Śnieżka (Grimm, tłum. Mirandola)
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Śnieżka |
| Pochodzenie | Siedmiu zuchów oraz inne bajki |
| Wydawca | Księgarnia Literacka |
| Data wyd. | [1929] |
| Druk | Drukarnia „Linolit” |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Tłumacz | Franciszek Mirandola |
| Tytuł orygin. | Schneewittchen |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Jednej zimy, w dawnych czasach, kiedy śnieg padał wielkimi płatami, siedziała królowa u okna o hebanowej ramie i szyła.
Szyjąc tak i patrząc na śnieg, zakłuła się w palec, a trzy krople krwi padły na śnieg. Pięknie wyglądała czerwień na bieli, przeto pomyślała sobie królowa:
— Chciałabym mieć córeczkę białą jak śnieg, czerwoną jak krew, a czarną jak heban!
Niedługo potem dał jej Bóg córeczkę białą, jak śnieg, rumianą, jak krew, a czarnowłosą, jak heban. Nazwała ją Śnieżką. Ale zaraz po przyjściu na świat dziecka, królowa zmarła.
Po roku wziął król inną za żonę. Była piękną, ale dumną i znieść nie mogła, by ją ktoś przewyższał urodą. Miała czarodziejskie lusterko i nieraz pytała, patrząc w nie:
— Moje zwierciadełko, chcę, byś powiedziało,
Kto jest najpiękniejszy na tę ziemię całą?
A zwierciadło odpowiadało:
— Tyś najpiękniejsza, królowo!
Radowało ją to, gdyż ufała prawdomównemu zwierciadłu.
Tymczasem rosła Śnieżka, była coraz piękniejsza, a gdy skończyła lat siedem, przewyższała pięknością macochę.
Królowa spytała znowu jednego dnia:
— Moje zwierciadełko, chcę, byś powiedziało, Kto jest najpiękniejszy na tę ziemię całą?
Zwierciadło odparło:
— Pięknaś, o królowo, jak słonko na niebie. Ale mała Śnieżka piękniejsza od ciebie!
Przelękła się królowa i pozieleniała ze złości. Od tej chwili uczuła taką zazdrość, że patrzeć na Śnieżkę nie mogła. Zazdrość ta wzrastała z dniem każdym, aż raz, nie mogąc wytrzymać, wezwała Strzelca i rzekła:
— Zabierz tę dziewczynę, bo nie mogę na nią patrzeć! Wyprowadź ją do lasu, zabij, a potem przynieś mi serce i wątrobę na znak spełnienia rozkazu.
Strzelec wyprowadził w las biedną Śnieżkę, ale ona zaczęła prosić o życie, widząc, że strzelec dobywa kordelasa:
— Kochany strzelcze, nie zabijaj mnie! Pójdę w las i nigdy już nie wrócę!
— Idź sobie tedy! — powiedział strzelec, uczuwszy litość dla pięknej dziewczynki. — I tak rozszarpią cię niedługo dzikie zwierzęta, biedne dziecko!
Doznał wielkiej ulgi, iż nie popełnił zbrodni, potem zaś ustrzelił z łuku młodego jelonka, wziął jego serce i wątrobę i przyniósł królowej, która kazała kucharzowi przyrządzić z tego potrawę i zjadła.
Biedna Śnieżka została w lesie sama jedna. Bała się bardzo i spoglądała po drzewach, nie wiedząc, co począć. Potem pobiegła co sił w nogach, przez ciernie i głogi, kamienie i moczary, mijając dużo dzikich zwierząt. Ale ciernie jej nie raniły, nie zapadała w bagna, a zwierzęta dały jej pokój.
Słońce już miało zachodzić, kiedy ujrzały mały domek, czysty i piękny, aż miło. Weszła doń i zobaczyła w izbie biało nakryty stół, a na nim siedem małych talerzyków, siedem małych kubeczków, siedem nożyków i widelczyków, zaś pod ścianami stało siedem małych, czysto zasłanych łóżeczek.
Zjadła i wypiła po trosze z każdego talerzyka i kubeczka, potem zaś chciała lec spać.
Ale żadne z sześciu łóżeczek nie było jej wygodne, aż dopiero siódme, więc wsunęła się w nie i zaraz zasnęła twardo, odmówiwszy przedtem pacierz.
Gdy się zciemniło — wrócili właściciele domku, siedmiu krasnoludków w kapturach, z długimi brodami. Pracowali przez cały dzień w podziemiach, kopiąc skarby, teraz zaś pragnęli jeść i spać, gdyż byli zmęczeni wielce.
Zaświecili lampki swoje i zaraz spostrzegli, że ktoś narobił nieporządku.
Pierwszy rzekł:
— Któż to siedział na moim krzesełku?
Drugi rzekł:
— Któż to jadł z mego talerzyka?
Trzeci rzekł:
— Któż to zjadł chleb?
Czwarty rzekł:
— Któż zjadał mi trochę jarzyny?
Piąty rzekł:
— Któż to jadł moim widelczykiem?
Szósty rzekł:
— Któż to krajał moim nożykiem?
Siódmy rzekł:
— Któż to pił z mego kubeczka?
Zjedli, a potem chcieli iść spać.
Spostrzegli jednak wszyscy, że ktoś próbował ich łóżeczek, a siódmy znalazł w swoim śpiącą Śnieżkę.
Nadbiegli bracia i obstąpiwszy śliczną dziewczynkę, dziwowali się jej piękności, przyświecając lampkami.
Bardzo im się spodobała, toteż nie zbudzili jej, ale pozwolili spać dalej, a siódmy krasnoludek spał po godzinie w łóżeczku każdego z braci i tak mu noc zeszła.
Śnieżka zbudziła się rano i przestrach ją ogarnął na widok krasnoludków. Oni jednak zaczęli pytać uprzejmie:
— Któż ty jesteś?
— Zwą mnie Śnieżką! — odparła.
— Jakeś się dostała do naszego domku?
Opowiedziała, że macocha kazała ją zabić, ale strzelec darował jej życie. Biegła przez dzień cały, aż o zachodzie znalazła domek.
Krasnoludki powiedzieli:
— Zostań z nami! Będziesz sprzątała, myła, szorowała, szyła, gotowała, robiła pończochy i rządziła całym gospodarstwem, a niczego ci nie zbraknie.
— Zgoda! — odrzekła Śnieżka i została w domku.
Krasnoludki wychodzili rano kopać złoto, srebro i klejnoty, a gdy wracali wieczorem, zastawali domek w porządku i jadło na stole.
Wychodząc ostrzegli Śnieżkę:
— Nie wpuszczaj nikogo do domu, strzeż się macochy! Dowie się ona niedługo, gdzie jesteś.
Zjadłszy serce i wątrobę Śnieżki, pewna była królowa, że jest znowu najpiękniejszą w kraju, ale dla pewności rzekła do zwierciadła swego:
— Moje zwierciadełko, chcę, byś powiedziało,
Kto jest najpiękniejszą na tę ziemię całą?
A zwierciadło odparło:
— Pięknaś o królowo, jak słonko na niebie,
Ale, za górami Śnieżka,
Co u krasnoludków mieszka,
Tysiąc jeszcze razy piękniejsza od ciebie!
Przeraziło to bardzo królowę, gdyż wiedziała, że zwierciadło nie kłamie. Przekonała się, że ją strzelec oszukał i odtąd dumała po całych dniach i nocach, jakby zabić Śnieżkę, która ją tysiąc razy prześcignęła pięknością. W końcu znalazła sposób.
Przebrana za przekupkę, z pomalowaną twarzą poszła w las i wędrując długo znalazła domek krasnoludków. Zapukała do drzwi, wołając:
— Mam towary na sprzedaż! Śliczne towary!
Śnieżka wyjrzała okienkiem i rzekła:
— Dzień dobry, droga pani! Cóż to za towary!
— Śliczne towary, dobre towary! Oto na przykład sznurówka, jak ulał dla panienki!
Dobyła z koszyka jedwabną, różnobarwną sznurówkę i pokazała Śnieżce.
— Taką starą przekupkę wpuścić przecież mogę! — pomyślała Śnieżka, odryglowała drzwi i wpuściła ją.
— Śliczna panienko! — rzekła przekupka. — Jakże się możesz tak zaniedbywać w stroju? Czekaj, ja sama zasznuruję cię porządnie.
Nie podejrzewając nic złego, pozwoliła się Śnieżka zasznurować, a macocha ścisnęła tasiemki tak mocno, że dziewczyna straciła dech i padła, jak martwa, na ziemię.
— Już po twojej piękności! — krzyknęła królowa i poszła prędko do domu.
Niedługo po tym wrócili o zmierzchu krasnoludki i zmartwili się bardzo, ujrzawszy leżącą na ziemi, martwą Śnieżkę.
Podnieśli ją i widząc, jak jest zesznurowana, przecięli tasiemki, a biedna dziewczyna zaczęła oddychać na nowo.
Opowiedziała im wszystko, oni zaś rzekli jej:
— Tą przekupką była niezawodnie zła macocha twoja, Śnieżko. Strzeż się i nie wpuszczaj nikogo w naszej nieobecności.
Królowa wróciła do domu i stanąwszy przed swym zwierciadłem, spytała, chcąc się upewnić, że Śnieżka nie żyje:
— Moje zwierciadełko, chcę, byś powiedziało,
Kto jest najpiękniejszy na tę ziemię całą?
A zwierciadło odrzekło:
— Pięknaś o królowo, jak słonko na niebie,
Ale za górami Śnieżka,
Co u krasnoludków mieszka,
Tysiąc jeszcze razy piękniejsza od ciebie!
Poznała królowa, że Śnieżka nie umarła i pełna złości zaczęła knuć plany zemsty.
— Teraz jej zadam śmierć pewną! — zawołała po kilku dniach i zaraz zatruła czarodziejskim jadem grzebień do włosów.
Przybrawszy postać innej przekupki, wyruszyła w drogę, przebyła siedem gór, siedem rzek i zapukała do domku krasnoludków, wołając:
— Mam towary! Śliczne towary na sprzedaż!
Śnieżka wyjrzała przez okienko, przekupka pokazała jej grzebień, a ponieważ był bardzo ładny, pomyślała sobie Śnieżka, że już chyba przekupkę wpuścić może bez obawy.
Ugodziły cenę, a potem przekupka powiedziała:
— Któż dziś nosi taką, fryzurę! Pozwól, uczeszę cię porządnie!
Śnieżka pozwoliła, ale ledwo zatruty grzebień dotknął jej głowy, padła bezprzytomna na ziemię.
— Piękna Śnieżko! Już po tobie! — zaśmiała się macocha i zabrawszy swój koszyk, poszła prędko do domu.
Krasnoludki znaleźli wieczorem martwą Śnieżkę i zaczęli płakać rzewnie. Ale wnet im przyszło na myśl, że to dzieło macochy, przeszukali ubranie i włosy Śnieżki, znaleźli zatruty grzebień, przywrócili ją do życia. Gdy przyszła do siebie, przestrzegli ją ponownie, by się strzegła, a ona obiecała to uczynić.
Królowa spytała zaraz zwierciadła:
— Moje zwierciadełko, chcę, byś powiedziało,
Kto jest najpiękniejszy na tę ziemię całą?
A zwierciadło odrzekło:
— Pięknaś o królowo, jak słonko na niebie,
Ale za górami Śnieżka,
Co u krasnoludków mieszka,
Tysiąc jeszcze razy piękniejsza od ciebie!
Zadrżała z wściekłości królowa i krzyknęła:
— Musi umrzeć, choćbym i ja także umrzeć miała!
Potem zamknęła się w tajemnej komnacie i zatruła jabłko. Było piękne i ponętne, tak, że każdego musiała zebrać chętka. Kto jednak wziął bodaj kawałeczek w usta, umrzeć musiał natychmiast.
Dokonawszy tego, pomalowała twarz, przebrała się za wieśniaczkę i przebywszy siedem gór i siedem rzek, zapukała do domku krasnoludków.
Śnieżka zobaczyła ją przez otwarte okienko, ale nie wpuściła, pamiętna przyrzeczenia.
— Nie mogę was wpuścić kobieto, — powiedziała jej — gdyż obiecałam to krasnoludkom.
— Mniejsza z tym! — odparła wieśniaczka. — Takie jabłka każdy kupi! Masz tu jedno w podarunku.
— Niewolno mi niczego przyjmować! — powiedziała Śnieżka.
— Boisz się może trucizny? Patrzże, przecinam jabłko na pół, sama zjem połówkę żółtą, ty zaś zjedz bez obawy czerwoną!... — rzekła wieśniaczka.
Jabłko było umyślnie tak zatrute, że tylko czerwona połówka powodowała śmierć.
Wielką miała Śnieżka ochotę na jabłko, ujrzawszy zaś, że wieśniaczka je swą połówkę, wyciągnęła rękę po drugą.
Zaledwo jednak ugryzła, padła bez zmysłów na ziemię. Królowa spojrzała na nią triumfująco, uśmiechnęła się i rzekła:
— Teraz cię już nie ocalą krasnoludki, piękna Śnieżko. Umarłaś na dobre!
I rzeczywiście, gdy spytała zwierciadła:
— Moje zwierciadełko, chcę, byś powiedziało
Kto je.st najpiękniejszy na tę ziemię całą’
Odparło:
— Tyś najpiękniejsza, królowo!
Znalazło na koniec spokój zawistne serce królowej, o ile serce takie może go znaleźć.
Krasnoludki znaleźli Śnieżkę martwą. Nie oddychała wcale. Podnieśli ją, rozsznurowali, przeszukali włosy, obmyli wodą i winem, ale to wszystko nic nie pomogło. Śliczna Śnieżka zmarła naprawdę.
Ułożyli ją na katafalku, siedli wokoło i płakali przez trzy dni. Potem mieli ją pogrzebać. Ale była piękna, świeża i wyglądała na żywą. Nie mogli znieść myśli, że ją przysypie czarna, ciężka ziemia. Kazali zrobić szklaną trumnę, by widzieć ze wszystkich stron zmarłą, złożyli ją tam i napisali na wierzchu jej imię. Trumnę tę wynieśli na górę, ustawili pod drzewem i zawsze czuwał jeden z nich, gdy inni wyruszali do roboty.
Spostrzegły to zwierzęta i przychodziły na górę, opłakiwać Śnieżkę.
Długo leżała w szklanej trumnie, a ciągle wyglądała pięknie i świeżo.
Zdarzyło się, że pewien królewicz zabłądził w lesie i, ujrzawszy domek krasnoludków, poprosił o nocleg. Na widok, leżącej w trumnie, prześlicznej Śnieżki, zapałał ku niej miłością i rzekł krasnoludkom:
— Dajcie mi tę trumnę, a obdarzę was hojnie.
— Nie oddamy Śnieżki za wszystkie skarby świata! — oświadczyli.
— Kocham ją i żyć bez niej nie mogę! — zawołał. — Proszę was z całego serca, darujcie mi ją!
Wzruszeni słowami pięknego królewicza, darowali mu krasnoludki zmarłą Śnieżkę, on zaś kazał ją wziąć sługom na ramiona i zanieść do zamku swego.
Jeden ze sług niosących trumnę potknął się o korzeń drzewa, trumna drgnęła mocno i przybrała położenie ukośne. Skutkiem tego, zatruty kawałek jabłka wypadł z ust Śnieżki. Otwarła oczy, podniosła wieko, usiadła i spytała, zdumiona wielce:
— Gdzież jestem, na Boga?
— U mnie! U mnie jesteś! — zawołał królewicz radośnie.
Potem opowiedział jej wszystko, kończąc tymi słowami:
— Kocham cię nad wszystko! Chodź na zamek ojca mego i zostań małżonką moją!
Śnieżka zgodziła się bez wahania, a niedługo po tym odprawiono gody weselne.
Królowa macocha została, pośród innych, także zaproszoną. Ustrojona w bogate szaty stanęła przed zwierciadłem swoim i spytała przed wyjazdem:
— Moje zwierciadełko, chcę, byś powiedziało,
Kto jest najpiękniejszy na tę ziemię całą?
A zwierciadło odparło:
— Pięknaś o królowo, jak słońce na niebie,
Lecz Śnieżka-Królowa piękniejsza od ciebie!
Zaklęła głośno i ogarnął ją taki strach i gniew, że szczękała zębami i dostała gorączki. Zrazu nie chciała jechać na wesele, potem jednak ciekawość kobieca wzięła górę.
Gdy weszła na salę, stanęła oniemiała ze zdumienia na widok Śnieżki. Ale niezbyt mile ją tu przyjęto, gdyż kat przysposobił dla skrytobójczyni żelazne, rozpalone do czerwoności trzewiki. Włożono je na nogi, a potem musiała tańczyć tak długo, aż padła martwa.