Ślub (ballada studencka)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Michał Bałucki
Tytuł Ślub
Podtytuł (ballada studencka)
Pochodzenie Poezje Michała Bałuckiego
Data wydania 1874
Wydawnictwo Wydawnictwo „Kraju”
Drukarz Drukarnia „Kraju”
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
ŚLUB.
(Ballada studencka.)
Poezje Michała Bałuckiego ornament początkowy.png

W maryackim, poważnym kościele
Ślubna para przed ołatarzem klęczy —
W koło gości postrojonych wiele.
Pannę młodą wianek z mirtu wieńczy,
Ona w ziemię patrzy się modląca —
Cudne lica to bledną, to płoną,
Białe ciałko pod lekką osłoną
Drży, jak puchy, gdy o nią wiatr trąca.

Nic dziwnego, że panna tak trwożna,
Że tak płonie i taka nabożna,
Bo to pierwszy raz jéj się wydarza,
Że do ślubu klęka u ołtarza. —


Lecz pan młody — ten innym był wcale —
Od łańcuszkiem bawił się niedbale,
I był sobie z taką miną prawie,
Jakby w domu i przy czarnéj kawie.
Wąsik muskał i patrzał się drwiąco
Na dwie drużki, co przy nim klęczały,
I o mężów wzdychały gorąco,
I o prędkim swym ślubie myślały.
Goście sobie szeptali coś skrycie —
Tak czekano na księdza przybycie. —

A za gośćmi onemi na boku
Jakiś młodzian stał z rozpaczą w oku,
Z rozczochranym włosem, bladéj twarzy —
Patrzał dziko na stopnie ołtarzy —
A pod pachą pod płaszcza fałdami
Coś namiętnie przyciskał rękami....
Czy pistolet czy głownię sztyleta? —
Nie — to były książki i kajeta,
Bo wam krótko tę sprawę objaśnię,

Że młodzieniec szedł do szkoły właśnie,
I przeczuciem, czy trafem zagnany
Wszedł i trafił na śluby swej kochanéj. —

O miłości téj opowiem wiernie:
Panicz ciotkę miał, ciotunia głucha;
Ale dobra, poczciwa starucha,
I kuzynka kochała niezmiernie;
Więc kuzynek korzystał z dobroci,
I co lato przyjeżdżał do cioci.
I zdarzyło się w tę porę samą,
Że ta panna, co dziś u ołtarza
Tak nieśmiało przysięgę powtarza,
Przyjechała tam także z swą mamą;
Ale wtedy młodsza była wiele. —

Panicz patrzał na pannę nieśmiele,
I panienka na niego ukradkiem —
Aże się raz spotkali przypadkiem
Przy malinach... i rumiani cali
Długo, długo ze sobą gadali. —


Odtąd panicz ciągle był przy pannie:
To jéj książki czytywał w altannie,
To ją woził na łódce po wodzie,
To z nią kwiatki podlewał w ogrodzie.
A panienka młoda jemu za to
Słówka, oczka rzucała zapłatą:
To siadała znów przy fortepjanie
Dumki grała — a on patrzał na nią,
Jakby ją chciał zjeść oczami swemi,
I robiło mu się niebo z ziemi. —

Ale stało się raz w piękne rano,
Że panicza do szkół odesłano,
I z panienką wyjechała matka,
I tak koniec był temu kochaniu. —

Potém panna rosła coraz w latka,...
Aż się stała panną na wydaniu.
I starał się o nią jeden młody,
Co miał rozum, bródkę i dochody —
To chybaby dziwną panna była,
Gdyby takiem szczęściem pogardziła. —


Ale panicz nie zmądrzał tak skoro,
Jak panienka. I w szkole i w domu
Wciąż do panny wzdychał pokryjomu,
I pisywał o niéj wierszy sporo. —

I dziś — patrzcie — blady, łzy ma w oku —
Tak mu było równie raz przed laty,
Kiedy wracał po skończonym roku
Bez promocyi ze szkoły — do taty!...

Ślub się skończył — zagrały organy,
Zaszumiały znów jedwabne stroje —
Wyszli goście i małżonków dwoje,
I już panicz pozbył się kochanéj...
Już jéj może więcéj nie zobaczy...
Odjechały pojazdy z turkotem,
Panicz westchnął rozpacznie, a potem
Już do szkoły nie chciał iść — z rozpaczy;
Ale poszedł nad Wisły strumienie,
A złe myśli szły za nim, jak cienie....


A na drugi dzień młodzieńca ciało
Znaleziono rankiem, jak leżało...
Snem ujęte na miękiéj pościeli. —
Chciał wprawdzie wczoraj do topieli
Rzucić, skończyć nędzny żywot; ale
Na nieszczęście pływał doskonale. —

Więc ten zamiar wybił sobie z głowy,
Tylko cały dzień się w polach włóczył,
Sam ze sobą dzikie wiodąc mowy;
Aż, gdy mu już głód dobrze dokuczył,
Późną nocą do domu powrócił,
Zjadł wieczerzę i w łóżko się rzucił. —

O! nie budźcie mi proszę młodziana!
Niech śpi, choćby do drugiego rana —
Wszak powiedział jeden śpiewak w pieśni:
Tyle tylko szczęścia, co człek prześni. —
1862 r.

Poezje Michała Bałuckiego ornament końcowy.png


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Michał Bałucki.