Żabi Król (Grimm, 1924)
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Żabi Król |
| Podtytuł | Muzykanci miejscy |
| Pochodzenie | Jaś i Małgosia oraz inne bajki |
| Wydawca | Wydawnictwo Polskie |
| Data wyd. | [1924] |
| Miejsce wyd. | Lwów, Poznań |
| Tłumacz | Franciszek Mirandola |
| Tytuł orygin. | Der Froschkönig oder der eiserne Heinrich |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Dawne to były czasy, kiedy spełniało się to, co ktoś chciał. Wówczas żył król, który miał śliczne córki. Ale najmłodsza była tak piękna, że dziwowało jej się samo nawet słońce. Tuż obok królewskiego pałacu był wielki, ciemny las. W dni upalne chodziła tam królewna, siadała na brzegu chłodnej studni i zabawiała się rzucaniem w górę i chwytaniem złotej kuli. Lubiła tę zabawę nadewszystko.
Pewnego dnia jednak kula odbiła się od ziemi i wpadła do studni.
Królewna spojrzała w głąb, ale studnia była ciemna i przepastna, jakby nie miała dna.
Królewna zapłakała rzewnie, aż nagle głos jakiś spytał:
— Czegóż to płaczesz, królewno?
Obejrzała się i zobaczyła żabę, która wystawiła łeb z wody.
— A to ty jesteś, mościa żabo? — zawołała. — Płaczę, gdyż wpadła mi do studni ulubiona złota kula.
— Poradzę ja na to! — rzekła żaba — Cóż mi jednak dasz wzamian?
— Wszystko! — przyrzekła królewna. — Perły, drogie kamienie, suknie, a nawet złotą koronę moją dostaniesz wzamian za ulubioną kulę.
— Nic mi po twoich klejnotach! — odparła żaba. — Oddam ci kulę, jeśli się zgodzisz zostać moją towarzyszką, jeśli mnie posadzisz u swego stołu, będziesz jadła ze mną ze złotego talerzyka, piła ze złotego kubeczka i pozwolisz mi spać w swojem łóżeczku.
— Wszystko ci to przyrzekam! — zawołała. — Oddaj mi tylko złotą kulę!
Myślała sobie jednak, że niema co zważać na słowa głupiej żaby.
Wobec tego przyrzeczenia, żaba dała nurka na dno, wyniosła złotą kulę i cisnęła ją wysoko, tak, że spadła na trawę. Uradowana królewna pochwyciła ją i pobiegła do domu.
— Czekaj! Czekaj! — wołała za nią żaba. — Weź mnie z sobą. Nie umiem biegać tak, jak ty prędko!
Ale królewna nie zważała na te słowa, niedługo wróciła do pałacu i zapomniała całkiem o żabie, która została w studni.
Nazajutrz siedziała królewna wraz z rodzicami i całym dworem przy obiedzie. Nagle zaczęło coś człapać po schodach, ktoś zapukał i głos jakiś zaczął wołać:
— Otwórz mi, królewno najmłodsza! Otwórz mi!
Królewna pobiegła, otwarła drzwi, ale zobaczywszy żabę, zatrzasnęła je z powrotem i wróciła do stołu.
Król zauważył jednak przestrach córki i spytał:
— Cóż ci to, dziecko moje? Czy tam za drzwiami stoi olbrzym, którego się boisz?
— O nie, ojczulku! — odparła. — To nie olbrzym, ale szkaradne żabsko!
— Czegóż chce od ciebie?
— Ach, drogi ojcze! Wczoraj wpadła mi do studni złota kula moja. Żaba wyniosła mi ją, ale musiałam jej za to przyobiecać, że zostanę jej towarzyszką i wezmę do pałacu. Nie myślałam, że będzie mogła wyleść z wody. Teraz jednak chce, by ją wpuścić.
Żaba zapukała poraz drugi i rzekła:
— Pamiętasz chyba, coś mi obiecała?!
Królewna winna wierna być i stała!
Król powiedział:
— Musisz dotrzymać, córko! Idź i otwórz!
Poszła i wpuściła żabę, która przypełzła aż do jej stóp.
— Podnieś mnie na stół! — zażądała żaba.
Król rozkazał podnieść żabę, a gdy była już na stole, rzekła:
— Przysuńże mi teraz swój złoty talerzyk i kubeczek.
Uczyniła to królewna niechętnie i jadła z żabą, ale każdy kęs stawał jej w gardle.
Gdy sobie żaba podjadła, powiedziała:
— Mam dość! Teraz zanieś mnie do komory swojej, rozbierz łóżeczko i połóżmy się spać.
Królewna zapłakała, nie mogąc znieść tego, by spać miała ze szkaradną, zimną żabą, ale król wpadł w gniew i zawołał:
— Nie namyślałaś się, będąc w potrzebie! Teraz więc nie namyślaj się także, gdy trzeba spełnić niebaczną obietnicę!
Królewna zaniosła żabę do swej komórki, posadziła w kącie i położyła się do łóżka. Żaba jednak przyczłapała do niej i powiedziała:
— Podnieś mnie, jestem zmęczona! Chcę spać! Inaczej powiem wszystko ojcu twemu!
Rozzłoszczona królewna chwyciła szkaradne żabsko i cisnęła o ścianę z całej siły:
— Masz, co ci się należy! — zawołała.
Żaba padła martwa, ale w tem samem miejscu zjawił się natychmiast śliczny królewicz.
Opowiedział królewnie, że został zamieniony w żabę przez złego czarodzieja i ona tylko jedna mogła go wyzwolić.
Przespali potem noc, a gdy wstali rano, zjawił się przed pałacem powóz zaprzęgnięty w ośm białych koni, strojnych w pióra. Uprząż ich była złota, a za powozem stał wierny Henryk, służący młodego królewicza.
Król dał przyzwolenie na małżeństwo.
Henryk zmartwił się bardzo, gdy pan jego został przemieniony w żabę i serce mu tak biło, że kazał na nie włożyć trzy żelazne obręcze, by nie pękło.
Henryk wsadził młodych oblubieńców do powozu i stanął w tyle.
Gdy ujechali kawał drogi, królewicz usłyszał jakiś trzask. Obrócił się tedy i zawołał:
— Henryku, powóz pęka!
— Nie, panie! — odpowiedział Henryk. To pękła pierwsza obręcz, którą okułem serce moje, by nie pękło z żalu, gdyś został przemieniony w żabę.
Po chwili coś znowu trzasło raz i drugi, ale królewicz wiedział już teraz, że to pękają obręcze na sercu wiernego sługi, który radował się szczęściem swego pana.