Śmierć. Studyum/7 marca

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Dąbrowski
Tytuł Śmierć
Podtytuł Studyum
Pochodzenie Pisma Ignacego Dąbrowskiego, tom I
Wydawca Jan Fiszer
Data wydania 1900
Druk Warszawska Drukarnia i Litografja
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


7 marca.

Do jakiego stopnia umysł nasz zależnym jest od rozmaitych warunków zewnętrznych najlepszym dowodem służyć mi może wczorajsza notatka w tym dzienniczku. Pisałem ją wieczorem, w gorączce, kiedy chorobliwie rozegzaltowana wyobraźnia najdziwaczniejsze obrazy przedstawia. Umysł osłania jakby jakaś czarna płachta, która wszystko na czarno zabarwia, — i choć się człowiek stara otrząsnąć z takiego ataku melancholii, na nic wszelkie wysiłki.Czuje się nawet całą anormalność takiego stanu, a jednak wyjść z tego zaczarowanego koła nie można, bo nawet sama owa samowiedza przybiera anormalny, spaczony charakter.
Bo czyż dlatego, iż wiem, że mi smutno, — smutek mój straci cośkolwiek na swej sile? Ani trochę. Wpada się jedynie w błędne koło bez wyjścia i ostatecznie cała logika umysłu zdobywa się na jedną tylko sentencyę: smutno mi, bo mi smutno.
No, ale dziś nie mam wcale zamiaru pisać traktatu o smutku. Przeciwnie, od rana samego jestem w złotym humorze.Blask słońca tak rozwesela całą fizyognomię świata, że tego wesela aż nadto dla mojej duszy. Zdaje się, jakby to światło słoneczne wdzierało się aż do najdalszych kryjówek mózgu i po prostu niema już tam najmniejszego zakątka, któryby przez pryzmat tego bla ku na świat nie spoglądał.
Jeden tylko Stach stanowi wyjątek w tem ogólnem weselu. Minę ma ciągle tak pogrzebową, jakby pół świata pochował, a drugą zamierzał.
Coś go naleciało widać.
Doktora przyjąłem dziś przesadnie uprzejmie. Chciałem go tem przeprosić za piątkowe niestosowne wybryki. Wyściskaliśmy sobie ręce tak czule, że aż w stawach trzeszczało, i widziałem, że wychodził dość ze mnie zadowolony. To z gruntu poczciwa kreatura, aż za poczciwa na doktora. Rozczula się, zamiast radzić, a to, dalibóg, mniej potrzebne.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Dąbrowski.