Żywot Jezusa/Rozdział IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ IX.
Uczniowie Jezusa.

Z tym ziemskim rajem, którego ciszy wielkie rewolucye dziejowe prawie nigdy nie zakłócały, żyła w zupełnej harmonii ludność pracowita, zacna, usposobienia pogodnego. Jezioro Genezaret należy do najbardziej zarybionych wód całego świata[1]; rybołówstwo dawało doskonałe dochody zwłaszcza w Betsajdzie i Kafarnaum, skutkiem czego powstała tam nawet pewna zamożność. Rodziny rybaków żyły zgodnie, cechowała je pewna dobroduszność; prawie wszyscy ludzie tego zagłębia byli z sobą spokrewnieni. Życie ich nie było przeciążone pracą, więc i fantazya mogła swobodnie bujać. Idea królestwa bożego znalazła tu więcej zwolenników, niż gdziekolwiek indziej. Cywilizacya rzymska lub grecka zupełnie tu jeszcze nie dotarły. Powaga tych ludzi nie miała nic z charakteru Celtów lub Germanów; aczkolwiek owa dobroduszność była nieco powierzchowną i nie płynęła z głębi duszy, mimo to postępowanie tej ludności cechowała zgodność, posiadali pewną inteligencyę i spryt. Można ich tylko przyrównać do najdzielniejszych szczepów, zamieszkujących Liban, aczkolwiek jeden dar wynosił ich ponad wszystkie owe plemiona a mianowicie: dar wydawania z pomiędzy siebie wielkich ludzi. Tu Jezus stworzył sobie szczególną rodzinę. Osiedlił się tu jak równy śród równych; Kafarnaum stało się »jego miastem«[2]; śród tych ludzi, którzy go wielbili, zapominał o swych sceptycznych braciach, o niewdzięcznem Nazaret i jego szyderczem niedowiarstwie.

Jeden zwłaszcza dom w Kafarnaum był mu miłem schroniskiem, z niego też wyszli najwierniejsi uczniowie. Był to dom należący do dwóch braci, synów niejakiego Jonasza, który prawdopodobnie już nie żył, gdy Jezus osiedlił się nad brzegiem jeziora. Bracia ci nazywali się: Szymon, z przydomkiem Kefas czyli Piotr, oraz Andrzej. Urodzili się w Betsajdzie[3] a gdy Jezus rozpoczął swoją publiczną działalność, zastał ich osiedlonych w Kafarnaum. Piotr był żonaty i miał dwoje dzieci; świekra mieszkała przy nim[4]. Jezus polubił ten dom i zwykle w nim stawał[5]. Andrzej był prawdopodobnie przedtem uczniem Janowym, Jezus więc musiał go był poznać w czasie pobytu nad Jordanem[6]. Obaj bracia trudnili się dalej rybołówstwem, choć bardzo byli przejęci nauką mistrza[7]. Jezus, który lubił grę słów, mawiał niekiedy, iż uczyni ich »rybitwami ludzi«[8]. I zaiste okazało się potem, iż z pomiędzy wszystkich uczniów ci dwaj właśnie byli mu najbardziej oddani.

Równie życzliwie przyjęła Jezusa inna rodzina rybacka a mianowicie rodzina Zabdyi czyli Zebedeusza, zamożnego rybaka i właściciela kilku łodzi[9]. Zebedeusz miał dwóch synów, starszego imieniem Jakób i młodszego imieniem Jan, który miał potem w rozwoju chrześciaństwa odegrać rolę bardzo wybitną. Obaj byli bardzo gorliwymi uczniami. Salome, żona Zebedeuszowa, była również bardzo oddana Jezusowi i nie odstąpiła go nawet wtedy, gdy szedł na śmierć[10].

Kobiety w szczególności były mu nadzwyczaj oddane. Albowiem zachowanie jego cechowała owa szczytna powściągliwość, warunkująca piękny związek duchowy między ludźmi różnej płci. Oddzielenie mężczyzn od kobiet, które śród ludów semickich wstrzymało rozwój wszelkich subtelniejszych uczuć, było wprawdzie w wielkich miastach surowo przestrzegane, ale po wsiach mniej się tego trzymano. Trzy czy cztery niewiasty galilejskie towarzyszyły Jezusowi stale i dobijały się jak o zaszczyt, by mogły go słyszeć i kolejno obsługiwać[11]. One to wprowadziły do nowej sekty pierwiastek entuzyazmu i cudowności, co już wtedy uznane zostało za ważne. Jedna z nich, Marya z miasta Magdala, dzięki której owa licha mieścina zyskała potem taki rozgłos, była, jak się zdaje, bardzo egzaltowana. Według mniemania ówczesnych ludzi opętało ją siedmiu dyabłów[12], to znaczy, że cierpiała na jakąś chorobę nerwową, której nie umiano bliżej określić. Jezus dzięki swej czystej a łagodnej piękności uspokoił ów zaburzony organizm. Marya Magdalena towarzyszyła mu aż na Golgotę a nazajutrz po jego śmierci odegrała rolę pierwszorzędną; dzięki niej, jak się potem przekonamy, powstała wiara w zmartwychwstanie Jezusa. Joanna, żona Chuzego, urzędnika Herodowego, oraz kilka innych kobiet, których nazwisk historya nam nie przekazała, szły wciąż za nim i służyły mu[13]. Niektóre z nich były nawet majętne i umożliwiły młodemu prorokowi działalność publiczną bez konieczności uprawiania w dalszym ciągu rzemiosła ciesielskiego, co aż dotąd musiał był czynić[14].
Prócz powyższych uczniów miał Jezus jeszcze innych, którzy również za nim ciągnęli i zwali go swym mistrzem, a byli to mianowicie: Filip z Betsajdy, Natanael syn Tolomaisa czy Ptolomeusza z Kany, może uczeń z pierwszej epoki[15], Mateusz, prawdopodobnie ten, który miał zostać Ksenofontem rodzącego się chrześciaństwa. Jako celnik władał piórem niezawodnie lepiej, niż inni. Może już wtedy postanowił spisywać owe »Logie«[16], które są dziś jedynem źródłem naszych wiadomości o nauce Jezusa. Między uczniami wyliczają także Tomasza czyli Dydyma[17], którego niekiedy ogarniały wątpliwości, ale który, jak się zdaje, był człowiekiem szlachetnego serca i umysłu[18]; Lebeusza czyli Tadeusza; Szymona Zelotesa[19], może ucznia Judasza Gaulonity, należącego do partyi »Kenaim«, która się wtedy tworzyła i miała odegrać tak ważną rolę w poruszeniach narodu żydowskiego; wreszcie Judasza, syna Szymonowego, pochodzącego z miasta Keriot, który w tem wiernem kole miał stanowić wyjątek a potem zdobyć sobie tak straszną sławę. On jeden nie był Galilejczykiem. Miasto Keriot było z pomiędzy miast judzkich[20] najbardziej wysunięte na południe, o jeden dzień drogi za Hebron.

Widzieliśmy już, że rodzina była dla Jezusa bardzo nieprzychylnie usposobiona[21]. Natomiast Jakób i Juda, spokrewnieni z nim przez Maryę Kleofasową, zaliczali się odtąd do najwierniejszych uczniów; sama Marya Kleofasowa należała do garstki kobiet, które podążyły za nim aż na Golgotę[22]. Matka w tym czasie nie była przy Jezusie. Dopiero po jego śmierci zyskała wielkie poważanie[23] a uczniowie usilnie się starali, aby ją sobie zjednać[24]. Owi członkowie właściwej rodziny założyciela chrześciaństwa stanowili wpływową grupę pod nazwą »Braci Pana«, stali długo na czele kościoła jerozolimskiego a po zburzeniu stolicy[25] schronili się do Batanei[26]. Sam fakt, że byli mu bliżsi, wynosił ich już niezmiernie nad innych, zupełnie tak samo, jak to miało miejsce z żonami i córkami Mahometa, które za życia proroka były mało znane a dopiero po jego śmierci zyskały wielkie uważanie.

W tem gronie przyjaciół Jezus widocznie wyróżniał niektórych i utworzył z nich kółko ściślejsze. W pierwszej linii należeli do tego ściślejszego kółka synowie Zebedeusza Jakób i Jan. Były to dusze płomienne, namiętne. Jezus zwał ich słusznie »synami gromu» z powodu ich wielkiej żarliwości a oni byliby na pewno sięgnęli do gromu po pomoc, gdyby to było możliwe[27]. Zwłaszcza Jan, jak się zdaje, żył w bliższej zażyłości z Jezusem. A może też uczeń ów, spisując potem swoje wspomnienia, w których się zdradza, że chce osobę swoją wysuwać wciąż na pierwszy plan, przesadził w kreśleniu dobrego usposobienia mistrza dla siebie[28]? Ważniejszem jest to, że według ewangielii synoptycznych Szymon Bariona (syn Jonaszów, przyp. tł.) czyli Piotr, Jakób, syn Zebedeusza, i Jan, brat jego, tworzą rodzaj kółka zaufanych, do których Jezus zwraca się po radę, ilekroć ma wątpliwości co do wiary i inteligencyi innych[29]. Zdaje się, że ci trzej uczniowie tworzyli spółkę rybacką[30]. Jezus cenił Piotra najbardziej. Podobał mu się ten charakter prosty, otwarty, uczciwy, silny, którego prostoduszne wystąpienia wywoływały niekiedy uśmiech na usta mistrza. Piotr nie był mistykiem, wynurzał się naiwnie przed mistrzem ze swych wątpliwości, ze swych wstrętów, ze swych czysto ludzkich słabostek[31] w sposób, jak to np. czynił Joinville przed św. Ludwikiem. Jezus pouczał go po przyjacielsku, poufnie, z szacunkiem. Co się tyczy Jana, to prawdopodobnie wielki urok wywierała jego młodość[32], jego niezwykła tkliwość[33] i żywa wyobraźnia[34]. Dopiero później występują w tej nadzwyczajnej osobistości cechy, które spowodowały zwrot w młodem chrześciaństwie. I dopiero też jako stary człowiek napisał o swym mistrzu ową dziwną ewangielię[35], zawierającą tyle cennych szczegółów, w której jednak, według mego zdania, charakter Jezusa został fałszywie przedstawiony. Jan był naturą zbyt głęboką i gwałtowną, aby się mógł nagiąć do objektywnego toku opowiadania pierwszego ewangielisty. Był takim życioryśnikiem Jezusa, jak Platon Sokratesa. Z gorączkowym niepokojem człowieka egzaltowanego sięgając do wielkich wspomnień swej młodości, przetworzył duchową fizyonomię swego mistrza, a nieraz nawet budzi podejrzenie — jeżeli jakaś obca ręka nie skaziła jego dzieła — że niezawsze bezwzględna szczerość była mu zasadą i prawem przy układaniu tego dziwnego pisma.

Młoda sekta nie miała właściwie żadnej hierarchii. Wszyscy nazywali się wzajemnie »braćmi« a Jezus nie pozwalał, aby go tytułowano inaczej, jak »rabbi«, »mistrz«, »ojciec«; sam miał być tylko mistrzem, Bóg tylko ojcem. Najdostojniejszy pośród nich miał być sługą innych[36]. Tymczasem postać Symona Barjony poczęła się wybijać ponad resztę uczniów. Jezus przemieszkiwał u niego i pouczał z jego łodzi[37]; dom Piotra był głównym punktem wykładu ewangielii. Uważano go za przewodnika gromadki całej i do niego też zwracali się celnicy, ściągający podatki[38]. Szymon był pierwszym, który uznał w Jezusie Mesyasza[39]. Gdy Jezus w chwili swej niepopularności zapytał uczniów: »czy i wy mnie opuścicie?« odparł mu Szymon: «Panie, do kogóż pójdziemy? ty masz słowa żywota wiecznego!«[40]. Jezus nieraz mu powiadał, że uważa go za pierwszego w swym kościele[41]; nazywał go niekiedy z syryjska »Kefa« (skała), czem dawał do zrozumienia, że go uważa za kamień węgielny wznoszonej przez siebie budowy[42]. Razu pewnego miał mu nawet obiecać »klucze królestwa niebieskiego« i moc, że co rozwiąże na ziemi, to będzie i w niebie rozwiązane[43].

Nie ulega wątpliwości, że takie wysuwanie Piotra na plan pierwszy budzić musiało śród innych uczniów uczucie pewnej zazdrości. Zazdrość ta budziła się zwłaszcza na myśl o przyszłości, kiedy to wszyscy uczniowie, siedząc na tronach po prawej i lewej mistrza, sądzić będą dwanaście pokoleń Izraela[44]. Zapytywano, kto będzie siedział najbliżej »Syna człowieczego« w charakterze niejakiego pierwszego ministra i doradcy. O taką godność dobijali się dwaj synowie Zebedeuszowi. Przejęci tą myślą, wysunęli pewnego dnia matkę swoją Salome, która też wziąwszy Jezusa na stronę, prosiła go o honorowe miejsca dla swoich synów[45]. Jezus odparł jej wedle zwykłej swojej zasady, że ci, którzy się wywyższają, będą poniżeni i że królestwo niebieskie będzie należało do maluczkich. Fakt ten wywołał pewne wrażenie w całem otoczeniu; ujawniła się niechęć do Jakóba i Jana[46]. Ślady tej rywalizacyi są widoczne w ewangielii Jana, gdzie za »najmilszego ucznia« jest podany ten, któremu Jezus w chwili śmierci powierza pod opiekę matkę swoją. W tej ewangielii Jan stawia się na równi z Piotrem a nawet niekiedy wyżej od niego i to w momentach ważniejszych, kiedy go starsze ewangielie wcale nawet nie wymieniają[47].

Z początku wszyscy wyżej wyliczeni uczniowie, o ile znamy ich życie, trudnili się rybołówstwem. W każdym razie to wiemy na pewno, że żaden z nich nie należał do wyższych klas towarzyskich. Jeden Mateusz, czyli Lewi, syn Alfeusza[48], był celnikiem. Ale ludzie, których w Judei zwano celnikami, nie byli owymi jeneralnymi dzierżawcami dochodów, wysokimi dostojnikami, zawsze rycerzami rzymskimi, których nazywano w Rzymie: publicani[49]. Byli to raczej ich pomocnicy, niscy urzędnicy, zwyczajni strażnicy celni. Znajdowało się ich najwięcej wzdłuż wielkiego gościńca między Akrą a Damaszkiem, który to gościniec zaliczyć wypada do najstarszych arteryi ruchu w świecie, a który, przecinając Galileę, ciągnął się prawdopodobnie około jeziora[50]. Owych strażników celnych było także dość dużo w Kafarnaum, które może leżało przy tym gościńcu[51]. Lud nigdy nie poważa celników; ale Żydzi stawiali ich niemal na równi ze zbrodniarzami. Podatek, coś dla Żydów niebywałego, był symbolem poddaństwa; szkoła Judasza Gaulonity zaliczała płacenie podatku do rzędu czynów pogańskich. Fanatycy nienawidzili celników; mówiono o nich tak, jak o rabusiach, mordercach i ludziach najgorszych obyczajów[52]. Żydzi, przyjmujący miejsca celników, byli ze społeczeństwa wytrąceni, nie wolno im było przysięgać: kasy ich przeklęto a kazuiści nie pozwalali nawet zmieniać u nich pieniędzy[53]. Biedni ci ludzie, od których się wszyscy usuwali, żyli między sobą. Jezus przyjął razu pewnego zaproszenie na ucztę do Lewego, na której, wedle ówczesnego wyrażenia, było obecnych wielu »celników i grzeszników«. Wywołało to wielkie zgorszenie[54]. W domach tych, pozbawionych opinii, można się było spotkać z najgorszem towarzystwem. Niebawem zobaczymy, że Jezus, nie dbając zupełnie o sądy i przesądy prawowiernych, starał się tę klasę ludzi pogardzonych podnieść, skutkiem czego naraził się naturalnie na najżywsze napaści ze strony świętoszków.

Te liczne zdobycze zawdzięczał Jezus niewysłowionemu urokowi swej osoby i swego słowa. Jedno przejmujące do głębi odezwanie się, jedno spojrzenie skierowane do duszy prostaczej, aby ją zbudzić, zyskiwało mu żarliwych uczniów. Jezus używał niekiedy w tym celu niewinnych sposobów w rodzaju tych, którymi posługiwała się Joanna d’Arc. Postępował tak, jak gdyby znał jakąś tajemnicę serca danego człowieka, jak gdyby przypominał mu jakąś chwilę drogę jego sercu. W ten sposób zdobył Natanaela[55], Piotra[56] i Samarytankę[57]. Kryjąc prawdziwą potęgą swoją — chcę powiedzieć: swoją przewagą duchową — chciał, aby przypuszczano, zgodnie z pojęciami wieku, którym sam hołdował, że żyje w jakiejś sferze zaziemskiej, nadludzkiej. Opowiadano też sobie, że widywał się na górach z Mojżeszem i Eliaszem[58]; wierzono, że w samotności nawiedzali go aniołowie, którzy mu służyli i pomiędzy nim a niebem tajemniczo posłowali[59].


Przypisy

  1. Mat. IV, 18; Łukasz V, 4 i nast.; Jan I, 44; XXI, 1 i nast; Józef Flav. B. J. III, X, 7; Jakób z Vitri w Gesta Dei per Francos, I, str. 1075.
  2. Mat. IX, 1: »Tedy wstąpiwszy w łódź przewiózł się i przyszedł do miasta swego«. Marek II, 1—2; »A zasię przyszedł po kilku dniach do Kafarnaum, i usłyszano, że jest doma. A wnet zeszło się ich tak wiele, że się mieścić nie mogli ani przede drzwiami; i opowiadał im słowo boże«.
  3. Jan I, 44: »A Filip był z Betsajdy, z miasta Andrzejowego Piotrowego«.
  4. Mat. VIII, 14: »A gdy Jezus przyszedł do domu Piotrowego, ujrzał świekrę jego...« Marek I, 30; Łuk. IV, 38; I Kor. IX, 5; I Piotra, V, 13; Klemens Aleks. Strom. III, 6; VII, 11; Pseudo-Klem. Recogn. VII, 25; Euzebiusz H. E. III, 30.
  5. Mat. VIII, 14; XVII, 24; Marek I, 29—31; Łukasz IV, 38
  6. Jan I, 40 i nast.
  7. Mat. IV, 18. Marek I, 16. Łukasz V, 3; Jan XXI, 3.
  8. Mat. IV, 19; Marek I, 17; Łukasz V, 10.
  9. Marek I, 20; Łukasz V, 10; VIII, 3; Jan XIX, 27.
  10. Mat. XXVII, 56; Marek XV, 40; XVI, 1.
  11. Mat. XXVII, 55—56: »A było tam wiele niewiast z daleka się przypatrujących, które były przyszły za Jezusem z Galilei, posługując mu; Między któremi była Marja Magdalena, i Marja, matka Jakóbowa i Jozesowa, i matka synów Zebedeuszowych«. Marek XV, 40—41: »Były też i niewiasty zdaleka się przypatrując, między któremi była Marja Magdalena, i Marja Jakóba małego i Jozesa matka, i Salome: które, gdy jeszcze były w Galilei, chodziły za nim, a posługiwały mu; i wiele innych, które z nim były, wstąpiły do Jeruzalem«. Łukasz VIII, 2—3; XXIII, 49.
  12. Marek XVI, 9: »...ukazał się był najpierw Marji Magdalenie, z której był wygnał siedm djabłów«. Łukasz VIII, 2. Porów. Tobiasz III, 8; VI, 14.
  13. Łukasz VIII, 3: »I Joanna, żona Chuzego, urzędnika Herodowego, i Zuzanna, i inszych wiele, które mu służyły z majętności swoich«. XXIV, 10.
  14. Łukasz VIII, 3.
  15. Jan I, 44 i nast.; XXI, 2. Według mnie Natanael i apostoł Bartłomiej (Bar-Tolomeusz — Syn Tolomeusza — przyp. tłóm.) są jedną osobą.
  16. Papias, u Euzebiusza, Hist. eccl. III, 39.
  17. Nazwa druga jest greckim przekładem nazwy pierwszej.
  18. Jan XI, 16; XX, 24 i nast.
  19. Mat. X, 4; Marek III, 18; Łukasz VI, 15; Dzieje Apost. I, 13; Ewang. Ebionitów, u Epifanesa, Adv. haer. XXX, 13.
  20. Dziś Kuryetein lub Kereitein.
  21. Okoliczności podane przez Jana w roz. XIX, 25—27 pozwalają przypuszczać, że rodzeni bracia Jezusa w ciągu całej jego działalności publicznej nigdy się do niego nie zbliżyli.
  22. Mat. XXVII, 56; Marek XV, 40; Jan XIX, 25.
  23. Dzieje apost. I, 14. Porów. Łukasz I, 28 i II, 35 — z których to ustępów widać już wielkie uwielbienie dla Marji.
  24. Jan XIX, 25 i nast.
  25. Patrz Rozdział II przypis 18
  26. Juliusz Afrykańczyk, u Euzebiusza H. E. I, 7.
  27. Marek III, 17: »którym dał imię Boanerges, to jest synowie gromu«; IX, 37 i nast.; X, 35 i nast.; Łukasz IX, 49 i nast., 54 i nast.
  28. Jan XIII. 23: »A był jeden z uczniów jego, który się był położył na łonie Jezusowem, ten, którego miłował Jezus«. XVIII, 15 i nast. »I szedł za Jezusem Symon Piotr i drugi uczeń. A ten uczeń był znajomy najwyższemu kapłanowi i wszedł z Jezusem do dworu najwyższego kapłana«. XIX, 26—27: »Tedy Jezus ujrzawszy matkę i ucznia, którego miłował, już stojącego, rzekł matce swojej: Niewiasto, oto syn twój! A potem rzekł uczniowi: oto matka twoja. A od onej godziny wziął ją on uczeń do siebie«. XX, 2, 4; XXI, 7, 20 i nast. (»Tenci jest on uczeń, który świadczy o tem i to napisał; a wiemy, że prawdziwe jest świadectwo jego«).
  29. Mat. XVII, 1; XXVI, 37; Marek V, 37 (»I nie dopuścił nikomu iść za sobą, tylko Piotrowi, Jakubowi i Janowi, bratu Jakubowemu«); IX, 1; XIII, 3; XIV, 33; Łukasz IX, 28. Ideę, którą Jezus poufnie zakomunikował owym trzem uczniom, rozgłoszono potem dość wcześnie. Rzecz charakterystyczna, że Jan w swej ewangielii nie wspomina ani razu Jakóba, swego brata.
  30. Mat. IV, 18-22; Łukasz,. V, 10; Jan XXI, 2 i nast.
  31. Mat. XIV, 28: »Panie, jeśliżeś ty jest, każ mi przyjść do siebie po wodzie«. XVI, 22: »A wziąwszy go (Jezusa) Piotr na stronę, począł go strofować, mówiąc: zmiłuj się sam nad sobą, Panie, nie przyjdzie to na cię! A on obróciwszy się, rzekł Piotrowi: idź odemnie, szatanie, jesteś mi zgorszeniem; albowiem nie pojmujesz tego, co jest Bożego, ale co jest ludzkiego«. Marek VIII, 32 i nast.
  32. Zdaje się, że umarł mając 100 lat. Porów. jego ewang. XXI, 15—23; patrz także u Euzebiusza H. E. III, 20, 23.
  33. Patrz listy, których ma być autorem; w każdym razie autora tych listów uznano za autora czwartej ewangielii.
  34. Nie chcemy rozstrzygać, czy Apokalipsa jest jego pióra.
  35. Jednomyślność tradycyi jest tu według mnie dostatecznie usprawiedliwiona. Zresztą widać, że szkoła Jana poczyniła później w jego ewangielii poprawki (patrz. roz. XXI).
  36. Mat. XVIII, 4; XX, 25—26; XXIII, 8—12; Marek IX, 34; X, 42—46.
  37. Łukasz V, 3.
  38. Mat. XVII, 24 (w oryg. franc. mylnie 23 — przyp. tłóm.).
  39. Mat. XVI, 16—17: »A odpowiadając Symon Piotr rzeki: Tyś jest Chrystus, on Syn Boga żywego«. Tedy odpowiadając Jezus rzekł mu: »Błogosławionyś Szymonie, synu Jonaszów! bo tego ciało i krew nie objawiła tobie, ale ojciec mój, który jest w niebiesiech«.
  40. Jan VI, 68—70.
  41. Mat. X, 2; Łukasz XXII, 32; Jan XXI, 15 i nast.; Dzieje Apost. I, II, V etc.; Do Galatów I, 18; II, 7—8.
  42. Mat. XVI, 18. Jan I, 42.
  43. Mat. XVI, 19. Zresztą jest prawdą (Mat. XVIII, 18), że podobna władza została nadana wszystkim apostołom.
  44. Mat. XVIII, 1 i nast.; Marek IX. 33; Łukasz IX, 46, XXII, 30.
  45. Mat. XX, 20 i nast.; Marek X, 35 i nast.
  46. Marek X, 41.
  47. Jan XVIII, 15 i nast.; XIX, 26—27; XX, 2 i nast.; XXI, 7, 21.
  48. Mat. IX, 9; X, 3; Marek II, 14; III, 18; Łukasz V, 27; VI, 15; Dzieje Apost. I, 13. Ewang. Ebionitów u Epifanesa, Adv. haer. XXX, 13. Trzeba przypuścić, choć się to dziwnem wyda, że te dwa imiona należały do jednej i tej samej osobistości. Ustęp u Mateusza w roz. IX, 9 o powołaniu go na apostoła zawiera wprawdzie typowy opis powoływania uczniów, ale nie mógł być bezwarunkowo napisany przez samego Mateusza. Należy wszelako pamiętać, że w obecnej ewangielii Mateusza tylko mowy Jezusa są pióra tego apostoła. Porów. Papias u Euzebiusza Hist. Eccl. III, 39.
  49. Cicero: De provinc. consular., 5; Pro Plancio, 9; Tacyt: Ann. IV, 6; Pliniusz, Hist. Nat. XII, 32; Appianus, Bell. civ. II, 13.
  50. Jeszcze za czasów wojen krzyżowych była głośna pod nazwą Via maris. Porów. Izajasz IX, 1; Mat. IV, 13—15 (»Ziemia Naftalimowa przy drodze morskiej za Jordanem«); Tobiasz I, 1. Sądzę, że droga kuta w skale dochodziła do Ahin-et-Tin a stąd skręcała przez Most Córek Jakóba, jak dziś. Roboty części drogi od Ahin-et-Tin do owego mostu są bardzo starożytne.
  51. Mat. IX, 9 i nast.
  52. Mat. V, 46—47; IX, 10, 11; XI, 19; XVIII, 17; XXI, 31—32; Marek II, 15—16; Łukasz V, 30; VII, 34; XV, 1; XVIII, 11; XIX, 7; Lucjan, Necyomant. II; Dio Chrysost., orat. IV, str. 85; orat. XIV, str. 269; Miszna, Nedarim, III, 4.
  53. Miszna, Baba Kama X, 1; Talmud. jeroz., Demai, II, 3; Talmud. Babil, Sanhedryn, 25 b.
  54. Łukasz V, 29.
  55. Jan, I, 48 i nast.
  56. Jan I, 42.
  57. Jan IV, 17 i nast.
  58. Mar. XVII, 3; Marek IX, 3; Łukasz IX, 30—31.
  59. Mat. IV, 11; Marek I, 13.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.