Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Łza na żelazku
[157]ŁZA NA ŻELAZKU.
W warsztacie duszno, mrok i chłód!
Żelazko pcham — to w tył, to w przód!
Męczy mnie kaszlu suchy dźwięk,
I z chorej piersi rwie się jęk.
Jęczę i kaszlę, serce łka;
Wilgnie mi oko, spada łza;
A łza ta — mimo ognia żar —
Kipi i kipi wciąż, bez miar.
Znikł sił mych ślad wśród długich mąk —
Żelazko mi wypada z rąk;
A owa łza, ta ciężka łza,
Łza moja wciąż na ogniu drga.
W mem sercu — ból, a w głowie — szum,
Na ustach słów mam gorzkich tłum:
„Łzo, druhu wierny, powiedz mi,
Czemu to nie chcesz zniknąć ty?
O niema łzo, powiedz mi wraz,
Czy w oku mem jest dużo was?
Czyś jest ostatnią może łzą,
Którą mi dzisiaj losy ślą?
Lub możeszmożeż posłem: chcesz mi rzec,
Że zaraz więcej będzie ciec?
I to też powiedz, druhu mój,
Czy skończy się ten ciężki znój?“
Więcej-bym pytań zadał jej,
Tej mojej łzie, łzie ciężkiej mej, —
Lecz słowom położyły kres
Potoki świeżych gorzkich łez:
Pojąłem wówczas, chyląc skroń,
Że wielka jeszcze łez mych toń.
|