Skrzydłami szemrzą, szeleszczą
W szumiącym deszczu.
Zwichrzonemi obłokami
Gnają nad roztopami.
Przeglądają się w stojących kałużach,
Gdy je marszczy marcowa burza.
Biją się wichrami na strzępy,
Śniegiem sypią — i śnieg jest święty.
Odrywają się od ciągnącej chmury,
Opadają, opadają zukosa,
Dzień mży chmurny, szumiący, bury,
Przesłaniają skrzydliskami niebiosa.
Na gałęziach czarnych piórka muskają, rozkładają.
Noc się wiesza na gałęziach wczesna, blada —
Podlatują raz jeszcze ociężale,
Podrywają się ospale,
Zasypiają
I — z twarzą odwróconą ku nieruchomemu księżycowi — czekają.