Wśród traw i jerzyn leżą ołtarza kamienie,
Z pod nich, kropla za kroplą, leniwie wytryska
Źródło ciche, samotne, źródło bez nazwiska,
Nimfa, rzewnie skarżąca się na zapomnienie.
Zwierciadła jego — wiatru nie poruszy tchnienie.
Zaledwie gołąb skrzydłem powierzchnię rozpryska,
Lub księżyc, kiedy wzejdzie nad ruin zwaliska
Odbije w niem swe drżące, srebrzyste promienie.
Lub czasem w niem pragnienie gasi pasterz młody.
Pije — i na kamieniu usiada omszonym
I z wklęsłej dłoni strzącastrząsa resztę świeżej wody
Ruchem wdzięcznym, bezwiednym, już odziedziczonym,
I nie widzi w pobliżu, na murze zwalonym
Waz i czarek — co niegdyś służyły na gody.