[10]
ŻYWIOŁY
Rośnie: ziemia, powietrze, ogień oraz woda,
Wszystkość, spojona z czterech groźnych elementów.
Z najgłębszej głębi rośnie w głębie firmamentów
Ku gwiazdom starym gwiazda zielona i młoda.
Rodzą się, przetapiają i gasną skupienia.
Nasienia z tego świata i z nieba napoły:
Rozbłyskują się nagle świecące żywioły,
Anioły, śpiące twardo i ciężko, jak ziemia.
I.
Z ciebie wyrastający, czarnej i samotnej,
Ogromniejemy w wszechświat, samotny i czarny,
I niema kresu tobie w pustce planetarnej:
Wszędzie jest tylko ziemia w odbiciu stokrotnem.
Aż kiedyś się wyrwiemy poza światy wrogie
I zrzucimy ich ciężar wraz z istnieniem razem:
Wtedy wyrośniesz nad nas ciężkim czarnym głazem,
Zamurujesz nas sobą i przysypiesz grobem.
II.
Wianie wiatru, głos zwierząt, dźwięk — tej oto — mowy
Napełnia rozszerzone żywem życiem płuca.
Wydech cichym strumieniem niebiosa wyrzuca,
Łącząc ciało z istnieniem, jak widnokrąg nowy.
[11]
Chłonę słone przestworza wargami obiema,
Światło wielu atmosfer znów uderza oczy —
To on, wielki wiejący, z sobą nas jednoczy:
A tam, dokąd umrzemy, już powietrza niema.
III.
Krzewy ciemne rozdyma gorejącym bogiem.
Listeczki najzieleńsze z ciepłej głębi pędzi.
Owocem ciężkim zwisa na twardej gałęzi,
Gromem zrzuca go złotym — wszechrodzący ogień.
Zanim z powietrzem ciało ludzkie w płomień zwiąże.
Znów zapłodni palącem tchnieniem pustkę światów.
Rozprowadza po glebie ciepłej, glebie kwiatów:
I już płonie kwiatami, w ciemnych drzewach krąży.
IV.
Szklanemi korzeniami ryjąc w mrocznej glebie.
Tryska, w dźwięku obraca się łodygą ślizką,
Jak kulę z celulojdu czubem wodotrysku
Podrzuca siebie samą, aby opaść w siebie —
Fontanna bezustanna ciśnieniem wysokiem,
Którem rządzą księżyce. wygina się, wspina
— Z warg zawartych wypływa ostatnim krwotokiem,
Wodą w nicość zmienioną, jako ongi w wino.