Żabusia/Akt III/Scena III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gabriela Zapolska
Tytuł Żabusia
Podtytuł sztuka w trzech aktach
Część Akt III, Scena III
Pochodzenie Teatr Gabryeli Zapolskiej
Data wydania 1903
Wydawnictwo Redakcya Przeglądu Tygodniowego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały Akt III
Pobierz jako: Pobierz Cały Akt III jako ePub Pobierz Cały Akt III jako PDF Pobierz Cały Akt III jako MOBI
Cała sztuka
Pobierz jako: Pobierz Cała sztuka jako ePub Pobierz Cała sztuka jako PDF Pobierz Cała sztuka jako MOBI
Indeks stron

SCENA III.
Ciż sami i MANIEWICZOWA przez drzwi balkonu.

Maniewiczowa (za drzwiami stuka). Czy wolno?

Żabusia. Ona? proszę cię, mój Raku, odejdź... ja sama ją przyjmę...

Bartnicki. Nie!... to ja panie tego ją przyjmę... oddawna chciałem się z nią spotkać, ale ty zawsze przeszkodziłaś...

Żabusia. Raku!... ja nie chcę!

Bartnicki (idzie ku drzwiom balkonowym). Pozwól, to do mnie należy...

(Otwiera drzwi, ale nie wpuszcza do pokoju Maniewiczowej).


Maniewiczowa (wesoło). Cóż to zamknęliście się, przed kim? przedemną?

Bartnicki. Zamykamy te drzwi odkąd nieszczęście nimi weszło pani dobrodziejko.

Maniewiczowa. Nieszczęście? przez balkon?...

Bartnicki. Tak... a że my swój spokój cenimy bardzo... więc panie tego... choć mi to bardzo boleśnie, ale uprzedzam panią dobrodziejkę, że te drzwi będą zawsze zamknięte...

Maniewiczowa. Co panu jest, panie Raku?... czy zaczynasz cierpieć na zawroty głowy?...

Bartnicki (z hamowanym gniewem) Moja główna choroba — to uczciwość! i to choroba całego mojego domu... całej mojej rodziny! Ja chcę, żeby próg mojego domu nie był splamiony nigdy nogą szubrawców a taka żona, panie tego, co kochanków do domu podczas nieobecności męża wpuszcza... to jest... panie tego... ja już wiem co ona jest!

Żabusia. Raku, proszę cię!...

Maniewiczowa. Co to wszystko znaczy?

Bartnicki. Niech pani przede mną nie udaje i oczów nie mruży, bo ja choć, panie tego, narazie na prośby Żabusi panią wyratowałem... ale kpić z siebie nie dam. A o Żabcię mi także chodzi. To dobre, niewinne i czyste dziecko. Pani mi ją możesz popsuć a już dosyć nieszczęścia na ten dom spadło... Dlatego pani daruję.. ale.. (z gestem). Kłaniam.

(Wychodzi trzaskając drzwiami).


Maniewiczowa. Co się dzieje?

Żabusia (szybko). Nic! nic! nieporozumienie... zlituj się nademną... nie przychodź tutaj... ja to naprawię wszystko jakoś... Zresztą już tak zrobię, że się ztąd wyprowadzimy! moja droga! moja droga daruj to wszystko! ale... ja ci powiedzieć nie mogę, bo tybyś się na mnie gniewała...

Maniewiczowa. Czyś ty czasem jakiegoś swojego wybryku na mnie nie spędziła?

Żabusia. Ja? cóż znowu! jak babcię kocham nie! Tylko Rak zrobił się taki podejrzliwy... i to wszystko przez tę Manię... to ona go tak zbuntowała...

Maniewiczowa. Przyznam ci się, że robicie na mnie wszyscy wrażenie szpitala waryatów i twój mąż nie potrzebuje mi drzwi zamykać, aby mi odebrać ochotę przychodzenia do was przez czas dłuższy... Żegnam cię, moja droga... i pamiętaj, co ci powiedziałam. Strzeż się wplątać w jakąś awanturę... twój spryt i twoja przebiegłość nie na wiele ci się wtedy przydadzą. Nerwy wezmą górę i... zgubią cię!... bądź zdrowa!...

(Wychodzi przez balkon i znika).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska.