Żabusia/Akt III/Scena VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gabriela Zapolska
Tytuł Żabusia
Podtytuł sztuka w trzech aktach
Część Akt III, Scena VI
Pochodzenie Teatr Gabryeli Zapolskiej
Data wydania 1903
Wydawnictwo Redakcya Przeglądu Tygodniowego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały Akt III
Pobierz jako: Pobierz Cały Akt III jako ePub Pobierz Cały Akt III jako PDF Pobierz Cały Akt III jako MOBI
Cała sztuka
Pobierz jako: Pobierz Cała sztuka jako ePub Pobierz Cała sztuka jako PDF Pobierz Cała sztuka jako MOBI
Indeks stron

SCENA VI.
Ciż sami, Żabusia.

Żabusia. Wołasz mnie Raku?

Bartnicki. Tak, wychodziemy z dziadziem...

Żabusia. Dobry wieczór dziadziowi!...

(Całuje ojca).


Bartnicki. Co ci to Żabciu? masz oczęta czerwone? płakałaś?

Żabusia. To nic, głowa mnie boli.

Bartnicki. Zmartwiłaś się, że wyrzuciłem za drzwi Maniewiczową? Ale jak Boga kocham inaczej postąpić nie mogłem.

Żabusia. Nie, to mi wszystko jedno... tylko niespokojna jestem... niańka z dzieckiem nie wraca.

Bartnicki. Nic im się nie stanie. Mania musiała im zrobić czekoladę i bawi się z Nabuchodonozorem... Nie widziała dziecka blizko od miesiąca... Niech się z nią nacieszy.

Żabusia. Wolałabym żeby już Jadzia była w domu.

(Idzie ku drzwiom balkonowym, nachyla się i patrzy na ulicę).


Milewski (patrzy na nią). Cacko!... nie dlatego, że moja córka, ale... cacko!... To nie żadna sztuka, że jej nie zdradzasz. Babcia także mnie nie zdradzała, nawet jej to przez myśl nie przeszło. Żabcia wdała się we mnie jak dwie krople wody... przypomina mnie zupełnie i z charakteru i z wyglądu... (do Bartnickiego). Więc przepędziłeś tę Maniewiczowę?

Bartnicki. Ajakże... bez pardonu!...

Milewski. Miałeś racyę. Co nam, mężczyznom wolno, to kobietom zasię... Kobieta powinna być jak kryształ... o! jak Żabcia!... Już my ją z babcią na pokusy uzbroili... Ta ma zasady! Możesz być spokojny.

Bartnicki. Spodziewam się (do żony). Dowidzenia Żabciu, może ci przynieść antipiryny?

Żabusia. Nie Raku!... dziękuję... (Dławiąc się łzami, uwiesza u męża na szyi). Ja ciebie bardzo kocham, Raku!

Bartnicki. Moje ty Żabstwo brylantowe!

Milewski. Przyjdziemy wieczorem z babcią... zagramy w loteryjkę...

Żabusia. Przyjdźcie!...

(Odprowadza ich do przedpokoju)



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska.