[191]ŻYDOWSKI MAJ.
Znowu przybył maj skrzydlaty —
I swój czar roztacza wkrąg:
Wszystkie trawki, wszystkie kwiaty
Znów zbudziły się sródśród łąk.
[192]
Pola tęczą barw się mienią,
Lasy znowu się zielenią;
PosródPośród wonnych, swieżychświeżych drzew
Znów słowika dźwięczy spiewśpiew.
Znów maluje ziemię wiosna;
Gdy powiodła pędzlem raz,
Ruń zabłysła wnet radosna,
Cały zazieleniał las.
Znowu słońce z niebios swieciświeci,
W łonie ziemi ciepło nieci
I pieszczotą słodką swą
Do uciechy prosi ją...
Znów zieleni się i kwitnie
Młody ludzkich uczuć sad:
I fantazje cudne szczytnie
Serca zaludniają swiatświat.
Jasne, złote sny się snują
I budują
Niebios szczyty,
I prowadzą
Nas w błękity:
Wszędy lśnią się
Szczęścia zorze,
Których każdy doznać może.
Lecz — ot z pochyloną skronią
Zbliża się zgrzybiały mąż:
Nad wiosenną kwietną błonią,
Jęcząc, głową kiwa wciąż,
Mózg mu pali myśl żałosna,
Z wiosny wcale nie jest rad:
Jego słońce, maj i wiosna
Prysły już od wielu lat.
Wiecie, któż to ten cień żywy,
Komu maj — to baśń i mit,
Kto, gdy cały świat szczęśliwy,
[193]
W piersi ból ma, w duszy — zgrzyt?
To męczennik stary — żyd!...
Nie fantazją jasną wionie
Jego błędny, szklany wzrok:
W jego łonie
Rozpacz płonie:
Stara rana jest związana
Z wspomnieniami zmierzchłej doby:
Zimne zwłoki, trupy, groby —
Zmierzch młodości, szczęścia zmrok!
Kwiatek z grządki, listek z drzewa
Krwawą dlań ironją drga:
Krzak — jakgdyby nań się gniewa,
Każda ptaszka jest nań zła.
Obce kwiaty, obce głogi,
Obcy świat i obcy maj!
Obcy ludzie, obce bogi,
Obca wiosna, — obcy raj!..
O, nie drwijcie ze mnie kwiaty!
Piękne ściePiękne-ście — przyznaję wam!
Lecz piękniejsze żyd przed laty
Własną stopą deptał — tam...
W jego kraju — pomarańcze
Żyzną ozłacały błoń,
A przecudne kwiecie — Boga
Własna tam sadziła dłoń.
Powie wam to cedr Libanu
I Saronu każdy kwiat:
Dotąd po ich dawnym panu
Został im w pamięci ślad.
Góra powie wam Oliwna,
Karmel — kraj nasz cały ten!
Zapytajcie pięknych trupów
[194]
O zamierzchły piękny sen!
W tej uroczej żyd krainie
Woń Edenu wdychać mógł;
Tam on wzniosłą miał świątynię,
Gdzie mu się objawiał Bóg.
W jego świętym brzmiał namiocie
Archaniołów słodki śpiew,
I radości żyd doznawał —
Bujał wśród niebiańskich stref.
Tam — w nadziemskich natchnień wirze —
Niegdyś żyd na swojej lirze
Wyczarował upojony
Najcudniejszych pieśni tony,
Co z tym czarem i z tą wonią
Nigdy już tu nie zadzwonią: —
Ach, na niemej wierzbie hen
Wisi ludu mego sen!...
Przeminęło już!... Lecz oto
Znowu w marzeń wchodzisz kraj —
Słyszysz, bracie? „Witaj!“ — zdala
Wzywa ciebie nowy maj.
Otrzyj łzy swe — nie zginąłeś,
Choć cię długi trapił znój —
Nowe lata, dobre lata
Idą, biedny żydzie mój.
Słyszysz, jak z za chmur opony
Płyną tu niebiańskie tony,
Archanielskich pieśni wiew —
Słyszysz, słyszysz nowy śpiew?
Znowu pachnąć będzie esrog[1]
Tysiącami swoich łask.
[195]
Znowu śpiewać będziesz, pasąc
Owce swe śród kwietnych łąk:
Znów żyć będziesz, jak przed laty,
Pędząc dni szczęśliwych ciąg.ciąg,
Po okrutnej twej włóczędze
Pełnym życiem czas już żyć!
Jeszcze będą u stóp Morja
Bohaterskie serca bić...
Nikt cię gnębić już nie będzie,
Kres twych mąk nastąpi wraz:
W domu pozostaniesz swoim,
Jak w ów dawny, złoty czas.
Tylko dzielnie wstąp na ścieżkę,
Co cię w kraj twój zawieść ma!
Przy zapadłym świętym murze
Tli się dotąd żywa skra!...