Śpiewnik kościelny/Będąc przestraszony tak dziwnym widokiem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Będąc przestraszony tak dziwnym widokiem
Pochodzenie Śpiewnik kościelny
Redaktor Michał Marcin Mioduszewski
Data wydania 1838
Druk Stanisław Gieszkowski
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały rozdział Pieśni postne
Pobierz jako: Pobierz Cały rozdział Pieśni postne jako ePub Pobierz Cały rozdział Pieśni postne jako PDF Pobierz Cały rozdział Pieśni postne jako MOBI
Indeks stron

PIEŚŃ XVI.



\relative f {
    \clef tenor
    \key f \major
    \time 2/2
    \autoBeamOff
    
    \repeat volta 2 {
        \stemUp f8 c8 f8 a8 a8 [g8] f4 | g8 f8 g8 bes8 bes8 [a8] g4 | \break
        \stemDown a8 g8 a8 bes8 c4 bes8 a8 | bes8 [a8] g4 r2 } \break
    \time 3/4
    c8 bes8 a4 r4 | a8 c8 c16 [bes16] a8 bes8 a8 | bes8 a8 g4 r4 | \break
    g8 a8 bes16 [a16] g8 a8 bes8 | c8. bes16 a8 c8 c16 [bes16] a8 | \break
    bes8. a16 g8 a8 bes16 [a16] g8 | a8 a8 bes4 c4 | \stemUp a8 g8 f4 r4 \bar "|."
}
\addlyrics { \small {
    Bę -- dąc prze -- stra -- szo -- ny tak dziw -- nym wi -- do -- kiem,
    Że się Bóg swo -- jej śmier -- ci lę -- ka!
    Ma u -- mrzeć Stwór -- ca zie -- mi, nie -- ba, Cze -- góż nam        
    spo -- dzie -- wać się trze -- ba? Któ -- rzy nie jak Bo -- gu,
    Przy swym złym na -- ło -- gu, Czy -- nim wiel -- kie znie -- wa -- gi.
}}
\addlyrics { \small {
    W_O -- grój -- cu gdy wi -- dzę na mo -- dli -- twie o -- kiem
    Dla mnie mi -- zer -- ne -- go czło -- wie -- ka:
}}

Będąc przestraszony tak dziwnym widokiem,
Że się Bóg swojej śmierci lęka!
W Ogrójcu gdy widzę na modlitwie okiem
Dla mnie mizernego człowieka:
Ma umrzeć Stwórca ziemi, nieba,
Czegóż nam spodziewać się trzeba
Którzy nie jak Bogu,
Przy swym złym nałogu,
Czynim wielkie zniewagi.

Postępując dalej myślą w tej podróży,
Widząc, że już Boga imają;
Pragnienie mnie bierze, abym patrzał dłużej,
Co za przyczynę tego mają:
Nie widzę, tylko dobroć Pana;
Ta rana jemu jest zadana,
Którą dla zbawienia,
Ludzkiego plemienia,
Poniósł, bym był zbawiony.

Stawia się już Pan nasz wysadzonym sobie,
Którzy go mają dekretować;
Okazuje im się w najlichszej osobie,
Chcąc całemu światu pokazać:
Żem ja Bóg, mógłbym czynić siła,
Ale mnie, miłość zwyciężyła,
Która dla każdego,
Chociaż najgorszego,
Przy skrusze dać się rada.

Idąc za tym torem, którym Boga włócząc,
Złość żydowska drogę toruje;
Od zaczętej męki nic mu nie folgując,
Owszem więcej męczarń gotuje:

A za co? za to, że nic złego
Nie czynił, dla stworzenia swego,
Idzie obciążony,
Gdzie go zgromadzony
Lud, na śmierć dekretuje.

Rozumiałem że się kto nad nim zmiłuje,
Widząc tak upokorzonego;
Alić złość żydowska cierniem koronuje
I krzyż każe robić dla niego.
Król chwały! za światowe złości
Chce umrzeć, szczególnie z miłości,
Aby tak zapłacił,
Co człowiek utracił
W złościach zapamiętały.

Już stanął na górze, pokazując metę,
Do której każdemu iść trzeba;
Wypowiedział światu ostatnią waletę,
Chcąc być Panem całego nieba:
I zaraz święte jego ciało,
Do krzyża przybite zostało,
Gwoźdźmi okrutnemi
Niezaostrzonemi,
Które ręce zorały.

Gdy wisi na krzyżu Bóg i Stwórca nieba,
Upałem słonecznym spieczony,
Wola: pragnę! że mu napoju potrzeba,
Aby człowiek mógł być zbawiony.
Z serc ludzkich, łez żalu wyciąga,
Lecz się złość żydowska sprzysięga,
By mu żółci dała,
Octem napawała,
Boga, zamiast słodyczy.

Pije niezmarszczony żółć z octem zmieszaną,
Który nam krwawe źródło toczy:
By żydów pragnienie napoił wylaną
Krwią; przed onychże stawia oczy.
Dwa źródła z boku wytoczone,
Gdy serce włocznią przebodzone,
Z miłości zostało,
By nam udzielało
Swych dobrodziejstw skarbnice.

Nowe prawo z krzyża Janowi przynosi,
Matce swej go za syna dając;
Że się wypełniło pismo, światu głosi
Z drzewa krzyżowego wołając;
Umiera, zwisła na dół głowa,
A przecie, mówi owe słowa:
Boże dobrotliwy,
Bądź im miłościwy,
Bo nie wiedzą co czynią.

Skały się porwały, gwiazdy się poćmiły,
Słońce stwórcy swego żałuje;
Żywioły swą radość w smutek zamieniły,
Józef ciało z krzyża zdejmuje:
A człowiek twardszy jest nad skały,
Kiedy go krwawe nie zmiękczały
Krople stwórcy swego;
I pomienionego
Smutku w nim nie wzbudzają.

Odbiera Maryja syna umarłego,
Na swojem świętem składa łonie;
W białe prześcieradło już uwinionego,
Zranione, maścią skrapia skronie:

Do grobu z żałością zanosi,
I łzami syna pogrzeb głosi,
Byśmy go chwalili,
I w sercu nosili,
Jako Boga prawego.


Znak domeny publicznej
Tekst lub tłumaczenie polskie jest własnością publiczną (public domain), ponieważ prawa autorskie do niego wygasły (expired copyright).