Żywot Jezusa/Rozdział XX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XX.
Opozycya przeciw Jezusowi.

W pierwszym okresie działalności Jezus, jak się zdaje, nie spotkał się z opozycyą poważną. Dzięki dużej swobodzie, jaka była w Galilei, wreszcie dzięki znacznej liczbie nauczycieli, którzy się wszędzie pojawiali, mowy jego zwróciły uwagę zaledwie szczupłego grona ludzi. Ale skoro podążył świetnym szlakiem cudów i spotkał się z publicznem uznaniem, rozpoczęły się głosy burzy przeciw niemu. Kilkakrotnie musiał uciekać i ukrywać się[1]. Antypas nigdy mu nie zagrażał, choć Jezus nieraz wyrażał się o nim bardzo surowo[2]. Ze stałej rezydencyi tetrarchy, z Tyberyady, było zaledwie dwie godziny drogi do miejscowości, którą Jezus obrał sobie za punkt środkowy swej działalności; tetrarcha słyszał z opowiadań o jego cudach, które brał niezawodnie za zręczne kuglarstwo; pragnął je nawet oglądać[3]. Ludzie niewierzący owych czasów byli wogóle bardzo ciekawi podobnych cudownych sztuczek[4]. Ale Jezus, kierowany zwykłem swojem poczuciem taktu, odmówił. Strzegł się zabłąkania w świat nie religijny, który byłby go traktował ze stanowiska rozrywki; Jezus starał się tylko pozyskać sobie lud; zachował dla prostaczków środki, które były dobre tylko dla nich.

Razu pewnego rozeszła się wieść, że Jezus jest zmartwychwstałym Janem Chrzcicielem. Zaniepokoiło to Antypasa[5]; starał się usunąć go za pomocą podstępu ze swych ziem. Faryzeusze, zachowując pozory przychylności względem Jezusa, przyszli mu powiedzieć, że Antypas chce go zabić. Ale Jezus pomimo wielkiej swej prostoty poznał się na tem i nie wywędrował[6]. Jego pokojowa działalność, wstrzymywanie się od wszelkiej agitacyi między ludem, uspokoiły tetrarchę i zażegnały niebezpieczeństwo.

Dużo jeszcze brakowało do tego, aby nowa nauka doczekała się dobrego przyjęcia w całej Galilei. Nietylko niedowiarczy Nazaret opierał się w dalszym ciągu temu, który miał go rozsławić; nietylko bracia nie chcieli w niego uwierzyć[7]; ale nawet z pomiędzy owych miasteczek, okalających jezioro, które na ogół tak mu były przychylne, nie wszystkie się jeszcze nawróciły. Jezus narzeka często na niedowiarstwo i zatwardziałość serc; a chociaż w tych narzekaniach musiało być dużo przesady i nieco naśladownictwa Chrzciciela[8], zgodzić się jednak trzeba, że owa kraina daleką jeszcze była od tego, aby się zamieniła w całości na królestwo boże. »Biada tobie, Chorazin! Biada tobie Betsaido!«, wołał Jezus. »Bo gdyby się w Tyrze i Sydonie cuda stały, które się stały w was, dawnoby były w włosiennicy i w popiele pokutę czyniły. Wszakże powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądny, niż wam. A ty Kafarnaum? Iżali się aż do nieba wyniesiesz? aż do piekła zstąpisz; bo gdyby się w Sodomie cuda stały, które się stały w tobie, snadźby były zostały aż do dnia tego. Wszakże powiadam wam, iż znośniej będzie ziemi Sodomitów w dzień sądny, niż tobie«[9]. — »Królowa z południa«, dodawał, »powstanie na sądzie z tym narodem i potępi go, iż przyjechała z krajów ziemie słuchać mądrości Salomonowej; a oto tu więcej niż Salomon. Mężowie Niniwitowie powstaną na sądzie z tym narodem i potępią je, iż pokutę czynili na kazanie Jonasowe; a oto tu więcej niźli Jonas«[10]. Jego wędrowny sposób życia, mający z początku tyle uroku, począł mu teraz ciężyć. Mawiał więc: »Liszki mają jamy i ptacy niebiescy gniazda; a Syn człowieczy niema, gdzieby głowę skłonił«[11]. Coraz więcej goryczy i gniewu odzywało się w nim. Oskarżał niewierzących, że się nie dawali przekonać, mówił, że gdy syn człowieczy powróci w chwale niebieskiej, jeszcze i wtedy znajdą się ludzie, którzy będą wątpili[12].

Jezus nie mógł w istocie patrzeć na opozycyę z chłodnym spokojem filozofa, który, wiedząc doskonale, skąd pochodzi różnica zdań, uważa za rzecz całkiem naturalną, że nie każdy podziela jego przekonania. Najgłówniejszą przywarą rasy żydowskiej jest we wszelkich sporach szorstkość i obraźliwy ton, który prawie zawsze uczuć się daje. Żaden kraj nie był tak przepełniony niesnaskami, jak żydowski. Kto ma zmysł do pojmowania odcieni, ten jest uprzejmy i umiarkowany. Brak właśnie tego zmysłu jest najbardziej znamiennym rysem ducha semickiego. Wykwintne ukształcenie, bijące np. z dyalogów Platona, było śród tych ludów czemś zupełnie nieznanem. Jezus, który prawie całkiem był wolny od różnych przywar swej rasy i który się przedewszystkiem odznaczał niezmierną łagodnością, w uniesieniu posługiwał się mimowolnie stylem zwykłym w polemice owej rasy[13]. Jak Jan Chrzciciel[14] używał względem swych przeciwników wyrażeń bardzo surowych. Nieskończenie łagodny dla prostaczków, burzył się na niewiarę choćby najmniej zaczepną[15]. Nie był to już ów łagodny mistrz, wygłaszający »kazanie na górze«, który jeszcze się nie był zetknął z oporem i różnemi trudnościami. Namiętność, będąca podstawą jego charakteru, posuwała go do miotania największych obelg. Taki nastrój nie powinien nas dziwić. Wszak Lamennais, człowiek dzisiejszy, był pełen tych samych kontrastów. W pięknej jego książce »Słowa człowieka wierzącego« wyrażenia bezgranicznego gniewu i niesłychanej łagodności następują szybko po sobie jak miraże. On, który odznaczał się w życiu codziennem nadzwyczajną dobrocią, popadał wobec ludzi innego niż on zdania w gniew posunięty aż do wściekłości. Nie bez słuszności tedy Jezus stosował pewien ustęp z Izajasza do siebie[16]: »Nie będzie się wadził, ani będzie wolał, i nikt nie usłyszy po ulicach głosu jego; trzciny zgniecionej nie złamie, a lnu kurzącego się nie zgasi, aż wystawi sąd ku zwycięztwu«[17]. A jednak niektóre jego przepisy, udzielane uczniom, zawierały ziarna prawdziwego fanatyzmu[18], który wieki średnie miały w okrutny sposób rozwinąć. Czy należy mu z tego uczynić zarzut? Nie było rewolucyi bez pierwiastku bezwzględności. Gdyby był Luter i twórcy rewolucyi francuskiej zachowywali formy grzeczności, nie byłoby ani reformacyi, ani rewolucyi. Cieszmy się, że nie istniało żadne prawo, karzące za obrazę pewnej grupy obywateli. Faryzeusze byliby wtedy nietykalni. Wszystkie wielkie dzieła ludzkości zostały dokonane w imię zasad bezwzględnych. Filozof o umyśle krytycznym byłby niezawodnie powiedział swoim uczniom: szanujcie zdanie innych i pamiętajcie, że nikt niema do tego stopnia racyi, aby jego przeciwnik musiał koniecznie nie mieć racyi. Ale działalność Jezusa nie miała nic wspólnego z objektywnością filozofa. Myśl, że się już prawie dosięgnęło ideału i że stanęła temu na przeszkodzie tylko czyjaś zła wola, jest czemś bardzo ciężkiem dla duszy płomiennej. A czemże to musiało być dla założyciela nowego świata?

Największą przeszkodę przy szczepieniu idei Jezusowej stanowiło prawowierne żydostwo, reprezentowane przez Faryzeuszów. Jezus oddalał się coraz bardziej od starego Zakonu. Faryzeusze byli prawdziwymi Żydami, siłą i nerwem judaizmu. Chociaż główną siedzibą tej partyi była Jerozolima, mieli jednak zwolenników, którzy albo w Galilei mieszkali, albo też często tam zachodzili[19]. Byli to na ogół ludzie ograniczeni, dbający bardzo o zewnętrzność, pełni dumnej, oficyalnej, zadowolonej z siebie pobożności[20]. Posiadali maniery bardzo śmieszne nawet dla oka tych, którzy ich szanowali. Dowodzą tego karykaturalne przezwiska, jakie im lud nadawał. Był więc »Faryzeusz krzywonogi« (Nikfit), który idąc ulicą powłóczył nogami i potrącał każdy kamień; »Faryzeusz z krwawem czołem« (Kizai), który chadzał z zamkniętemi oczami, aby nie spojrzał przypadkiem na jaką kobietę, i który rozbijał czoło o mur aż do krwi; »Faryzeusz tłuczek« (Medukia), który chodził przez pół zgięty; »Faryzeusz o silnych barkach« (Szikmi), który chodził z wygiętemi w pałąk plecami, jak gdyby dźwigał całe brzemię Zakonu; »Faryzeusz Co jest do zrobienia? Ja to zrobię«, wietrzący wciąż jakiś przepis, którego się trzeba było trzymać; wreszcie »Faryzeusz farbowany«, który obracając całą swoją pobożność na zewnątrz, był poprostu pomalowany hypokryzyą[21]. Ta surowość była w istocie przeważnie tylko pozorem, pod którym kryła się zgnilizna moralna[22]. Pomimo to lud dał się oszukiwać. Bo lud, który posiada zawsze dobry instynkt, choć może się nieraz bardzo mylić co do danej osobistości, daje się często uwieść fałszywej pobożności. Co lud w takim człowieku kocha, jest dobre i warte kochania; tylko nie posiada dość bystrości, aby odróżnić pozór od istoty rzeczy.

Łatwo zrozumieć antypatyę, która natychmiast musiała powstać między Jezusem a ludźmi o podobnych charakterach. Jezus żądał tylko religii serca; tymczasem religia Faryzeuszów polegała wyłącznie na spełnianiu praktyk. Jezus zwracał się wszędzie do maluczkich i wzgardzonych; Faryzeusze widzieli w tem obrazę religii i porządnych ludzi. Faryzeusz był człowiekiem, który się nigdy nie mylił, nigdy nie popełnił grzechu, pedant, przekonany, że ma zawsze racyę, który w bóżnicy zajmował pierwsze miejsce, modlił się na ulicy, jawnie dawał jałmużnę i ciągle uważał, czy mu się kłaniano. Jezus twierdził, że każdy powinien oczekiwać sądu Boga z trwogą i pokorą. Ale ów kierunek zły, reprezentowany przez Faryzeuszów, nie panował bezkarnie. Wielu przed Jezusem, a nawet już za jego czasów — jak Jezus, syn Syracha, jeden z prawdziwych poprzedników Jezusa Nazareńskiego, Gamaliel, Antygon z Soco, a zwłaszcza łagodny i szlachetny Hillel — głosiło zasady szczytne, wzniosłe, niemal ewangieliczne. Dobry ów posiew zniszczono. Piękne maksymy Hillela, redukujące cały zakon do sprawiedliwości[23], maksymy Jezusa, syna Syracha, który za cały kult podawał czynienie dobrych uczynków[24], były zapomniane lub wyklęte[25]. Zwyciężył Szamaj i duch jego ciasnego ekskluzywizmu. Rozrosła do olbrzymich rozmiarów »tradycya« zdusiła Zakon pod pozorem, że go będzie strzegła i wykładała. Te konserwatywne środki miały niezawodnie także swoją dobrą stronę; jest to pięknie ze strony Żydów, że kochali Zakon swój aż do szaleństwa, gdyż tylko ta bezgraniczna miłość uratowała mozaizm pod Antyochem, Epifanesem i pod Herodem, przechowując go niby drożdże, na których wyrość miało chrześciaństwo. Ale te przestarzałe reguły, wzięte jako takie, były czemś całkiem dziecinnem. Synagoga, która je przechowywała, stała się tylko macierzą błędów. Panowanie jej skończyło się; żądać wszelako od niej abdykacyi dobrowolnej, to znaczyło żądać czegoś niemożliwego, czego żadna istniejąca potęga nie uczyni i uczynić nie może.

Walki Jezusa z urzędową hypokryzyą trwały w dalszym ciągu. Zwyczajną taktyką reformatorów religii, znajdującej się w takim stanie, w jakim ją przedstawiliśmy, a który możnaby nazwać tradycyjnym formalizmem, polega na przeciwstawianiu tekstu ksiąg świętych — »tradycyi«. Żarliwość religijna ma zawsze charakter nowatorski, nawet wtedy, gdy chce być nawskróś konserwatywną. Tak samo jak dziś neokatolicy oddalają się wciąż od Ewangielii, tak wówczas oddalali się od Biblii krok za krokiem Faryzeusze. Dlatego purytański reformator jest zazwyczaj głównie »biblijnym«; wychodzi bowiem od niedającego się zmienić tekstu, aby krytykować bieżącą teologię, która od pokolenia do pokolenia idzie naprzód. Tak czynili potem Karaici, tak protestanci. Jezus daleko energiczniej przyłożył siekierę do korzenia. Nieraz wprawdzie powołuje się na tekst przeciw fałszywym Masores lub przeciw tradycyom Faryzeuszów[26]. Ale na ogół mało zajmował się egzegezą; powoływał się na swoje sumienie. Jednem uderzeniem obala tekst i komentarze. Dowiódł wprawdzie Faryzeuszom, że zapomocą swych tradycyi ogromnie zmienili mozaizm; ale sam bynajmniej nie chce wrócić do Mojżesza. Cel leżał przed nim, nie za nim. Był on czemś więcej niż reformatorem przestarzałej religii; był twórcą wiecznej religii ludzkości.

Spory powstały głównie o cały szereg zewnętrznych praktyk tradycyjnych, których nie zachowywał ani Jezus, ani jego uczniowie[27]. Z tego powodu Faryzeusze robili mu wciąż wyrzuty. Ilekroć siadał u nich do stołu, gorszył ich tem, że nie zachowywał zwyczajowych ablucyi. »Dawajcie jałmużnę«, mawiał, »a wszystkie rzeczy będą wam czyste«[28]. Najbardziej raziło jego subtelną duszę zachowywanie się Faryzeuszów śród praktyk religijnych, ich pewność siebie, ich śmieszna pobożność, która była tylko pokrywką; chodziło im bowiem jedynie o zdobycie sobie znaczenia a nie o poprawę serca. Myśl swoją Jezus wyraził zapomocą przecudnej przypowieści, pełnej prawdy i piękna. »Pewnego dnia«, mówił, »dwaj ludzie poszli do świątyni na modlitwę. Jeden był Faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stojąc tak się sam u siebie modlił: »Boże dziękuję tobie, żem nie jest jako inni ludzie, drapieżni, niesprawiedliwi, cudzołożni jako i ten celnik. Poszczę dwakroć w tydzień; dawam dziesięciny ze wszystkiego, co mam«. A celnik stojąc zdaleka, nie chciał ani podnieść oczu w niebo; ale bił się w piersi swoje mówiąc: »Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu!« Powiadam wam, zstąpił ten usprawiedliwionym do domu swego, nie tamten«[29].

Skutkiem tych walk wyrodziła się do niego nienawiść, którą tylko śmierć mogła nasycić. Już Jan Chrzciciel wywołał podobną niechęć[30]. Ale chociaż arystokraci jerozolimscy, nienawidzili Jana, kazali jednak prostactwu uważać go za proroka[31]. Tym razem zawrzała walka na śmierć i życie. Powiał nowy duch przez świat, który chciał wszystko zniszczyć, co przed nim było. Jan Chrzciciel był nawskróś Żydem; Jezus prawie nie był nim wcale. Jezus apelował zawsze do subtelnych uczuć moralnych. Dysputuje tylko, gdy zwraca się przeciwko Faryzeuszom a wtedy, jak się to zwykle dzieje, zmusza ich do przybrania jego tonu[32]. Jego wspaniałe szyderstwo, jak zapalone strzały wpijały się w ciała obłudników i dewotów, słowa niezrównane, godne zaiste Syna Bożego. Tak, tylko Bóg może w ten sposób karać. Sokrates i Molier podrapali zaledwie ludziom skórę. On sięgnął płomienną bronią swoją aż do szpiku kości.

Było to jednak słuszne, że mistrz ironii tryumf swój opłacił życiem. Już w Galilei Faryzeusze chcieli go zgubić, używając podstępu, który im się potem udał w Jerozolimie. Starali się pozyskać dla swych zamiarów zwolenników nowego ładu politycznego[33]. Łatwość, z jaką Jezus mógł w Galilei ujść, następnie słabość rządu Antypasa, zawiodła ich rachuby. Ale on sam szedł naprzeciw niebezpieczeństwa. Wiedział, że w samej Galilei nie zrobi nic szczególnego. Judea pociągała go magicznie; pragnął uczynić ostatni wysiłek dla zdobycia opornego miasta, jak gdyby chciał potwierdzić przysłowie, że prorok nie może gdzieindziej zginąć okrom w Jeruzalem[34].


Przypisy

  1. Mat. XII, 14—16; Marek III, 7; IX, 29—30.
  2. Marek VIII, 15; Łuk. XII, 32.
  3. Łuk. IX, 9; XXIII, 8.
  4. Lucius, 4 (przypisywane Lucyanowi).
  5. Mat. XIV, 1 i nast.; Marek VI, 14 i nast.; Łuk. IX, 7 i nast.
  6. Łuk. XIII, 31 i nast.
  7. Jan VII, 5.
  8. Mat. XII, 39, 45; XIII, 15; XVI, 4; Łuk. XI, 29.
  9. Mat. XI, 21—24; Łuk. X, 12—15.
  10. Mat. XII, 41—42; Łuk. XI, 31—32.
  11. Mat. VIII, 20; Łuk. IX, 58.
  12. Łuk. VIII, 8.
  13. Mat. XII, 34; XV, 14; XXIII, 33 (»Rodzaju jaszczurczy!« »Ślepi są i wodzowie ślepych«. »Wężowie«!).
  14. Mat. III, 7 (»Rodzaju jaszczurczy!«).
  15. Mat. XII, 30; Łuk. XXI, 23.
  16. XLII, 2—3.
  17. Mat. XII, 19—20.
  18. Mat. X, 14—15, 21 i nast.; 34 i nast. Łuk. XIX, 27.
  19. Marek VII, 1; Łuk. V, 17 i nast. VII, 36.
  20. Mat. VI, 2, 5, 16; IX, 11, 14; XII, 2; XXIII, 5, 15, 23; Łuk. V, 30; VI, 2, 7; XI, 39 i nast.; XVIII, 12; Jan IX, 16; Pirke Aboth I, 16; Józ. Ant. XVII, II, 4; XVIII, I, 3; Vita, 38; Talmud babil. Sota 22 b.
  21. Talmud jerozolimski Berakoth, IX (pod koniec); Sota V, 7; Talmud babiloński Sota 22 b. Dwie redakcye tego ciekawego ustępu znacznie się od siebie różnią. Szliśmy przeważnie za redakcyą babilońską, która nam się wydała naturalniejszą. Porów. Epif. Adv. haer. XVI, 1. Niektóre szczegóły u Epifanesa i w Talmudzie mogą się zresztą odnosić do epoki późniejszej, po Jezusie, kiedy nazwa »Faryzeusz« stała się jednoznaczną z »pobożnisiem«.
  22. Mat. V, 20; XV, 4; XXIII, 3, 16 i nast.; Jan VIII, 7; Józef Ant. XII, IX, 1; XIII, X, 5.
  23. Talmud babil. Szabbat, 31 a; Joma, 35 b.
  24. Eccli., XVII, 21 i nast. XXXV, 1 i nast.
  25. Talm. Jer. Sanhedryn, XI, 1; Talm. Babil. Sanhedryn 100 b.
  26. Mat. XV, 2 i nast.; Marek VII, 2 i nast.
  27. Mat. XV, 2 i nast. Marek VII, 4, 8; Łuk. V pod koniec i VI wstęp. XI, 38 i nast.
  28. Łukasz XI, 41.
  29. Łuk. VIII, 9—14; porów. tamże XIV, 7—11.
  30. Mat. III, 1 i nast. XVII, 12—13.
  31. Mat. XIV, 5; XXI, 26; Marek XI, 32; Łuk, XX, 6.
  32. Mat. XII, 3—8; XXIII, 16 i nast.
  33. Marek III, 6: »A wyszedłszy Faryzeuszowie czynili natychmiast radę z Herodyany przeciwko jemu, jakoby go stracili«.
  34. Łukasz XIII, 33. (»A wszakoż potrzeba mi dziś i jutro i pojutrze iść; bo nie może być, aby prorok indzie zginął okrom w Jeruzalem«.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.