Żywot Jezusa/Rozdział I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ I.
Stanowisko Jezusa w dziejach powszechnych.

Najważniejszym wypadkiem w dziejach świata był przewrót, wskutek którego najlepsza cząstka ludzkości odłączyła się od religij starożytnych, objętych jednem a nieścisłem mianem pogaństwa, i przyjęła religię, opartą na jedności Boga, na Trójcy i na wcieleniu Syna Bożego. Nawracanie świata trwało niemal tysiąc lat. Samo kształtowanie się nowej religii zajęło prawie trzy wieki. Przewrót ten rozpoczął się od zdarzenia, które się rozegrało za panowania dwóch cezarów rzymskich, Oktawiana Augusta i Tyberyusza. Żył wtedy człowiek, który dzięki przymiotom duszy wyrósł nad współczesnych, który śmiałem wystąpieniem swojem i wpojeniem w serca bliźnich uczucia miłości stworzył niejako przedmiot przyszłej religii wszechludzkiej i wytknął jej drogę.

Z chwilą, gdy osobnik ludzki począł się różnić od zwierzęcia, stawał się religijnym, to znaczy, że postrzegał w przyrodzeniu coś, co wybiega po za rzeczywistość, a w sobie poczuwał coś, co przekracza próg śmierci. Ale to postrzeżenie i to poczucie przez tysiące lat schodziło na dziwnie obłędne manowce. U wielu szczepów pozostało ono na zawsze pogrążone w najciemniejszych gusłach i czarach, jak to widzimy dotąd w różnych częściach Australii. U innych plemion znalazło swój wyraz w haniebnych rzeziach ludzi na ofiarę bogom, wyciskając np. charakterystyczne piętno na starożytnej religii Meksyku. Gdzieindziej wreszcie zamieniło się na czysty fetyszyzm, na cześć oddawaną różnym przedmiotom, którym przypisywano siłę nadprzyrodzoną. Jak popęd miłosny, który niekiedy najlichszego człowieka dźwiga wysoko nad codzienność, ale też często strąca go w otchłań barbarzyństwa i zbrodni, taksamo uczucie religijne przez całe szeregi wieków było rakiem, toczącym ludzkość, rakiem, którego, zdaniem ludzi rozumnych, trzeba było wyciąć, gdyż rodził okropne obłędy i zbrodnie.

Świetna cywilizacya, która zakwitła jeszcze za bardzo odległej starożytności w Chinach, Babilonie i Egipcie, udoskonaliła także pod niejednym względem religię. Chińczycy dzięki swemu rozsądkowi doszli dość wcześnie do pewnej miary, która ich ustrzegła od poważnych zboczeń. Religia u nich nie miała stron ani dodatnich, ani ujemnych. Pozostała ona w tyle po za wielkimi prądami dążeń ludzkich. Religie Babilonii i Syryi były zawsze bardzo zmysłowe. Dopóki zupełnie nie zaginęły, co nastąpiło w IV albo V wieku naszej ery, były poprostu szkołami niemoralności, z których jednakowoż wskutek wyobrażeń poetyckich od czasu do czasu strzelał jakiś promyczek na świat boży. Egipt znowu, pomimo pozornego fetyszyzmu, zdobył się dość wcześnie na metafizyczne dogmaty i podniosłą symbolikę. Wątpić jednak należy, czy wywody subtelne owej teologii były oryginalne. Jasno myślący rozum ludzki nie przybierał nigdy swych wyobrażeń w symbole; doszukujemy się ich często w starych mistycznych obrazach, których sens dla nas zaginął, gdy pomimo długiego rozważania nie możemy się zgodzić na to, by umysł ludzki lubował się w jakiemś niesmacznem dziwadle. Zresztą wiara nie przybyła do ludzkości z Egiptu. To, co po wielu przeobrażeniach przymieszało się do religii chrześciańskiej z Egiptu i Syryi, stanowi formy bez znaczenia i domieszki, jakie można odnaleść zawsze, nawet w kulcie najbardziej oczyszczonym z naleciałości. Główną wadę tych religij stanowi ich charakter zabobonny; obwiesiły one ludzkość niezliczoną ilością amuletów i talizmanów, nic prawie ponad to nie zrobiwszy. Żadna wielka idea etyczna nie mogła błysnąć śród ludów, deptanych od wieków przez despotyzm i przez jego instytucye, pętające wszelki polot indywidualny jednostki.

Poezya duszy, wiara, wolność, prawość charakteru, poświęcenie — wszystko to zbudziło się w ludzkich duszach dopiero wtedy, gdy na arenę dziejową wystąpiły dwie wielkie rasy, dwie matki dzisiejszej ludzkości, rasa indo-europejska i rasa semicka. Pierwsze pędy religijne rasy indo-europejskiej posiadały przeważnie cechy naturalistyczne. Ale był to naturalizm głęboki, uduchowiony; człowiek objął w uścisk gorący całe przyrodzenie czując w sobie poezyę nieskończoności, odgadując to, co następnie geniusz celtycki i germański wypowiedział ustami Szekspira i Goethego. Tu nie chodziło o wyrozumowaną religię i obmyśloną moralność; tu chodziło o wyraz dla żałości, dla najskrytszych uczuć, dla rozbudzonej wyobraźni. A przedewszytskiem chodziło o coś niesłychanie poważnego: o podwaliny etyki i religii. Ale tymczasem jeszcze z tej strony wiara do piersi ludzkich spłynąć nie mogła, gdyż owe starożytne kulty nie zdołały się wyzwolić z wielobóstwa i dojść do jakiegoś wyraźniejszego symbolu. Braminizm dożył naszych dni tylko dlatego, że wskutek szczególnego wypadku dożyły do dni naszych Indye. Buddaizm także pomimo swych usiłowań nie podbił Zachodu. Druidyzm zachował charakter wyłącznie narodowy, pozbawiony znaczenia ogólniejszego. Nowatorskie zapędy Hellenów, jak orficyzm, misterye, nie dostarczyły dla duszy dostatecznej karmy. Jedna Persya zdobyła się na religię dogmatyczną, niemal monoteistyczną i o rozumnej organizacyi; wszelako jest możliwe, że ją w całości lub w części przejęła skądinąd. Zresztą świata nie nawróciła, przeciwnie, sama została nawrócona, gdy Islam, głoszący jedynobóstwo, przekroczył jej granice.

Religię dała ludzkości — rasa semicka[1]. Jej się ten zaszczyt należy. Zdala od rozgwaru dziejowego, zdala od wyuzdania zepsutego już na owe czasy świata, w cichej samotni namiotu beduin-patryarcha obmyśliwał wiarę dla ludzkości. Na czem polegała jego wyższość? Na tem, że stronił od lubieżnego kultu Syryi, że mu wystarczał prostaczy rytuał, że nie potrzebował świątyni, że mu struganych lub ciosanych bałwanów zastąpiło pospolite »Terafim«. Z pomiędzy wszystkich koczujących szczepów semickich »dziecię Izraela« zostało wybrane do wielkich przeznaczeń. Zadawnione stosunki z Egiptem, od którego lud izraelski przejął prawdopodobnie do swej religii niektóre domieszki natury czysto zewnętrznej, wzmocniły w nim tylko wstręt do bałwochwalstwa. Jego »Zakon«, czyli Tora, w czasach bardzo odległych wyryty na tablicach kamiennych a przypisywany wielkiemu oswobodzicielowi ludu, Mojżeszowi, zawierał w porównaniu z urządzeniami państwowemi Egiptu i Chaldei, silne zarodki społecznej równości i obyczajności. Przenośna arka przymierza stanowiła jedyny jego sprzęt religijny; składał do niej święte naczynia, relikwie swoje a przedewszystkiem »Księgę«, wiecznie otwartą Księgę Rodzajów[2], do której jednak rzadko coś zaciągano. Ród, który został wybrany do czuwania nad arką przymierza, doszedł niebawem do wielkiego znaczenia, tem bardziej, że w jego właśnie rękach spoczywała owa »Księga« a zatem i władza z niej płynąca.

Wszelako nie z tego źródła trysnęła przyszłość; kapłan hebrajski nie różnił się bardzo od innych kapłanów starożytności. Nad resztą ludów, urządzonych teokratycznie, Izrael górował głównie tem, że znaczenie jego kapłanów gasło wobec indywidualnej inspiracyi. Każde plemię koczownicze miało oprócz kapłanów swego »nabi« czyli proroka, coś w rodzaju żywej wyroczni, do której zwracano się po radę we wszelkich sprawach zawilszych, wymagających szczególnej bystrości w rozsądzeniu. Owi izraelscy Nabi, złączeni w grupy czyli szkoły, rozporządzali wielkimi wpływami. Będąc rzecznikami starego ducha demokratycznego ludu, wrogami bogaczów, przeciwnikami wszelkiej organizacyi politycznej, która upodobniłaby Izraela do innych ludów, stali się zaiste narzędziem wywyższenia religii żydowskiej nad inne religie. Podsycali zawsze najdalej idące nadzieje, a gdy lud wskutek ich rad niepolitycznych popadł pod władzę asyryjską, głosili, iż lud ten kiedyś założy potężne państwo, że Jerozolima będzie stolicą świata a cała ludzkość zostanie żydowską. Ową Jerozolimę wraz z świątynią przedstawiali jako miasto, stojące na wyniosłej górze, dokoła którego zgromadzą się wszystkie narody; będzie ona wyrocznią, która ogłosi prawo powszechnie obowiązujące; będzie stolicą idealnego państwa, w którem plemię ludzkie, zgodzone przez Izraela, odnajdzie raj ziemski.[3]

Już z niewiadomych ust popłynęły głosy, wielbiące męczeństwo i sławiące potęgę »syna boleści«. Śpiewak jakiś, natchniony przez jednego z owych wielkich męczenników, którzy, jak Jeremiasz, krwią swoją zrosili ulice Jeruszalaim, zanucił hymn na cześć »Syna Bożego», głosząc jego cierpienia i tryumf, hymn, w którym rozebrzmiał w całej pełni duch proroczy Izraela[4]. »Wyrósł jako latorosłka, a jako korzeń z ziemi suchej, nie mając kształtu ani piękności. Najwzgardzeńszy był i najpodlejszy z ludzi, mąż boleści, skądżeśmy go nizacz nie mieli. Zaiste on niemocy nasze wziął na się, a boleści nasze własne nosił; a myśmy mniemali, że jest zraniony, ubity od Boga i utrapiony. Lecz on zraniony jest dla występków naszych, starty jest dla nieprawości naszych; kaźń pokoju naszego jest na nim, a sinością jego jesteśmy uzdrowieni. Wszyscyśmy jako owce zbłądzili, każdy na drogę swą obróciliśmy się, a Jehowa włożył nań nieprawość wszystkich nas. Uciśniony jest i utrapiony, ale nie otworzył ust swoich; jako baranek na zabicie wiedziony był, i jako owca przed tymi, którzy ją strzygą, oniemiał, i nie otworzył ust swoich. Albowiem wycięty jest z ziemi żywiących, a zraniony dla przestępstwa ludu mojego; który to lud podał niezbożnym grób jego, a bogatemu śmierć jego, choć jednak nieprawości nie uczynił, ani zdrada znaleziona jest w uściech jego. Takci się Jehowie podobało zetrzeć go, i niemocą utrapić, aby położywszy ofiarą za grzech duszę swą ujrzał nasienie swoje, przedłużył dni swoich, a to, co się podoba Jehowie, przez rękę jego aby się szczęśliwie wykonało.«

W tym czasie Tora uległa poważnym przeobrażeniom. Poczęły krążyć nowe teksty, jak Deuteronomium, o których głoszono, iż zawierają właściwe prawo Mojżeszowe; tym sposobem w poglądy starych koczowników wbiły się klinem nowe pojęcia. Głównym ich rysem jest wielki fanatyzm. Szalejący wyznawcy Jehowy popełniali gwałty posunięte do ostateczności na wszystkich, którzy się usuwali od jego kultu; zdołali przeprowadzić krwawe prawo, które karało śmiercią każde przestępstwo religijne. Pobożność jest prawie zawsze dwulicowa: na jednym policzku płoni się gniew, na drugim wdzięczy się dobroć. Gorliwość ta, nieznana surowej prostocie epoki Sędziów, dyktowała kaznodziejom słowa głębokiej pobożności, których nigdy przedtem nie słyszano. Ale już pobrzmiewa w nich ton silnej tendencyi społecznej; do księgi praw napływają tłumnie utopijne marzenia o »królestwie bożem«. Pięcioksiąg staje się mieszaniną etyki patryarchów i żarliwej nabożności, pojęć prostaczych i wyrafinowanej myśli religijnej takich Ezechjelów, Ozeaszów i Jeremiaszów; lawa ta krzepnie niebawem, pentateuch przybiera formę obecną i staje się na cały szereg następnych wieków wyrazem ducha narodowego.

Po stworzeniu tej wielkiej księgi dzieje narodu żydowskiego poczynają się toczyć biegiem niewstrzymanym. Wielkie państwa Azyi zachodniej, następując kolejno po sobie, odejmując Izraelowi wszelką nadzieję utworzenia królestwa doczesnego, pchnęły go w przestwór marzeń religijnych, posępnych i namiętnych. Już mu nie chodzi o niezawisłość polityczną, o własny rząd; zgodzi się na każdy, pod którym będzie mógł oddawać się swobodnie swym praktykom religijnym i żyć wedle swych obyczajów. Odtąd jedynym jego wodzem będzie zagorzalec religijny, jedynym wrogiem wróg jego Boga, jedyną ojczyzną Zakon.

A ten Zakon, to prawo, czego nie należy zapomnieć, ma wyłącznie charakter społeczno-etyczny. Wszak było to dzieło ludzi, ożywionych podniosłymi ideałami życiowymi a w dodatku głęboko przeświadczonych, iż odnaleźli niezawodne sposoby urzeczywistnienia tych ideałów. Wierzyli niezłomnie, że kto będzie żył ściśle według Tory, osiągnie prawdziwą szczęśliwość. Tora nie ma nic wspólnego z prawem rzymskiem lub greckiem, które było istotnie tylko prawem i nie zajmowało się zagadnieniami uszczęśliwienia i umoralnienia jednostek. Można było tedy z góry przewidzieć, że owa wielka praca, której się lud ten całkowicie poświęcił, da wyniki społeczne a nie polityczne, zrodzi królestwo boże a nie państwo świeckie, że kresem jej dążeń będzie wszechludzkość a nie jakiś jeden naród, jakaś jedna ojczyzna.

Mimo licznych niepowodzeń Izrael idzie w zdumiewający sposób za tym głosem swego powołania. Następuje cały szereg mężów, jak Ezdrasz, Nehemiasz, Machabeusze, którzy walczą z niesłabnącym żarem w obronie Zakonu. Coraz bardziej utrwala się myśl, że Izrael jest ludem świętym, ludem wybranym, z którem Bóg zawarł przymierze. Niesłychane oczekiwanie wprawia umysły w stan gorączki. Cały świat starożytny indoeuropejski umieszczał raj w zaraniu dziejów, wszyscy poeci opłakiwali miniony wiek złoty. Jeden Izrael przenosi go w przyszłość. Z tego marzenia, niby z nieśmiertelnego źródła poezyi wypłynęły Psalmy, szczyt wieszczego zachwytu i wreszcie melancholii. I zaiste, Izrael stał się rzeczywiście i wyłącznie ludem bożym, kiedy dokoła religie zamieniały się coraz bardziej w publiczne oszustwo. Jak w Persyi i Babilonii, w ciemne bałwochwalstwo, jak w Egipcie i Syryi, lub w estetyczną komedyę, jak u Greków i Rzymian. Czego śród pierwszych dwóch wieków naszej ery dokonali chrześciańscy męczennicy, czego w następstwie aż po dni nasze dokonywały ofiary prześladowczej ortodoksyi chrześciańskiej, to zdziałali Żydzi w ciągu dwóch stuleci, wyprzedzających naszą erę. Byli oni żywym protestem przeciw religijnemu zabobonowi i materyalizmowi. Szalony ruch ideowy, dający nieraz wręcz przeciwne wyniki, uczynił z nich najbardziej interesujący i najbardziej oryginalny naród świata. Rozsypawszy się po całem pobrzeżu Morza Śródziemnego i przyswoiwszy sobie za granicami Palestyny język grecki, utorowali drogę propagandzie śród starożytnych społeczeństw, rozpadłych na drobne narody, o jakiej poprostu dzieje nie słyszały.

Mimo wszelkich proroctw, że judaizm stanie się religią wszechludzką, nie różnił się on aż do Machabeuszów niczem od innych kultów świata starożytnego: był religią rodziny i rodu. Izraelita wierzył wprawdzie, że jego religia przewyższa każdą inną, mówił z pogardą o obcych bogach. Ale zarazem sądził, że wiara w prawdziwego Boga była tylko dla niego przeznaczona. Kto się łączył związkiem z rodziną Izraela, przyjmował kult Jehowy[5]; ale też i na tem wszystko się to kończyło. Żaden Izraelita nie starał się nawrócić cudzoziemca na wiarę, która była uważana za spuściznę synów Abrahama. Dopiero od Ezdrasza i Nehemiasza poczyna się ujawniać bardziej surowe i logiczne pojmowanie religijnego obowiązku. Judaizm staje się nietylko jedyną prawdziwą religią, ale każdy ma prawo nawrócić się na nią[6]; i zaraz potem upowszechnia się myśl, że jest to dziełem zbożnem przysporzyć tej religii jak najwięcej wyznawców[7]. Tego subtelnego poczucia, które ponad wszelkie małostki rasowe wyniosło Jana Chrzciciela, Jezusa i świętego Pawła, nie było jeszcze bezwarunkowo u Żydów; wskutek dziwnej sprzeczności ludzie nawróceni na wiarę żydowską cieszyli się nietylko małym szacunkiem, ale nawet bywali pogardzani[8]. Natomiast idea religii wyłącznej, idea, że istnieje coś większego niż ojczyzna, niż ród i prawo, idea apostolstwa i męczeństwa, była już w dusze posiana. Wszyscy Żydzi są przepełnieni głębokiem uczuciem litości dla pogan bez względu na to, że ci poganie żyją w niezrównanej szczęśliwości ziemskiej[9]. Powstaje cały cykl legend, który sławi niewzruszoność wiary wyznawców (Daniel i towarzyszący mu młodzieńcy, matka Machabeuszów i jej siedmiu synów[10], opowieść o hypodromie w Aleksandryi)[11], a głowy ludu izraelskiego starają się wpoić w umysły zasadę, że być fanatycznie wiernym kultowi jest najwyższą cnotą.

Prześladowania Antyocha Epifanesa zamieniły tę ideę na namiętność, na religijny szał. To, co się wtedy działo, przypominało zupełnie zdarzenia z czasów Nerona, które się rozegrały w dwieście trzydzieści lat później. Wściekłość i rozpacz rzuciły wyznawców w objęcia wizyi i marzeń. Pojawia się pierwsza apokalipsa, Księga Daniela. Następuje niejako epoka nowych proroków, ale znacznie różna od dawnej, w niej bowiem bez porównania wyraźniej zostają sformułowane idee o przeznaczeniu świata. Księga Daniela stanowi już ostatni wyraz nadziei mesyanistycznych. Mesyasz już nie ma być królem w rodzaju Dawida, Salomona, nie ma być jakimś żydowskim Cyrusem; on pojawi się w obłoku jako »Syn Boży«[12], będzie istotą nadprzyrodzoną, jedynie na obraz i podobieństwo człowieka, będzie świat sądził i zaprowadzi wiek złoty na ziemi. Może temu nowemu ideałowi dostarczył niektórych rysów perski »Sosjosz«, wielki prorok przyszłości, wysłany dla torowania drogi Ormuzdowi[13]. Nieznany autor Księgi Daniela wywarł bezwarunkowo wpływ na te zdarzenia charakteru religijnego, które miały przekształcić świat. On inscenizował mesyanizm i stworzył mu język, o nim da się więc powiedzieć to samo, co Jezus powiedział o Janie Chrzcicielu: aż do niego prorocy, od niego zaś królestwo boże.

Nie należy jednak mniemać, iż ten wielki i namiętny prąd religijny toczył się korytem jakichś dogmatów, jak to miało miejsce z wszystkiemi walkami, które powstały w łonie chrześciaństwa. W tej epoce Żydzi nie byli zupełnie teologami. Nie pogrążali się w spekulacye filozoficzne nad istotą Boga; wierzyli w aniołów, w ostateczny cel bytu człowieka, w osobiste przymioty Boga; była to wiara swobodna, nie skrępowana formułkami, odpowiadająca nastrojowi dusz, każdy mógł ją sobie inaczej wykładać a śród tłumu nie zastanawiano się wogóle nad podobnemi rzeczami. Właściwie najbardziej prawomyślni nie snuli żadnych marzeń, trzymając się wiernie prostaczego Zakonu. Nie istniała również żadna władza, stanowiąca dogmaty, jak później Kościół w Chrześciaństwie. Dopiero z nastaniem III-go wieku nowej ery, kiedy Chrześciaństwo dostało się do rąk ludów, obałamuconych mędrkowaniem, ogłupiałych dyalektyką i metafizyką, poczyna się ów obłęd definicyi, który z historyi kościoła uczynił historyę niezliczonych sporów dogmatycznych. Żydzi także dysputowali; każda szkoła oddawała się żarliwie rozwiązywaniu najzawilszych zagadnień; ale te walki, których ślady przekazał nam Talmud, nie zawierają spekulacyi teologicznej. Strzedz Zakonu i postępować według niego, bo to jest sprawiedliwe, być sprawiedliwym, bo to jest najwyższe szczęście dostępne dla człowieka — oto kwintesencya judaizmu. Niema tu żadnego Credo, żadnej symboliki teoretycznej. Dlatego Mojżesz Majmonides, uczeń najśmielszej filozofii arabskiej, mógł zostać wyrocznią synagogi, gdyż był wyćwiczonym kanonistą.

Za czasów ostatnich Asmonejczyków i Heroda zapał religijny wciąż wzrasta. Czasy owe, to szereg nieustających ruchów religijnych. Z chwilą, gdy władza świecka przeszła całkowicie do rąk pogańskich, naród żydowski przestaje coraz bardziej zajmować się sprawami ziemskiemi i żyje wyłącznie życiem wewnętrznem. Świat, pochłonięty innemi zdarzeniami, nie ma pojęcia, co się dzieje w tym oddalonym i zapomnianym kącie Wschodu. Tylko umysły, stojące na wysokości swoich czasów wiedzą coś o tem. Wrażliwy a jasnowidzący Wergiliusz staje się jakiemś echem Izajasza; z powodu narodzin dziecka marzy o powszechnem odrodzeniu[14]. Podobne marzenia stają się niebawem czemś powszechnem i tworzą nawet osobną gałąź piśmiennictwa, zwaną literaturą sybilińską. Niespodzianie wyrosły cezaryzm zapala umysły; wielki okres pokoju, który teraz nastał, ogarniająca umysły melancholia po niesłychanem wyczerpaniu doby rewolucyjnej, napełnia serca bezgranicznemi nadziejami.

W Judei nadzieje te doszły do punktu kulminacyjnego. Ludzie świętobliwi, jak Symeon, który według legendy miał piastować na rękach Jezusa, jak Anna, córka Fanuelowa, uznana prorokini[15], strawili życie całe w pobliżu świątyni na postach i modłach, aby tylko Bóg nie odwołał ich z tej ziemi, ażby ujrzeli ziszczone wszystkie nadzieje Izraela. Czuć, iż zbliża się epoka zdarzeń wielkich, nigdy przedtem nie widzianych.

Ten chaos rozumowań i marzeń, zawodów i nadziei, ten żar tęsknoty, rozdeptywany ustawicznie twardą stopą rzeczywistości, znalazł nareszcie rzecznika w człowieku nadzwyczajnym, którego głos ludu mianował »Synem Bożym« i to z całą słusznością, gdyż dzięki jemu religia uczyniła taki krok naprzód, jakiego nie uczyniła nigdy ani przedtem ani potem.


Przypisy

  1. Wypada zaznaczyć, że tem określeniem obejmuje się zazwyczaj ludy, które się posługiwały lub posługują jednym z tak zwanych semickich języków. Określenie to jest właściwie tak błędne, jak np. określenia »styl gotycki« albo »liczby arabskie«, których to określeń wciąż się używa dla uniknięcia nieporozumień, choć bezzasadność ich dawno udowodniono.
  2. I. Samuelowe X, 25: »Tedy powiedział Samuel ludowi prawo królewskie, i spisał je na księgach, które położył przed Panem.«
  3. Izajasz II, 2:; »I stanie się w ostateczne dni, iż będzie przygotowana góra domu Pańskiego na wierzchu gór, i wywyższy się nad pagórki, a zbieżą się do niej wszyscy narodowie«; patrz także rozdz. XL i nast., roz. LX i nast., wreszcie Micheasza IV, 1 i nast. Należy pamiętać, że drugą połowę proroctwa Izajasza, począwszy od roz. XL przypisano mu mylnie.
  4. Izajasz LII, 13: »Oto się szczęśliwie powiedzie słudze memu. Wywyższony, podniesiony i bardzo uwielbiany będzie. Jako wiele ich zdumieją się nad nim, że przemierzła jest nad inne ludzie osoba jego, a kształt jego nad syny ludzkie: Tak zasię pokropi wiele narodów, i Królowie przed nim zatulą usta swe, przeto, że czego im nie powiadano, to oglądają, a to, o czem nie słuchali, wyrozumieją.« Patrz także Roz. LIII w całości.
  5. Ruth I, 16: »Na co jej odpowiedziała Rutha: nie wiedź mię do tego, abym cię opuścić i od ciebie odejść miała; owszem gdziekolwiek pójdziesz, z tobą pójdę, a gdziekolwiek mieszkać będziesz, z tobą mieszkać będę; lud twój lud mój, a Bóg twój Bóg mój.«
  6. Ester IX, 21: »Postanowili też i to przyjęli Żydowie na się, i na nasienie swoje, i na wszystkie, którzy się do nich przyłączyli...«
  7. Mateusz XXIII, 15: »Biada wam nauczeni w piśmie i Faryzeusze obłudni! iż obchodzicie morze i ziemię, abyście uczynili jednego nowego Żyda; a gdy się stanie, czynicie go synem zatracenia, dwakroć więcej niżeliście sami.« Patrz także Józefa Flawiusza Vita 23, Antiq. Jud., XX, II, 4 i Bellum jud. II, XVII, 10 oraz VII, III, 3; Horacy, Sat. I, IV, 143: »i, jak robią żydzi, przymusimy cię zaciągnąć do naszego pułku«; Juv. XIV, 96 i nast.; Tacyt Annales II, 85: »...Była sprawa i o zniesienie nabożeństwa egipskiego i żydowskiego; i wydany dekret senatu, aby cztery tysiące z urodzenia wyzwoleńców temi zabobonami rażonych...« Także Hist. V, 5; Dio Cassius XXXVII, 17.
  8. Miszna Szebiit X, 9; Talmud Babiloński Niddah fol. 13 b, Jebamoth 47 b; Kiduszin 70 b; Midrasz Jalkut Ruth fol. 163 d.
  9. List apokryficzny Barucha, u Fabriciusa, Cod. pseud. V. T. II, 147 i nast.
  10. II-ga księga Machabeuszów, roz. VII, oraz De Maccabaeis, rzecz przypisywana Józefowi Flaviuszowi. Patrz także List św. Pawła do Żydów XI, 33 i następne: »Zagaszali moc ognia, uchodzili ostrza mieczów, mocnymi się stawali z niemocnych. A drudzy na próbach rozciągnieni, nie przyjąwszy wybawienia, aby lepszego dostąpili zmartwychwstania... Byli zasię kamionowani, piłą przecierani, kuszeni, mieczem zabijani.«
  11. III księga (apokr.) Machabeuszów; Rufin, Suppl. ad Jos. Contra Apionem II, 5.
  12. Daniel VII, 13 i nast.: »Widziałem też w widzeniu nocnem, a oto, przychodził w obłokach niebieskich podobny synowi człowieczemu, a przyszedł aż do Starodawnego, i przywiedziono go przed obliczność jego. I dał mu władzę i cześć i królestwo, aby mu wszyscy ludzie, narody i języki służyli; władza jego władza wieczna, która nie będzie odjęta, a królestwo jego, które nie będzie skażone.«
  13. Vendidad XIX, 18, 19; Minokhired, ustęp ogłoszony w »Zeitschrift der deutschen morgenlaendischen Gesellschaft« I, 263; Bundehesz XXXI. Brak ścisłej chronologii tekstów zendzkich i pelwickich nasuwa wiele wątpliwości w sprawie podobieństw pomiędzy wierzeniami Żydów i Persów.
  14. Egl. IV. Poemat Cumaeum carmen (w. 4) to rodzaj sybilińskiej apokalipsy przesianej filozofią, która była wysnuta z głębokiej znajomości dziejów Wschodu. — Patrz także Servius i Carmina sybillina III, 97—817. Także Tacyta Hist. V, 13.
  15. Łuk. II, 25 i następne: »A oto był człowiek w Jeruzalemie, któremu imię było Symeon; a ten człowiek był sprawiedliwy i bogobojny, oczekujący pociechy Izraelskiej... I obwieszczony był od Bogà przez Ducha Świętego, że nie miał oglądać śmierci, ażby pierwej oglądał Chrystusa Pańskiego. Ten przyszedł z natchnienia Ducha Świętego do kościoła; a gdy rodzice wnosili dziecko Jezusa... tedy on wziąwszy je na ręce swoje, chwalił Boga i mówił: Teraz puszczasz sługę Twego Panie!... A była Anna Prorokini, córka Fanuelowa z pokolenia Asser, która była bardzo podeszła w leciech... nie wychodziła z świątyni, w pościech i modlitwach służąc Bogu w nocy i we dnie. Ta onejże godziny nadszedłszy, wyznawała Pana i mówiła o nim wszystkim, którzy oczekiwali odkupienia w Jeruzalemie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.