Świat nie przedstawiony/Czy współczesna poezja jest niezrozumiała

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Zagajewski
Tytuł Czy współczesna poezja jest niezrozumiała?
Pochodzenie Świat nie przedstawiony
Wydawca Wydawnictwo Literackie
Data wydania 1974
Druk Krakowskie Zakłady Graficzne
Miejsce wyd. Kraków
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


CZY WSPÓŁCZESNA POEZJA
JEST NIEZROZUMIAŁA?

Są dwa rodzaje odkryć poetyckich. Jedne z nich odbywają się w sferze środków wyrazu, języka, figur poetyckich i wyobraźni. Drugie polegają na przeniesieniu do poezji nowego tworzywa, na zawładnięciu przez poezję nową rzeczywistością społeczną, polityczną czy moralną. Wiersze Leszka Moczulskiego[1] są terenem odkryć drugiego rodzaju. Jego poezja jest rejestracją nowej rzeczywistości moralnej, jest próbą poetyckiego opisu tej rzeczywistości, próbą odszukania jej praw i zarazem wstępnego jej „zaleczenia”, o tyle przynajmniej, o ile estetyczne działanie poezji jest do tego zdolne.
Tomik zaczyna się od wierszy o dzieciństwie. Jest ono rajem, rajem moralnym, „...odkąd dorośli wmieszali się do zabawy / trzeba naprawdę wykłuwać ludziom oczy”. Dzieciństwo jako temat poetycki nie jest tu banalnym przedmiotem sentymentalnych wspomnień. Jego czystość i rajskość służy jako kryterium oceny tego świata, który już dawno wyrósł z zabaw na podwórku. Już w szkole, zdaje się analitycznie mówić Moczulski, sytuacja zaczyna się komplikować. W wierszu Do wielkich i sławnych kolegów okazuje się, że różnicują się postawy, pojawiają się prymusi, których kariera będzie równie podejrzana jak łatwowierność nauczyciela.
Innym tematem tych wierszy jest prowincja. Jeśli dzieciństwo jest krajem szczerości i klarownych, ostrych ocen, prowincja jest dzieciństwem przerośniętym i skwaśniałym, jest obszarem bezruchu i martwoty. Przez to staje się antytezą dzieciństwa, jest piekłem. Ale jakie to piekło, czy jest to miejsce tortur, tragedii, wielkich klęsk? Nie, piekło tej poezji jest miasteczkiem, w którym mieszkają bohaterowie Nowego Testamentu, w którym matowieją i bledną. Judasz nie jest taki zły, Matka Boska nie jest taka piękna, Piłat pracuje w komitecie. Piekło jest drugorzędnością, jest światem zastępców, ludzi połowicznie dobrych i połowicznie złych.
W jednym z najciekawszych wierszy tomu, w Notatkach z nie odbytej audiencji roztacza się przed nami taki właśnie świat zastępców. „Zamiast Marksa / przyszedł chudy urzędnik”. Jest to świat, któremu brakuje soczystości, napięcia, pełni. Gdyby choć były wstrząsające zbrodnie, które budziłyby prawdziwą, rzetelną nienawiść, Moczulski jako autor tego tomu mógłby zostać moralistą, napiętnować, zgromić. Ale brakuje mu kryteriów oceny. W świecie ludzi, którzy okradają sklepy, w których pracują, sytuacja moralisty jest dwuznaczna. I tak spotyka się z nimi w stołówce, podaje im rękę, tak trudno jest ich odróżnić, co najwyżej są trochę lepiej ubrani od moralisty. Piekło jest biurem, w którym pracują chudzi urzędnicy, tacy, którzy nie biorą odpowiedzialności za swoje myśli i decyzje.
Piekło jest brakiem kryteriów oceny. Paradoksem poezji Moczulskiego jest obfitość występujących w niej świętych i wspomnianych już postaci z Nowego Testamentu. Judasz, Piłat, święty Jan, święty Laurenty — oto bohaterowie jego wierszy. Oczywiście, bohaterowie tylko pozorni. Występują oni „zamiast” kryteriów. Moczulski w pewnym sensie korzysta z ich legendy, z której bierze tylko jedno — oni byli, zostali ugotowani w prawdziwym oleju, utopieni w beczce prawdziwej wody. Reprezentują żywy świat namiętności i walki. Dlatego, w braku aktualnych, współczesnych kryteriów oceny, poeta posługuje się legendą pełnokrwistego życia, któremu przeciwstawia dzisiejsze, anemiczne życie zastępców.
Jesteśmy daleko od patosu Różewicza czy Herberta. Świat przedstawiony w wierszach Moczulskiego jest amorficzny, nie ułatwia zadania żądnym zatrudnienia moralistom. Jest to „mały, domowy Oświęcim”. Zastępców trudno oskarżać, a o rozmowę z ich szefami, z ludźmi autentycznymi, trudno się doprosić, bo ich nie ma.
Ukazanie „świata zastępców” jest głównym celem poezji Moczulskiego. Nie jest to egzystencjalizm, poszukiwanie autentyczności w świecie pozorów. Jest to raczej bezradność poety, artysty, moralisty, który wychodzi na rynek wyposażony w kompletny aparat krzyku i tragedii, wyposażony we wrażliwość i namiętność i nie może ich użyć, bo zastaje świat nie dorastający do jego oburzenia, za mały do krzyku, nie uporządkowany, nie objaśniony, nijaki, drugorzędny.
Osiedlenie Piłata w Sejnach, „miasteczku prowincjonalnym” jest dowodem braku kategorii kulturalnych do opisu rzeczywistości, podobnie jak świadczy o braku kryteriów moralnych.
Ale poezja ta, będąc świadectwem niedopasowania kultury moralnej i estetycznej do zamieszkiwanego przez nią świata, jest równocześnie próbą zmniejszenia tego dystansu, pierwszym krokiem na drodze do uświadomienia sobie naszego świata. Postawa Moczulskiego — autora Nawracania stracha na wróble — jest jedyną godną postawą współczesnego pisarza. Jest to postawa, której celem jest nawiązanie w kulturze kontaktu z rzeczywistością, choćby ta była niekulturalna.
Dzięki temu i dzięki diagnostycznym zaletom wierszy Moczulskiego tomik ten jest jedną z najciekawszych książek poetyckich młodego i nie tylko młodego pokolenia. Moczulski udowadnia, że nie jest tak, jak mówią bywalcy wieczorów poetyckich. To nie poezja współczesna jest niezrozumiała.
Niezrozumiały jest współczesny świat, którym ta poezja wreszcie zechciała się zająć. Ale ten Głos nie będzie łatwy. Napotka głuchotę słuchaczy. Sytuacja odbioru poezji, jaką uprawia Leszek Moczulski, jest bowiem jeszcze jednym składnikiem świata, który poezja ta chce opisać i ukształtować.

Dosyć zagipsowanego w ustach krzyku.
Dosyć martwego powietrza.

— oto program tej poezji.

1971 r.


Przypisy

  1. L. Moczulski Nawracanie stracha na wróble, Kraków 1971.


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.