Adam Mickiewicz: In Memoriam

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor George Aloysius O’Byrne
Tytuł Adam Mickiewicz: In Memoriam
Pochodzenie Z pogrzebu Mickiewicza na Wawelu 4go Lipca 1890 roku
Wydawca Przegląd Polski. Rok XXV. Kwartał I
Data wydania 1890
Druk Drukarnia „Czasu”
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Jan Stanisław Amor Tarnowski
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
IV.
Głos angielskiego poety.

Na zakończenie tego pobieżnego przeglądu, niechaj nam wolno będzie przytoczyć jeszcze wiersz, czcią dla Mickiewicza natchniony. Czytelnicy nasi widzieli, że mówiono o nim wszędzie z powagą i poszanowaniem; że imię jego wywoływało wspomnienia świetnych czasów, nutę rycerskiej piosenki, obok dźwięku głębokiej jego pieśni; że w prozie mówiących o nim cudzoziemców przebijały czasem jakby rytmy lirycznego zapału. Nie od rzeczy więc będzie pokazać, jak się ten zapał w poemat ucieleśnił i przywieść tu w całości piękne strofy, nadesłane redakcyi Przeglądu w rękopisie przez pana Jerzego O’Byrne. O uznaniu, jakie w całej Wielkiej Brytanii znajduje jego talent, świadczyły nieraz angielskie dzienniki; o szlachetnym, pełnym zapału jego nastroju, niechaj poemat sam świadczy:

ADAM MICKIEWICZ:
In Memoriam.

And he called for his lute and his lyre

(He needed no senitor scroll)

For his cheek was aglow with the fire

That surged in the depths of his soul!


And he cried — „Poland on to the Fight!

On — on — with twe sword of the Free!

For the Future of Poland is bright,

And Heaven and truth are with thee!“



∗             ∗

And he called for his lute and his lyre;

And bis strong heart was bursting almost,

For her flag had been trailed in the mire

And the battle was fought, — and was lost!


And they said that his soul was too white:

And they said that his lyre was astray;

And they said that his hopes were too bright,

For a home in their city of clay.


And they bade hirn depart from their skies,

And he bent his disconsolate track

Where Liberty flashes and dies,

And only his spirit looked back.



∗             ∗

And he called for his lute and his lyre,

(This time in a far foreign land) —

But fainter the accents of fire,

And bis song they could not understand.


Did his soul scan the „Vision of Peace?“

Did the scene ocr his sim senses fall

Where prelates should weep his decease,

And princes should bear up his pall?


Did that fading glance gather the bloom

And the weary lute echo the hymn

Of the glory that mantled the tomb —

the splendour no pencil may 'limn?


Ten thousand the banners they bore;

Ten thousand the wreaths they bestowed;

And ten times ten thousand looked o'er

The march to the silent abode.


There shone beauty, and balour, and truth

Of the East, and the South, and the West,

But methinks the sweet strains of the youth

Was the homage the bard would love best!


As they sang in the golden sun's blaze

The chant he had thaught to the brave;

And where, after many dark days,

His music did hallow his grave!


George O'Byrne.

Nottingham. England. July 4. 1890.


Zawołał, by podano mu lutnię —

zwojów mu pisanych nie trzeba —

lica pałały mu ogniem, który

w głębi duszy mu powstał....


I krzyknął: Wstań Polsko do boju,

z mieczem wolnych w dłoni,

gdyż jasną jest twa przyszłość,

a niebo i prawda za tobą.



∗             ∗

Zawołał, by podano mu lutnię,

a harde serce ledwo nie pękło,

bo sztandar polski włóczyli w błocie

i bój stoczony nieszczęsnym był bojem.


Rzekli, że dusza jego zbyt biała,

że lutnia jego w błąd wiodła;

rzekli, że nadzieje jego zbyt śmiałe,

by mógł wśród lepianek pozostać.


Kazano mu rzucić ojczyste strony;

w rozpaczy zawrócił swe kroki,

kędy wolność błyska i zamiera,

a tylko duch jego spoglądał za siebie.



∗             ∗

Zawołał, by podano mu lutnię —

w dalekiej teraz i obcej krainie —

lecz ciszej już brzmiała pieśń jego natchniona,

a śpiewu jego nie pojęto dokoła.


Czy wtedy w pogodnem widzeniu

danem było jego duszy to oglądać,

czy przeczuwał on może

w mrocznej chwili zgonu,

jak będą kapłani opłakiwać jego stratę,

a książęta całun jego poniosą?


Czy wzrok jego gasnący objął całą tę świetność,

Czy lutnia jego strudzona zadzwoniła choć słabo w hymn

Tej chwały, która otula grób jego

I której ludzkie nie opowiedzą głosy?


Dziesięć tysięcy chorągwi niesiono za nim,

Dziesięć tysięcy wieńców złożono mu na grobie,

Dziesięć razy dziesięć tysięcy patrzało,

Gdy pochód snuł się do cichego przybytku.


Świeci tam piękność, waleczność i prawda,

Przybyła ze Wschodu, Zachodu, Południa —

Ale najmilszym, zda się, było mu hołdem,

Kiedy w złotym blasku słońca śpiewała młodzież

Tę pieśń, której on uczył walecznych

I która po wielu dniach boleści

Zabrzmiała nad jego grobem.

Jerzy O'Byrne.

Nottingham. Anglia. 4 lipca 1890 r.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: George Aloysius O’Byrne i tłumacza: Jan Stanisław Amor Tarnowski.