Żywot Jezusa/Rozdział XVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XVI.
Cuda.

Za czasów Jezusa wierzono, że dwie rzeczy dowodzą nadnaturalnej misyi: spełnianie się proroctw i cuda. Jezus a zwłaszcza jego uczniowie posługiwali się takiem dowodzeniem w jak najlepszej wierze. Już od dość dawna Jezus był przekonany, że prorocy pisali, mając tylko na myśli jego. Siebie odnajdywał w ich świętych wyroczniach; uważał się za zwierciadło, w którem proroczy duch Izraela czytał przyszłość. Szkoła chrześcijańska może jeszcze za życia swego założyciela starała się dowieść, że Jezus w zupełności odpowiadał temu, co prorocy wieścili o Mesyaszu[1]. W wielu wypadkach zestawienie było czysto zewnętrzne i z trudnością możemy je dziś zrozumieć. Przeważnie chodziło o przypadkowe a mało ważne szczegóły z życia mistrza, które uczniom przypominały pewne ustępy z Psalmów lub Proroków; miejsca te stosowali do niego tendencyjnie[2]. Egzegeza w owych czasach polegała prawie wyłącznie na grze słów, na cytatach, bardzo dowolnych, bardzo sztucznych. Synagoga nie posiadała ściśle określonego spisu cytat, odnoszących się do królestwa bożego. Egzegeza mesyanizmu była dowolna, polegała więcej na dyalektyce, niż na poważnej argumentacyi.

Cuda wszelako uchodziły w owej epoce za niezawodne znamię boskości i misyi proroczej. Przepełnione są niemi legendy o Eliaszu i Elizeuszu. Mniemano, że i Mesyasz dokona wielu cudów[3]. W Samaryi, oddalonej zaledwie o kilka godzin od miejsca pobytu Jezusa, czarownik imieniem Szymon zjednał sobie cudami niemal znaczenie boskie[4]. Gdy później chciano rozsławić Apoloniusza z Tyany i dowieść, że życie jego było pielgrzymką Boga na ziemi, stworzono w tym celu całe cykle cudów[5]. Nawet filozofowie aleksandryjscy, np. Plotyn i inni, mieli czynić cuda[6]. Jezus musiał tedy wybrać jedno z dwojga: albo zrzec się swej misyi, albo też zostać cudotwórcą. Należy uwzględnić, że w całej starożytności, z wyjątkiem wielkich szkół filozoficznych Grecyi i ich rzymskich zwolenników, wierzono w cuda; że wreszcie Jezus nie tylko wiarę tę podzielał, ale najmniejszego nie miał pojęcia o jakimś ładzie w przyrodzie, opartym na prawach. Pod tym względem stał całkowicie na jednym poziomie wiedzy ze swymi rówieśnymi. Co więcej, wierzył niewzruszenie, że człowiek wskutek wiary i modlitwy może posiadać nad naturą zupełną władzę[7]. Dar czynienia cudów uważano za zupełnie naturalny, udzielony od Boga; nie dziwił on też nikogo[8].

To, na czem się opierała cała potęga wielkiego założyciela, wskutek różnicy epok ma w sobie dla nas coś odstręczającego, a jeżeli kiedykolwiek ludzkość nieco zobojętnieje dla Jezusa, to jedynie ze względu na to, co mu właśnie wtedy zjednało wyznawców. Z tego rodzaju historycznemi zjawiskami krytyka nie robi sobie kłopotu. Dla nas jest dziś wstrętny typ cudotwórcy, zwłaszcza naiwnego do ostateczności, jak to miało miejsce w Niemczech z niektórymi osobnikami o krwawych stygmatach, gdy cuda te, działane bez wiary, są owocem zwykłej szarlataneryi. Ale weźmy pod uwagę takiego Franciszka z Assyżu a rzecz przedstawi się nam w zupełnie innem świetle; liczne cuda, któremi opromieniono powstanie zakonu św. Franciszka, nietylko nas nie rażą, ale działają na nas bardzo ujmująco. Założyciele chrześciaństwa byli pogrążeni co najmniej w takiej samej poetycznej nieświadomości, jak święta Klara i »tres socii«. Uważali za rzecz całkiem prostą, że mistrz ich miewał rozmowy z Mojżeszem i Eliaszem, że wydawał rozkazy żywiołom i uzdrawiał chorych. A i tego nie należy zapominać, że każda myśl traci coś ze swej czystości, skoro dąży do realizacyi. Dusza nie osiąga zwycięztwa bez ran. Ludzka dusza jest tak ułomna, że zazwyczaj walczy o rzeczy dobre za pomocą złych środków. Dowodzenia pierwszych apologistów chrześciaństwa opierają się na nader nieszczególnych argumentach. Mojżesz, Mahomet, Kolumb, zwalczyli tylko dlatego wszystkie przeszkody, że zawsze brali pod uwagę słabość natury ludzkiej i że często bronili prawdy nieprawdą. Na otoczenie Jezusa działały niezawodnie jego cuda silniej, niż jego podniosłe mowy. Przypuśćmy w dodatku, że głos ludu przed śmiercią i po śmierci Jezusa we wszystkiem, co się tych spraw tyczy, znacznie przesadził. Typy cudów, o których mowa w ewangieliach, nie posiadają istotnie wielkiej rozmaitości; wciąż się powtarzają i zdaje się, że je stylizowano według kilku wzorów, które lud sobie szczególnie upodobał.

Śród wszystkich cudów, zamęczających czytelnika przy czytaniu ewangielii, niepodobna odróżnić tych, które opinia publiczna tylko przypisywała Jezusowi, od tych, przy których spełnieniu on istotnie był czynny. Trudno zwłaszcza dociec, czy różne rażące nas szczegóły, jak dreszcze i tym podobne objawy, trącące żonglerstwem, są historyczne[9], czy też powinny pójść na karb opowiadaczy, którzy się bardzo zajmowali wizyonerstwem i żyli w atmosferze, przypominającej silnie historye naszych pukających stolików[10]. Prawie wszystkie cuda, których dokonanie Jezus sobie przypisywał, polegają na uzdrowieniach. Lecznictwo ówczesne w Judei nie różniło się od tego, które dziś spotykamy na Wschodzie; nie opiera się ono na wiedzy, ale na subjektywnej inspiracyi. Lecznictwo, traktowane przez Greków już od pięciu wieków naukowo, było za czasów Jezusa zupełnie nieznane w Palestynie. W takich warunkach obecność znakomitego człowieka, który do chorego zwraca się z miłością i przez jakieś widome znaki zapewnia go o uzdrowieniu, jest już środkiem skutecznym. Któż śmiałby zaprzeczyć, iż niekiedy, z wyjątkiem naturalnie całkiem charakterystycznych uszkodzeń, samo dotknięcie przez znakomitą osobistość równa się zastosowaniu środków leczniczych? Sam widok ich uzdrawia. Radość daje choremu to, co dać może: uśmiech, nadzieję — a to nie są czcze rzeczy.

O racyonalnej wiedzy leczniczej Jezus miał takie pojęcie, jak jego otoczenie; wierzył razem z innymi, że można ozdrowieć przez pewne religijne praktyki, a wiara taka była konsekwentna. Skoro mniemano, że choroba jest karą za popełnione grzechy[11], że pochodzi od demonów[12] a nie jest wynikiem przyczyn fizycznych, najlepszym lekarzem mógł być tylko święty, który miał władzę rozkazywania żywiołom. Leczenie było darem duszy; Jezus, który znał potęgę swego ducha, musiał się uważać za szczególnie uzdolnionego w tym kierunku. Skoro był przekonany, że chorym sprawia ulgę, gdy się dotkną jego szat[13] albo gdy on dotknie ich swemi rękami[14], byłby zaiste bezlitosny, gdyby im odmówił tego, co było w jego mocy. Uzdrawianie chorych uważano za znak królestwa bożego i łączono to zawsze z wyzwoleniem ubogich[15]. Jedno i drugie zaś było znamieniem wielkich przewrotów, które miały kres położyć wszelkiemu złu.

Jednym z najpospolitszych cudów Jezusa był egzorcyzm, czyli wypędzanie dyabłów. Za onych czasów ludzie byli niesłychanie skłonni do wiary w złe duchy. Mniemano powszechnie i to nietylko w Judei, ale poprostu wszędzie, że demony mogą opętać pewne osoby i zniewalać ich do różnych czynów, którychby w innym wypadku nie popełnili. Wspominany kilkakrotnie w »Aveście«[16] perski »div«, Aeszma daëva, »div złych żądz«, przyjęty przez Żydów pod nazwą Asmodeusza[17], uchodził za sprawcę wszystkich histerycznych zakłóceń u kobiet[18]. W ten sposób objaśniano wszystkie[19] choroby jak np. epilepsyę, cierpienia umysłowe i nerwowe, w których choremu się zdaje, że nie należy do siebie, przypadłości niewiadomego pochodzenia jak głuchotę i niemotę[20]. Godny podziwu traktat Hipokratesa o »świętej chorobie«, który na cztery i pół wieków przed Jezusem wyłożył zasady odnośnego lecznictwa, nie usunął tego przesądu. Mniemano, iż za pomocą mniej lub więcej skutecznych praktyk można złe duchy wypędzać; egzorcysta był człowiekiem tak samo uznanej profesyi, jak dziś lekarz[21]. Nie ulega wątpliwości, że o Jezusie jeszcze za jego życia głoszono, iż posiadł tajniki tej sztuki[22]. Było wtedy w Judei wielu umysłowo chorych prawdopodobnie wskutek wielkiego podniecenia umysłów. Pozostawiano ich na zupełnej wolności, jak to się i dziś tam dzieje; mieszkali w opuszczonych grobach, zwykłem schronisku różnych włóczęgów. Jezus wywierał wielki wpływ na tych nieszczęśliwców[23]. O jego cudownych uzdrowieniach opowiadano sobie najdziwaczniejsze historye, w których ówczesna łatwowierność puszczała cugle swej fantazyi. Ale tu nie należy spiętrzać trudności. Ci, którzy uchodzili za opętanych, byli właściwie ludźmi tylko lekko nienormalnymi. Dziś jeszcze uchodzą w Syryi za umysłowo chorych lub opętanych (te dwa pojęcia łączą się w jedno »Medżnun«[24] zwyczajni dziwacy. Nieraz wystarczało jakieś łagodne słowo, aby z nich wygnać dyabła. I tego to środka używał niezawodnie Jezus. Kto wie, czy wogóle sława jego jako egzorcysty nie rozeszła się wbrew jego woli? Ludzie żyjący na Wschodzie dowiadują się nieraz po jakimś czasie, że mają sławę lekarzy, czarowników, wynajdywaczy skarbów ukrytych, a nie mają pojęcia, co stało się powodem tak szczególnych o nich wyobrażeń.

Wiele okoliczności skłania nas do twierdzenia, że Jezus został cudotwórcą dopiero późno i to z niechęcią. Niektóre cuda czynił dopiero wskutek długich próśb, z niesmakiem i po wyłożeniu błagającym ich prostactwa[25]. Pozornie niewytłómaczonem dziwactwem wydaje się fakt, że cudów dokonywał skrycie, a uzdrowionym zalecał, aby o tem nikomu nie mówili[26]. Gdy demony chciały go okrzyknąć Synem Bożym, nie pozwolił im odemknąć ust; uznają go za takiego wbrew jego woli[27]. Te rysy charakterystyczne znajdujemy głównie u Marka, który też jest przeważnie ewangielistą cudów i egzorcyzmów. Zdaje się, że ów uczeń, który dostarczył do tej ewangielii pierwotnej relacyi, z powodu podziwiania cudów stał się Jezusowi uciążliwym, i że mistrz, niezadowolony z przykrego rozgłosu, często napominał go: »Nie mów o tem«. Raz nawet niezadowolenie to przybrało ostrzejszą formę[28], z czego widać, ile przykrości sprawiało Jezusowi ustawiczne żądanie cudu ze strony tych ludzi małodusznych. Niekiedy możnaby przypuścić, iż ma już dość tych cudów, które mu niejako z pod stóp wyrastają, i że pragnąłby, aby o nich jak najmniej mówiono. Gdy żądali od niego cudu jego nieprzyjaciele, zwłaszcza cudu zjawiskowego, odmawiał stanowczo[29]. Można tedy przypuścić, że tytuł taumaturga został mu narzucony, że wprawdzie nie bardzo się temu opierał, ale też i o utrzymanie go nie dbał, że w każdym razie czuł całą płytkość podobnej wiary, zakorzenionej w społeczności.

Postąpilibyśmy przeciw racyonalnej metodzie historycznej, gdybyśmy tu chcieli, dając folgę naszym wstrętom i chcąc zasłonić Jezusa przed różnemi zarzutami, przemilczeć pewne fakty, które w oczach jego rówieśnych stały właśnie na pierwszym planie[30]. Byłoby to rzeczą bardzo wygodną głosić, że są to dodatki jego uczniów, którzy stali o wiele niżej od swego mistrza a którzy, nie mogąc się poznać na jego właściwej wielkości, starali się go wywyższyć za pomocą sztuczek, niegodnych jego charakteru. Ale pod tym względem wszyscy czterej jego życioryśnicy są ze sobą całkiem zgodni; wielbią bowiem jego cuda; jeden z nich, Marek, tłómacz apostoła Piotra[31], taką do tego przywiązuje wagę, że gdybyśmy się w charakterystyce Jezusa chcieli oprzeć wyłącznie na jego relacyach, to musielibyśmy go sobie wyobrazić jako niesłychanie pociągającego zaklinacza dyabłów, jako potężnego czarownika, budzącego strach, od którego należałoby się trzymać możliwie zdaleka[32]. Więc bez wszystkiego przyznamy, że postępki, które dziś uchodziłyby za szaleństwo lub oszukaństwo, w życiu Jezusa stanowiły bardzo potężne czynniki. Ale czy te bądź co bądź nieprzyjemne fakty mają nam rzucać cień na jego podniosłą duszę? Strzeżmy się czegoś podobnego! Zwyczajny czarownik w rodzaju Symona nie byłby nigdy dokonał takiego przewrotu, jakiego dokonał Jezus. Gdyby czarownik wyparł z Jezusa moralistę i nowatora religijnego, to zostałby on twórcą szkoły wizyonerów a nie założycielem chrześciaństwa.

Zresztą jest to problemat, tyczący wszystkich świętych i wszystkich twórców religii. Co uchodzi obecnie za chorobę, np. epilepsya, wizyonerstwo, to było dawniej cenione jako pierwiastek siły i wielkości. Medycyna zna chorobę, która dała Mahometowi szczęście[33]. Niemal do dni naszych wszyscy ludzie zasłużeni ludzkości (nie wyłączając bynajmniej znakomitego Wincentego a Paulo!) byli cudotwórcami, czy chcieli, czy nie chcieli. Ale krytyka zawsze chybi, jeżeli wyjdzie z założenia, że wszelka osobistość historyczna, której przypisują czyny, jakie wiek nasz nazwałby bezrozumnymi lub oszukańczymi, była tem samem bezrozumna i szalbiercza. Szkoła aleksandryjska była szkołą szlachetną, a jednak uprawiała wizyonerstwo posunięte do ostateczności. Sokrates i Pascal miewali halucynacye. Fakty należy wyjaśniać za pomocą odpowiednich przyczyn. Ułomność ducha ludzkiego rodzi znowu ułomność. Dla rzeczy wielkich musimy szukać w naturze człowieka także wielkich przyczyn, choćby się one zjawiały w towarzystwie małostek i choćby te małostki zaciemniały umysłom powierzchownym ich wielkość.

Możemy przeto wygłosić jako zasadę ogólną, że Jezus został cudotwórcą i egzorcystą wbrew swej woli. Cud jest zwykle raczej dziełem widzów, niż dziełem samego cudotwórcy. Przypuśćmy, że Jezus nie chciałby robić cudów; wtedy tłum byłby je stworzył za Jezusa; a największym cudem byłoby to, gdyby nie był uczynił ani jednego cudu; zostałyby wtedy naruszone prawa historyi i psychologii ludów. Cuda były gwałtem, którego na Jezusie dokonała ówczesność, były koncesyą, do której go zmusiła losowa konieczność. Zresztą upadł zaklinacz duchów i cudotwórca; ale wiecznie żyć będzie odnowiciel religii.

Czyny te wywierały wrażenie nawet na tych, którzy w niego nie wierzyli, gdyż starali się być świadkami cudów[34]. Poganie i ludzie mniej wtajemniczeni uczuwali lęk i starali się go usunąć ze swej okolicy[35]. Jest także możliwe, iż niektórzy chcieli nadużyć jego imienia dla celów rewolucyjnych[36]. Lecz nawskróś etyczny a nie polityczny kierunek charakteru Jezusa uchronił go od tej pokusy. Królestwo jego było w pośrodku dziatek, które skupiła dokoła niego ta sama dziecięca imaginacya i ten sam przedsmak nieba.


Przypisy

  1. Naprzykład Mat. I, 22; II, 5—6, 15, 18; IV, 15.
  2. Mat. I, 23; IV, 6, 14; XXVI, 31, 54, 56; XXVII, 9, 35; Marek XIV, 27; XV, 28; Jan XII, 14—15; XVIII, 9; XIX, 19, 24; 28, 36.
  3. Jan, VII, 34; IV Ezdrasz XIII, 50.
  4. Dzieje Apost. VIII, 9 i nast.
  5. Patrz jego życiorys przez Filostratosa.
  6. Patrz życiorysy sofistów przez Eunapa, życiorys Plotyna przez Porfiryusza, życiorys Proklusa przez Marinusa, życiorys Izydora rzekomo przez Damasciusa.
  7. Mat. XVII, 19; XXI, 21—22; Marek XI, 23—24.
  8. Mat IX, 8.
  9. Łuk. VIII, 45—46; Jan XI, 33, 38.
  10. Dzieje Apost. II, 2 i nast.; IV, 31; VIII, 15 i nast; X, 44 i nast. Prawie przez całe stulecie apostołowie i ich uczniowie marzą tylko o cudach. Patrz Dzieje Apostolskie, pisma św. Pawła, wyciągi z Papiasa u Euzebiusza Hist. eccl. III, 39. Porów. Marek III, 15; XVI, 17—18, 20.
  11. Jan V, 14; IX, 1 i nast. 34.
  12. Mat. IX, 32—33; XII, 22; Łuk. XIII, 11, 16.
  13. Łuk. VIII, 45—46.
  14. Łuk. IV, 40.
  15. Mat. XI, 5; XV, 30—31; Łuk. IX, 1—2, 6.
  16. Vendidad, XI, 26; Yasna, X, 18.
  17. Tobiasz, III, 8; VI, 14; Talm. Babil. Gittin, 68 a.
  18. Porów. Marek XVI, 9; Łuk. VIII, 2; Ewangielia o dzieciństwie 16, 33; Kodeks syryjski w Anecdota syriaca M. Land’a, I, str. 152.
  19. Józef Flav. Bell. Jud. VII, VI, 3; Lucyan, Philopseud. 16; Filostratos, Vita Apoll. III, 38; IV, 20; Arataeus, De causis morb. chron. I, 14.
  20. Mat. IX, 33; XII, 22; Marek IX, 16, 24; Łuk. XI, 14.
  21. Tobiasz, VIII, 2—3; Mat. XII, 27; Marek IX, 38; Dzieje Apost. XIX, 13; Józef Flav. Ant. VIII, II, 5; Justyn. Dial. cum Triphone, 85; Lucyan Epigr. XXIII (XVII Dindorf).
  22. Mat. XVII, 20; Marek IX, 24 i nast.
  23. Mat. VIII, 28; IX, 34; XII, 43 i nast. XVII, 14 i nast., 20; Marek V, 1 i nast.; Łuk. VIII, 27 i nast.
  24. Wyrażenie Daemonium habes (Mat. XI, 18; Łuk. VII, 33; Jan VII, 20; VIII, 48 i nast.; X, 20 i nast.) znaczy: »Jesteś szalony« a po arabsku: Medżnun ente. Czasownik δαιμονᾶν ma również w całej starożytności znaczenie »być szalonym«.
  25. Mat. XII, 39; XVI, 4; XVII, 16; Marek, VIII, 17 i nast.; IX, 18; Łuk. IX, 41.
  26. Mat. VIII, 4; IX, 30—31; XII, 16 i nast.; Marek I, 44; VII, 24 i nast.; VIII, 26.
  27. Marek I, 24—25, 34; III, 12; Łuk. IV, 41.
  28. Mat. XVII, 16; Marek IX, 18; Łuk. IX, 41.
  29. Mat. XII, 38 i nast.; XVI, 1 i nast.; Marek VIII, 11.
  30. Józef Flav. Ant XVIII, III, 3.
  31. Papias, u Euzebiusza, Hist. eccl. III, 39.
  32. Marek IV, 40; V, 15, 17, 33, 36; VI, 50; X, 32. Porów. Mat. VIII, 27, 34; IX, 8; XIV, 27; XVII 6—7; XXVIII, 5—10; Łuk. IV, 36; V, 17; VIII, 25, 35, 37; IX, 34; Apokryficzna ewangielia Tomasza Izraelity opowiada zdarzenie to w sposób wstrętnie przesadny. Porów. Cuda dzieciństwa, Thilo: Codex apocr. N. T. str. CX, odsyłacz.
  33. Hysteria muscularis Schoenleina.
  34. Mat. XIV, 1 i nast.; Marek VI, 14; Łuk. IX, 7; XXIII, 8.
  35. Mat. VIII, 34; Marek V, 17; VIII, 37.
  36. Jan VI, 14—15.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.