Żydowski splen

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Żydowski splen
Pochodzenie Drobiazgi
Wydawca Redakcja „Muchy”
Data wydania 1898
Druk A. Michalski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


Żydowski splen.

Pani Rachela zapadła w splen,
Jak najprawdziwszy angielski lord;
Nie był jej miły obiad ni sen,
Ani od pana Kanarka tort,
Ni konfitury, ni lemoniada...
Cóż miłe temu kto w splen zapada?

Pani Rachela przez całe dnie
Mówiła: — Bardzo nudzi się mnie!
Mnie już się przykrzy jeździć do wód,
Bo próbowałam je wszystkie wprzód,
Mnie już nie bawi nawet Ostenda,
Gdzie tyle państwa latem się szwęda.

Mnie już się sprzykrzył rodzony mąż,
Co mi brylanty kupuje wciąż,
Mnie złoto stoi jak w gardle kość
Już kosztowności posiadam dość,
Cała kasetka zapchana przecie;
Dla mnie to tyle znaczy co śmiecie!


Mnie już znudziła kosztowność szat,
Których mi cały zazdrości świat
Lekkich koronek ogromna moc,
Które szwarcownik niósł w ciemną noc;
Wszystko w komodzie leży na kupie,
Takie to nudne i takie głupie.

Mnie już obrzydły pieniądze me,
Ja do nich dotknąć nie lubię się,
I nie chcę patrzeć na złota stos
I wciąż przeklinam mój nędzny los,
Ja nie dbam o to, co zazdrość budzi,
Co pożądaniem jest wszystkich ludzi.

Ach wiem co zrobię! — pieniądze te,
Ja rzucać będę dziś byle gdzie,
W nich ma choroba z pewnością tkwi
I świat dla tego tak obrzydł mi,
Niech biedni ludzie, co chodzą boso,
Z moich pieniędzy korzyść odniosą.

Tak pulchna dama zapadła w splen,
Jak najprawdziwszy angielski lord,
Ani jej miły obiad, ni sen,
Ani od pana Kanarka tort,
Więc chciała zaraz, gwałtem czemprędzej
Pozbyć się wszystkich swoich pieniędzy!
.................

Wtem sługa szklankę rozbiła raz,
W znudzonej damie zakipiał gniew
Dy hast cerbrochen a siajne glas!
Moją dziesiątkę oddaj! mą krew!
I z wielkiej złości dama osłabła,
Ale splen cały... poszedł do dyabła.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.