Łabędź (Kasprowicz)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

III.

ŁABĘDŹ.

Bieluteńki, gdyby mleko,
Rozwiał na wiatr żagle dwoje
I płynie,
A tu krople z drzew nań cieką,
Z drzew, co lica myją swoje
W głębinie —
Bieluteńki, gdyby mleko.
 
Przodem, srebrną piersią kraje
Oplecioną wieńcem trawy
Toń jasną,
Dziś mu więdną świeże maje,
Lecz złociste zórz oprawy
Nie gasną,
Gdy toń srebrną piersią kraje.

Ja swą żałość w sercu tłumię,
O tę siną wsparty korę
Topoli,
Liść mi szumi, a w tym szumie
Ukołyszę-ż czarną zmorę
Mej doli,
Choć swą żałość w sercu tłumię?


Wicher coś mi jęczy, głuchy
Gdybyć słodziej i weseléj! —
Coś szepce:
O, łabędzie, srebrne puchy
Nie usłały ci pościeli
W kolebce!
Tak mi jęczy wicher głuchy...

Oto biały ptak przedemną,
Pośród wody swemi pióry
Trzepoce:
Spadły krople w toń już ciemną
Z blaskiem tęczy, co śród chmury
Migoce,
Gdy trzepotał ptak przedemną.

Hej! ta rosa, ta perłowa,
Nie przystroi chmurnej wody
W błękity
I mnie śnieżność łabędziowa
Nie rozerwie, gdym ja młody,
A zżyty,
Hej! ta rosa, ta perłowa!

Ptak odpłynął, a mnie głuchy
Wiatr ni słodziej ni weseléj
Wciąż szepce:
O, łabędzie, srebrne puchy
Nie usłały ci pościeli
W kolebce —
Tak mi jęczy wicher głuchy...



Grafika na koniec utworu.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.