Śpiewaczka uliczna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugène Manuel
Tytuł Śpiewaczka uliczna
Pochodzenie Antologia poetów obcych
Data wydania 1882
Wydawnictwo H. Altenberg
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Seweryna Duchińska
Źródło skany na Commons
Inne Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ŚPIEWACZKA ULICZNA.
(Z EUGIENIUSZA MANUELA.)

Biedne dziewczę, ulicą Bulońskiego lasu
Szło prosząc o jałmużnę; łzą oko jej spływa,
Głosem woła piskliwym od czasu do czasu:
„Wesprzyj przez miłość Bożą, duszo litościwa!“
Nad czołem ogorzałem włos bujny się jeży;
Gruby, dziurawy trzewik chroni stopkę małą,
Z poszarpanej w łachmany, plugawej odzieży,
Na ramionach i łokciach świeci nagie ciało.
Idzie wprost ku przechodniom, wlecze się w ich ślady,
Niestworzone powieści powtarza w około.
Nie wierzą jej... Oh! ktoby wierzył w te szkarady,
Gorzki wyrzut, rumieńcem padłby mu na czoło!
Błaga o drobny pieniądz, o kęs chleba marny,
Rodzice bez roboty, w kolebce bliźnięta,
Gnieżdżą się na poddaszu, w izdebce gdzieś czarnéj;
Żadna poczciwa dusza o nich nie pamięta.


Tłum przeszedł, — w lot żebraczka ociera z łez oczy,
Na zieloną murawę bieży rozpląsana,
Strąci z lipy gałązkę, za motylem skoczy,
To oskubie stokrotkę co rozkwitła z rana.
Zaśpiewa po przestrzeni, wiatr piosenkę niesie.
Z bladych ustek, za zwrotką płynie nowa zwrotka,
Rzuca dźwięki ku niebu, jak w cienistym lesie
Na gałązce kaliny ptaszyna szczebiotka.
Wpływ tajemny bezwiednie porywa jej ducha,
Woń kwiatów ją odurza, pieści słonko złote;
Upojona radością czuje, patrzy, słucha,
Dziwny czar wskroś przeniknął jej całą istotę.
W piersi dziecka, jak łatwo kona jęk żałosny,
Bawi ją listek trawki, nęci błękit nieba,
Ach! łez ileż osuszy słodkie tchnienie wiosny,
Jak mało ubogiemu do uśmiechu trzeba.

Ja zdaleka, badawczym ścigałem ją wzrokiem,
Biegła po miękkiej darni jak wicher w rozpędzie;
Życie bucha z jej łona wezbranym potokiem,
Szalej biedna dziewczyno! nie długo tak będzie!
Nagle staje... przed chwilą leciuchna jak pióro,
Wlecze się ku przechodniom chwiejąca, pół żywa;
Pogodny wyraz twarzy nastraja ponuro:
„Wesprzyj, — woła piskliwie — duszo litościwa!“


I przybliża się do mnie, wyciąga dłoń chudą,
Oko jej łzą nabiegło, twarz potwornie zbrzydła.
— Precz mi ztąd, wołam z gniewem, przeklęta obłudo!
Naucz się lepiej kłamać nim złowisz mnie w sidła!
Nie daleko snać pada jabłko od jabłoni,
Śpiewałaś, teraz płaczesz ty dziecko żebracze! —
Ona spojrzała na mnie, lekko się zapłoni:
— „Ja dla siebie śpiewałam — a dla nich, ja płaczę!“

Seweryna Duchińska.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Eugène Manuel i tłumacza: Seweryna Duchińska.