Święty Jerzy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kasprowicz
Tytuł Święty Jerzy
Pochodzenie Mój świat
Pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle
Wydawca Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Data wydania 1926
Druk Zakłady Graficzne Instytutu Wydawn. „Bibljoteka Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
ŚWIĘTY JERZY
(MALOWANKA NA SZKLE)

W naszym górskim domu
U jodłowej ściany
Wisi święty Jerzy,
Na szkle malowany.
Kto nie wierzy — niech nie wierzy:
Ale święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,
Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.

Hucznie i buńczucznie
Podniósł swoją włócznię,
Ażeby zwysoka
Uderzyć na smoka,
Który pod nim leży:
Święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,
Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.

Bez lęku i strachu,
A pełen rozmachu
Był ten majster, ten konował,
Co konia zmajstrował:
Troska go nie chwyta,
Że koniowi w rybie płetwy
Rozmazał kopyta.
Kto nie wierzy, niech nie wierzy;
Ale święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,

Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.

Jeździec w swym zapale
Nie troszczy się wcale,
Trwoga go nie chwyta,
Że koń nie kopyta,
A jeno rybie ma skrzele,
Co tu gadać wiele:
Kto nie wierzy, niech nie wierzy
A tu święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,
Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.

Smok się pod nim wije,
Tratuje lilije,
Które naród mnogi
Jeźdźcowi pod nogi
Rzucił w swej wdzięczności,
Ludzie zwykli, prości.
Lecz on w swym zapale
Nie troszczy się wcale
O girlandy i o wieńce,
Jeno, aż rumieńce
Wyszły mu na lica,
Mknie, jak błyskawica,
Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.
Kto nie wierzy, niech nie wierzy,
Ale święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,
Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.


Wnet nadeszła pora,
Że zakłuł potwora,
I, by nowe mieć przygody,
Święty Jerzy, rycerz młody,
Ze serca nakazu
Wyrwał się z obrazu,
I przez rowy i przez płoty
Do świeżej pędzi roboty.
Z wiatrami w zawody
Pędzi rycerz młody;
Kto nie wierzy, niech nie wierzy:
Ale święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,
Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.

Przecież gdy tak pędzi,
Na szerokiej drodze
Wydarzyło się nieszczęście
Dzielnemu niebodze:
W złą godzinę
Spotkał babę starowinę,
Rzekł: — „W te tropy
Usuń precz te swoje stopy
Ty babo-starucho!“
Ale ona głucho,
Jak rozbity dzban:
— „Mocny jesteś pan,
Lecz mocniejsza ja — niewiasta,
Jestem Śmierć i basta!“
Kto nie wierzy, niech nie wierzy,
Ale święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,
Usunął się, słaby

Wobec starej — baby,
Nie chciał iść w zawody
Z Śmiercią rycerz młody.

Zmartwiał, stężał cały
Ten rycerz wspaniały,
I zimnego srodze
Można było przy tej drodze
Wykutego w głazie
Widzieć jeszcze wczora.
Lecz nadeszła pora,
Że cud nad cudami
Zabłysł między nami!
Wichry się zerwały,
Wstał rycerz wspaniały:
W naszym górskim domu
Na szklanym obrazie
Z wichrami w zawody
Pędzi rycerz młody,
Pędzi nakształt gromu
I włócznią zwysoka
Żywo bije smoka.
Komu trudno wierzyć, komu,
Niech nie wierzy!
Ale święty Jerzy,
Najpierwszy z rycerzy,
Na swoim rumaku
Pędzi do ataku.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.