Żywot Jezusa/Od tłomacza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Niemojewski
Tytuł Od tłomacza
Pochodzenie Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
OD TŁOMACZA.

W ciągu pięciu wieków doby nowożytnej stosunek światłego czytelnika do biblii uległ dwa razy zmianie zasadniczej. Pierwszą zmianę spowodowała Reformacya, usuwając wszelką egzegezę urzędową i uznając za jedyną powagę tekst biblii, drugą zaś nowożytna wiedza, która sam ów tekst poddała ścisłej analizie. Pierwsze zdarzenie było wyzwoleniem sumienia i zapewniło wolność wiar, drugie natomiast było ostatnim aktem wyzwolenia rozumu z pod sugestyi tych wiar, dzięki czemu przekonano się ostatecznie, że jedna i ta sama logika obowiązuje na całym obszarze myśli ludzkiej. A zarazem stosunek wiary do rozumu został raz na zawsze ustalony: Rozum i wiara nie są już potęgami równorzędnemi; wiara bowiem z całą bezsilnością usiłuje stanąć w poprzek dociekaniom rozumu a rozum z całym spokojem bierze wiarę za przedmiot swoich badań.

Ściśle naukowe studya nad biblią trwają dopiero 150 lat. Ale poglądy krytyczne zaczęły się ujawniać znacznie wcześniej. Żyjący w XII. w. uczony żydowski Ibn-Asra z Toledo (1088—1167) wykazał w swym komentarzu do biblii, że Mojżesz nie może być uważany za autora pięcioksięgu. Twierdzenia jego rozwinął, uzasadnił i zastosował prawie do wszystkich ksiąg Starego Zakonu Spinoza (1632—1677) w swoim »Traktacie teologiczno-politycznym«, ogłoszonym bezimiennie w r. 1670. Cały ten traktat jest już właściwie wyrazem nowożytnego poglądu na biblię. Jednakowoż dopiero w r. 1753 Dr. Jan Astruc w swej pracy: »Conjectures sur les mémoires originaux, dont il paroit, que Moyse s’est servi, pour composer le livre de la Génese« kładzie podwaliny pod prawdziwie naukowy sposób badania biblii wykazując, że pierwsza księga Mojżeszowa nie jest dziełem oryginalnem, ale kompilacyą dwóch starszych tekstów, znacznie różniących się od siebie, że w jednym z nich Najwyższa Istota nazywa się »Elohim«, »Eloh«, »El«, a w drugim »Jahve«, »Jah«. Odkrycie to było niezmiernie płodne w skutki. Drogą przez dr. Astruc’a wytkniętą poszły całe pokolenia następnych badaczy, które, jeżeli rzecz uwzględnimy do chwili bieżącej, do wykopalisk babilońskich i do zapoczątkowanej przez Fryderyka Delitscha rozgłośnej literatury »Babel-Bibel«, doszły do wyników, dających się streścić w punktach następujących: 1) Biblia jest dziełem narodu żydowskiego, czyli jego literaturą, obejmuje szczątki doszłego nas żydowskiego piśmiennictwa, a więc prawo, historyę, etykę, teologię, poezyę i t. p. 2) Ponieważ Żydzi nie należą do najstarszych ludów w rodzinie semickiej ale do najmłodszych, przeto i literatura ich, objęta mianem biblii, jest od literatur tych ludów młodszą, powstała i urabiała się pod ich wpływem a nieraz nawet wykazuje silną pochodność. 3) W biblii żydzi zebrali swoje mniemania o Bogu, o powstaniu i ustroju świata, o pochodzeniu człowieka i o zadaniach ludu izraelskiego, które to mniemania, nie zawsze oryginalne, choć dużym indywidualizmem zabarwione, są tylko ogniwem w długim łańcuchu podobnych mniemań budzącej się myśli ludzkiej. Ani jeden oryginał pism Starego Zakonu nie doszedł naszych czasów a odpisy, które się zachowały, są znacznie późniejsze od odpisów ksiąg Nowego Testamentu, a przytem ani jeden nie jest zupełnie zgodny z tekstami starszych od nich przekładów na inne języki, jak np. z Septuagintą, przekładem greckim pentateuchu, który powstał około r. 280 przed naszą erą. Śród niesłychanych nieszczęść narodu żydowskiego, kiedy nieraz istotnie kamień na kamieniu nie zostawał, ginęły także rękopisy. Historyk żydowski Józef Flaviusz wspomina w »Bellum Judaicum« (V. v. 5), że po zburzeniu Jerozolimy przez Tytusa »prawo« żydowskie wraz z innemi trofeami zostało przez zwycięzców zabrane do Rzymu. Obecny tekst hebrajski biblii jest dziełem szkoły Mazoretów i został ustalony między r. 590—800. Pierwszy drukowany tekst pism Starego Zakonu ukazał się w Soncino 1488. Zatem »ludzki« początek biblii jest dziś nietylko postulatem rozumu, jak za czasów genialnego Spinozy, ale rzeczą naukowo udowodnioną.

Wszystko, co powiedzieliśmy dotąd, stosuje się do ksiąg Starego Zakonu. Biblia jest dziełem wysokiej starożytności, ale wskutek szczególnych warunków, w jakich żyjemy, posiada znaczenie aktualne. Z tego też powodu Nowy Testament interesuje światłego a nieobeznanego z przedmiotem czytelnika bez porównania więcej. Postać Jezusa wywarła potężny wpływ na losy ogromnej części świata w ciągu dwudziestu bezpośrednio po sobie następujących wieków i wywiera dotąd. Przeto myślący czytelnik chce dziś koniecznie wiedzieć, co nauka w tym kierunku zrobiła. Nawiasowo zaznaczymy, że również z ksiąg Nowego Zakonu nie zachował się ani jeden oryginał, że trzy najstarsze zbiory rękopisów (w Watykanie, w Londynie i w Petersburgu) są odpisami pochodzącemi z IV w. naszej ery, że żyjący mniej więcej w tym czasie twórca Wulgaty św. Hieronim bardzo biadał nad ich stanem chaotycznym i nad samowolą przepisywaczy, dążących do uzgodnienia tekstów różnych autorów, że żyjący w II w. biskup Papias, wielka ówczesna powaga w świecie chrześciańskim i dotąd przez kościół katolicki czczona, odzywał się o wszystkich ewangielistach w sposób bardzo ujemny, stawiając wyżej ustną tradycyę, że wreszcie wszystkie teksty kanoniczne są napisane greczyzną, przepełnioną judaizmami. Wzmianki o Chrystusie lub Chrestosie znajdujemy u Tacyta i Swetoniusza, u Józefa Flaviusza i w Talmudzie. Pisma chrześciaństwu przeciwne zostały przez żarliwą sektę wytępione, jak np. pisma Kelsosa, żyjącego w II w. naszej ery za czasów Hadryana; jego »Księgę prawdy« odbudował po części z polemizującego z nim Origenesa dr. Keim z Zurychu. Kelsos przedstawia historyę Jezusa w zupełnie odmiennem świetle. Na nim też oparł swe ciekawe studyum Gustaw Lejeal »Celse et Jésus« (w L’humanité nouvelle«, luty 1898, VIII str. 170) oraz »Histoire naturelle de Jésus« (tamże, styczeń 1899), następnie Auguste Dide w »La fin des religions« (L’anti-évangile de Celse, str. 162) i inni.

Anglicy, Francuzi i Niemcy zrobili w tym kierunku niesłychanie wiele, jeżeli nie wszystko. U nas niestety prawie nikt nie zajmuje się podobnemi badaniami[1]. Inteligentnemu Polakowi wystarcza z zakresu religii i jej historyi ta okruszyna wiedzy, w którą został wyposażony nędzarz, tłukący przez cały dzień kamienie przy gościńcu. Z lubością tylko uprawiamy frazeologię biblijną, sypiąc ustawicznie cytatami z księgi nigdy nieczytanej. Nauka polska, która dzięki różnym prześladowaniom, jakim ulegają jej przedstawiciele, musi nieraz rozwijać się w kierunku »najmniejszego oporu«, albo bała się tknąć biblii, pozostawiając studya nad nią klerowi, albo też ją lekceważyła. Przyrodnik uważał ją za książkę przestarzałą; społecznik nie miał dla niej czasu. A jednak to, co stanowi jej treść, jest jako powietrze nas otaczające, którem wszyscy z konieczności oddychamy. Biblia wpływa na nasze życie, na nasze myśli, na nasze postanowienia; z tego źródła płyną nasze usposobienia, nasze fanatyzmy, bardzo często nasze bohaterstwa, niekiedy nasze zdrady. Czy wiedza polska może przejść do swego »porządku dziennego« nad tak ważnem zagadnieniem? Czyż nie powinna rozświetlić nam tych kardynalnych rzeczy, które wpływami swemi omotały nas od kolebki do trumny i które wytwarzają z nas pewien typ ludzki?

Jeżeli gdzie, to u nas właśnie nauka taka jest wyczekiwana jak strumień świeżego powietrza dla duszących się płuc. Naród polski jedną półkulą mózgową tkwi w »prawie przyczynowości« a drugą w czysto »teologicznym poglądzie na świat«. Położenie jego polityczne sprawia, że wprost zabobonnie lęka się myślowych zmian, że z najważniejszych zagadnień uczynił nietykalne »Tabu« i że uważa niemal za zdradę narodową zastanawianie się nad takiemi rzeczami i ideami, jak biblia, religia, Bóg. Nie zdaje sobie sprawy, że tylko barbarzyniec postępuje w ten sposób, że lud ucywilizowany wszystko bada. Nie widzi wielkiego niebezpieczeństwa, które grozi jego inteligencyi. Jedna klasa stara się ukryć przed drugą cały szereg publicznych tajemnic. Szukać, badać, poznawać — do tego ma prawo każdy człowiek. Wiedza jest dla wszystkich.

Powiedzieliśmy wyżej, że postać Jezusa wywarła potężny wpływ na dzieje ludzkości i wywiera dotąd. Tego, co trwało dwadzieścia wieków, wiedza polska pominąć nie może. Zadaniem jej jest: dać społeczności polskiej na tę postać pogląd naukowy.

Tłomaczenie głośnego dzieła Ernesta Renana »Żywot Jezusa« zjawia się niestety w okrągłe czterdzieści lat po ukazaniu się trzeciego wydania oryginału. Czterdzieści lat straconych! Przez te czterdzieści lat społeczność nasza, prawie nic nie wiedząc o Straussach, Reussach, Gunklach etc. słyszała tylko z kazalnic i z łamów pism klerykalnych, że istniał w bezbożnej Francyi jakiś »okropny bluźnierca« Ernest Renan i że na takiego bluźniercę mogła się była zdobyć tylko Francya, kołyska Wolterów, Robespierrów i Zoli. Dziś, korzystając z liberalnego paragrafu ustawodawstwa austryackiego, który brzmi w niemieckim pierwotekscie: »Die Wissenschaft ist frei«, przedkładamy publiczności polskiej tłomaczenie podstawowego dzieła tego »okropnego« człowieka w przekonaniu, że owa »okropność« rozwieje się jako czad, który, wychodząc z klerykalnego piecyka, tumanił nam głowy.

Jest to, o ile sięgają moje bibliograficzne wiadomości, pierwsze dzieło w tym rodzaju, które pojawia się w przekładzie polskim. Specyaliści mogliby stawić tłomaczowi pytanie, czemu wybrał to właśnie dzieło? Czy nauka nie postąpiła od 1863 roku? Owszem postąpiła. Ale mimo to dzieło Renana pozostało dziełem podstawowem a nadzwyczajne zalety stylu wynoszą je ponad wszelkie inne. Nieprzygotowana do studyów poważnych z tego zakresu polska publiczność nie strawiłaby poprostu takiego Straussa lub Noacka, choćby przekład był idealny. Prace innych, a zwłaszcza nowszych autorów nie są obrazem tak skończonym, tak wyczerpującym, są poświęcone bardziej szczegółom. Renan objął całość a przytem czyta się go jak powieść, jak poemat. Bo Renan był nietylko uczonym. On był poetą. A być poetą, to nie znaczy, jak już dziś każdy wie, robić wiersze. Renan napisał wprawdzie szereg »filozoficznych dramatów«; ale nie to pasuje go na poetę. Po ukończeniu mozolnych badań bibliotecznych, archeologicznych, topograficznych, spojrzał na Palestynę okiem wieszcza, który dzięki twórczej a raczej odtwórczej wyobraźni buduje z poszczególnych drobinek olbrzymią całość, który, spojrzawszy po uroczych polach Galilei, odgadł »jak to było«. Z pod palących promieni słońca palestyńskiego chroni się do chaty Maronity i dotykając stopą ziemi historycznej, owiany atmosferą dawności, pisze siedmiotomowe dzieło o »Początkach chrześciaństwa«, a właściwie dzieła tego tom pierwszy p. t. »Życie Jezusa«. Towarzyszy mu ukochana siostra Henryetta, która dnia 24 września 1861 r. umiera w Byblos. Renan poświęca pracę swą jej pamięci. Oto dedykacya tego »potwornego bluźniercy«:

»Czy przypominasz sobie Ty, spoczywająca teraz na łonie Boga, owe długie dni w Gazir, gdzie ja, Ciebie mając tylko za towarzyszkę, kreśliłem te karty, uniesiony natchnieniem, płynącem z miejscowości, które zwiedzaliśmy razem? Pogrążona w milczeniu, siadłszy obok mnie, odczytywałaś każdą stronicę i natychmiast przepisywałaś — a u stóp naszych słało się morze, kładły się wioski, piętrzyły góry. Kiedy zabójcze słońce ustąpiło na błękitach miejsca niezliczonej armii gwiazd, Twoje subtelne uwagi, wątpliwości pełne dyskrecyi, naprowadzały mnie znowu na owe szczytne zagadnienia, nad któremi rozmyślaliśmy wspólnie. Pewnego dnia powiedziałaś mi, że będziesz kochała tę książkę, najpierw dlatego, że powstała z Twoją pomocą, następnie dlatego, że Ci się ona podoba. Ilekroć nawiedzała Cię obawa, że książka ta stanie się pastwą ciasnych sądów ciemnych ludzi, natychmiast pocieszałaś się myślą, będącą głębokiem Twojem przekonaniem, iż duszom prawdziwie religijnym wystarczy to, co Tobie, wystarczy im, że książka ta przemawia do nich. Śród takich rozmyślań uroczych śmierć uderzyła mnie i Ciebie swojem skrzydłem; sen febryczny zamknął oczy mnie i Tobie; ja się zbudziłem, ale — sam... Ty spoczywasz teraz w ziemi Adonisa, w pobliżu świętego Byblos i wód, do których mieszały się łzy owych niewiast misteryum starożytności. Odsłoń, dobry geniuszu, mnie, którego kochałaś, odsłoń owe prawdy, które panują nad śmiercią, które odejmują trwogę przed nią i każą ją niemal kochać«...

Ernest Renan urodził się dnia 27 lutego 1823 r. w Tréguier, gdzie Francya stawiła mu w tej chwili pomnik[2]. W r. 1860 wybrał się z polecenia rządu w podróż naukową po Syryi. W dwa lata później zostaje profesorem języka hebrajskiego w drogiem naszej pamięci »Collège de France«. Dzięki intrygom kapłanów dnia 11 lipca 1863 r. pozbawiono go katedry, na którą jednak wraca po przewrocie politycznym w grudniu 1871 r. Oto szereg jego dzieł: »Histoire générale et système comparé des langues sémitiques“ (4 wyd. 1864), »L’Averroés et l’averroïsme« (3 wyd. 1869), »Mission de Phénicie« (1864—1874, 9 części), »Vie de Jésus« (1863), przetłómaczone natychmiast niemal na wszystkie języki europejskie, »Les apôtres« (1866), »Saint-Paul« (1869), »L’antéchrist« (1871), »Les évangiles« (1877), »L’Eglise« (1878), »Marc Aurèle« (1882), »Souvenirs d’enfance et de jeunesse« (1884, ciąg dalszy w »Feuilles détachées« 1892), »Histoire du peuple d’Israël« (1887, t. 3), »Drames philosophiques« (1888). Umarł 2 października 1892 r. Dzieła jego przyczyniły się niesłychanie do rozkwitu nauki o początkach chrześciaństwa. Posiadał głęboką wiedzę, uzbrojoną w niezwykły talent pisarski.

Czy przekład niniejszy jest wiernym? I nie, i tak. Nie, gdyż nie tłomaczyłem słowa za słowem z pedantyczną ścisłością; tak, gdyż starałem się nie uronić żadnej myśli, nie oziębić żadnego uczucia, odtworzyć styl i nastrój oryginału. Chciałem tak pisać, jakby pisał Renan, tworzył swe dzieło po polsku. Przez długie sześć miesięcy pracowałem nad tym przekładem, robiąc równocześnie niezbędne studya, odszukując każdą miejscowość na mapach, sprawdzając każde nazwisko w leksykonach. Ze względu na to, że polski czytelnik przeważnie nie ma pojęcia, co zawiera biblia, i ponieważ księga ta jest w domach polskich wielką rzadkością, starałem się ważniejsze odsyłacze Renana wypełnić tekstem i w tym celu posługiwałem się do rozdziału XIX przekładem biblii berlińskiej a od rozdziału XIX przekładem Wujka. Tacyta przytaczałem w słynnym przekładzie Naruszewicza, Swetoniusza w przekładzie Kwiatkowskiego, Józefa Flaviusza w klasycznym przekładzie łacińskim. Prócz tego korzystałem z uwag i wskazówek profesora Ignacego Radlińskiego, który, jak przystało na prawdziwego uczonego, dbał o to, abym nietylko poznał, co w danej chwili praktyczność wskazywała, ale wogóle oświecił się w tej dziedzinie wiadomości ludzkich. Na tem miejscu winienem mu tedy złożyć wyrazy gorącej podzięki. Szczęśliwy będę, jeżeli praca moja uniknie jego nagany. Wybór cytat może się spotkać z krytyką, która mi zarzuci ich niepełność; ale wypadało się liczyć z rozmiarami wydawnictwa; wybierałem też umyślnie cytaty przeważnie z biblii, aby się nareszcie czytelnik dowiedział, co w niej jest, gdyż wychowanie religijne nałożyło nam na oczy jakieś okulary, skutkiem czego nauczyliśmy się przeczyć — drukowanym dokumentom.

Przekład niniejszy poświęcam tym, którzy, w pałacu czy w chacie, szukają prawdy i tylko prawdy. Niemieccy teolodzy wygłosili szczytne zdanie, że Jezus nie może się obawiać badań historycznych. Kler katolicki jest niestety innego zdania. Ale czasy ciemnoty mijają. Dawniej nocom umysłowym przyświecały stosy palonych heretyków; dziś uczony zapala swą lampkę i prowadzi ludzkość wiernie, uczciwie, bez jakichkolwiek ubocznych celów, prócz jednego wielkiego celu — oświaty powszechnej. Dziś prawdziwy uczony nie chowa swej wiedzy dla wybrańców, ale odsuwając Faryzeuszów powiada wraz z Holbachem: »prawda jest jedna, ona jest człowiekowi potrzebna, ona mu nigdy nie może szkodzić«.

Andrzej Niemojewski.

Warszawa, dnia 27 sierpnia 1903.


Przypisy

  1. Pomijając pisma naszych teologów, do których istotnie stosować się może zdanie »timeo Danaos et dona ferentes«, pozwolę tu sobie zwrócić uwagę na prace Ignacego Radlińskiego: 1) Język assyryjski w rodzinie języków semickich, Warszawa 1880, 2) Nowo odkryty napis jerozolimski, Ateneum 1881, 3) Epigrafika kanaańska i literatura hebrajska, oraz: Wstęp do literatury w. śred., w Lit. Powsz. wyd. Lewentala, 4) Poezya dydaktyczna hebrajska, Ateneum 1879, 5) Liryka hebrajska, Ateneum 1881, 6) Apokryfy judaistyczno-chrześciańskie, Wisła 1898—1902. 7) Urywek nowo odnaleziony ewangielii według Piotra Apostoła, »Prawda« (księga pamiątkowa) 1899, 8) Początki chrystyanizmu: a) źródła, b) osoby i fakty, Ateneum 1881—1883, 9) Prorocy hebrajscy wobec krytyki i dziejów, Warszawa 1904.
  2. Odsłonięty uroczyście 13 września b. r.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Niemojewski.