
To ja mam być? Zwierciadło drwi…
Potworze!… Tak upadłeś nizko!
Gdzie, bratku, złote sny młodości?
Kto ideałów splwał ognisko?
Gdzie serce czyste? gdzie zdolności?
Wszak tyś wybrańcem był natury —
Tyś dzisiaj straszny, smutny waryant
Samego siebie… cień ponury!…


Cóż to za skrucha? co za płacze?
Woskowem czołem bijesz ściany
I obiecujesz żyć inaczej?!
Ach, nie dziw!… Tyś — na śmierć skazany!
A jednak żal mi ciebie szczerze,
Nieletni starcze z drżącą ręką!

Te szczapy widzę — litość bierze! —
I ten twój lęk przed śmierci męką.
Nieodwołalnie legniesz w grobie
Bez żadnej łzy i bez westchnienia:
Wszak nie zostawiasz nic po sobie —
Ni źdźbła, ni śladu, ani cienia…
Dziesiątki dwa twych lat — cóż warte?
Nie zapisałeś w nich nazwiska
Na wiecznej chwały białą kartę…
Tak samo giną chore psiska!
Więc giń! Już bije twa godzina,
Wydzwania ją grabarza stal —
Tyś potwór! bydlę! wstrętna glina!
A jednak żal mi ciebie, żal!


WOJENNY SONET
POD WRAŻENIEM A. GROTTGERA: LUDZIE CZY
SZAKALE?

Zagrały trąby, zaryczały działa,
Śmierć rozpoczęła swoje krwawe żniwa.
Człek w człeka godzi, krwią ocieka niwa,
A tam wieś w dali płonie, niebo pała.

Zmrok. Ciemno. Cicho. Krwi kałuża cała.
Sztywnieją trupy. Mgła je kryje siwa.
W pomrokach widny słaby blask łuczywa:
To Chciwość węszy… Zdobycz dziś niemała.


Nad polem bitwy leci anioł ciszy
I nadsłuchuje, patrząc w martwe twarze;
Opuszcza skrzydła, skoro jęk zasłyszy…

Tu powiekami wzrok osłania trupi,
A tam pociesza… We krwi śpią husarze,
I anioł, płacząc, jęknął: Głupi! Głupi!


POD DOBRĄ DATĄ.

Ach bodajże go, kanalię
Bakcha razem z jego winem!
Gdyby nie te bakchanalie,
Nie chodziłbym z okiem sinem.

Wczoraj: jedna, druga szklanka —
Szynk — bengalski wzlot idei —
Astronomia — druh — kochanka —
Noc — Kopernik — Galilei.


KOZAK.

Na kobyle suchotniczej
Jedzie, jedzie… Chwil nie wiele…
Kosą brząka… Jedzie… liczy…
Bądźcie zdrowi, przyjaciele!
Precz z rozpaczą! skrzypki daj!
Graj kozaka, siostro, graj!


Seraf każdy z nut uczony,
Więc nie umie grać kozaka;
Wciąż rzempoli »elejzony« —
Zwaryowanie!… Dam drapaka,
Tak mi ten obrzydnie raj!
Graj kozaka, siostro, graj!


CZARNA MYŚL.

Ziemia czarna, niebo czarne,
Zieleń czarna, cały świat…
Śmierć ukoi troski marne —
Śmierci! czekam ciebie rad.

Kędy Leta cicho płynie,
Gdzie Acheron zmarłym gra,
W zapomnieniu wszystko minie,
Oczom obca będzie łza.

Nad brzegami Flegetonu
W chore piersi wezmę tchu, —
Sam, bez »salve« i bez dzwonu,
Chyłkiem wstąpię w bramę snu.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ołeksander Kozłowskyj i tłumacza: Sydir Twerdochlib.